- chyba mamy problem. Tym razem moja ochrona. – głos Igasa drżał, ukazując mieszankę żalu i złości. Nie cierpiała sytuacji, w których czuła się tak bezsilna. Wszystko było zaplanowane. Zagrożeni otrzymali specjalne instrukcje samoobrony i zostali umieszczeni w oddalonych od siebie miejscach. Nikt jednak nie przypuszczał, że genialny plan nie uwzględniał jednej zmiany…
Książka rzucona przez Megi z impetem uderzyła w okno wybijając szybę. „Psiakrew.” pomyślała. „Znowu nas przechytrzył.”
- przecież nie było jej na liście! – krzyknęła Carolli, wchodząc wraz z resztą towarzystwa do pokoju – przecież to ktoś z nas miał zginąć!
- taak, a my mieliśmy zostać dokładnie poinformowani? Dzień dobroci dla zwierząt? „Słuchaj, zabiję cię jutro, więc się przygotuj”? – prychnęła Duśka.
Megi nie mogła wydusić z siebie słowa. Dyskusja koleżanek tylko podnosiła jej ciśnienie i czuła, że następny cel rzuconej książki będzie krwawił. Nie lepiej miała się Igas, którą poczucie winy znów pchnęło w objęcia znanej nam już dobrze butelki.
Pociągając ulubiony nektar, mimowolnie odtwarzała w pamięci wydarzenia sprzed kilkudziesięciu minut, a wspomnienia jak natrętne muchy uderzały o jej czaszkę. Hałas przed schronieniem. Krew. Rozczłonkowane ciało pośród drzew.
- Malinka! – krzyknęła, podbiegając do głowy koleżanki – przepraszam cię! Nie wiedziałam, Malinka!
Zakrwawiona głowa mrugnęła i wydała z siebie stłumiony dźwięk.
- Nie… ty jeszcze żyjesz?? Kto ci to zrobił?!
- Oadęh… - stęknęła Malinka, używając wszystkich swych sił.
- Nie rozumiem cię… przepraszam! Malinko, będę o tobie pamiętać!
- Oadęhh!
- ja ciebie też! – po policzku Igas spłynęła pierwsza łza.
- khuuuk! – wysapała głowa Malinki.
- kciuk? – dziewczyna była zdezorientowana, lecz szybko znalazła zawiniątko ofiary.
Malinka przyjęła do ust ukochany gadżet i zaczęła cichutko ssać. Po chwili zasnęła snem wiecznym.
Igas, otrząsając się ze wspomnień pociągnęła kolejny łyk.
Trzeci portret leżał na podłodze pośród kawałków stłuczonego szkła. Postać wstała z fotela i zgrabnym, tanecznym krokiem podeszła do biurka. W szufladzie znajdowała się papeteria w renifery i wieczne pióro. Tajemnicza osoba zasiadła do notowania. „Ułożymy sobie kolejny plan…” pomyślała, po czym zaniosła się demonicznym śmiechem.
Następnego dnia cała ekipa w napięciu oczekiwała na zapowiedziane wcześniej przez Megi zebranie. Szefowa sztabu przybyła trzaskając drzwiami. Dopiero po chwili dziewczęta zorientowały się, że kobieta mocno trzyma za ubrania jakąś postać.
- chyba masz nam coś do powiedzenia… - warknęła Megi potrząsając zapłakaną istotą
- ppp-przepraaaszam waaaas! – jęknęła Carolli, a z nosa wyskoczył jej mały gil.
W pokoju zaległa cisza, którą po chwili przerwała Dusia.
- chcesz nam powiedzieć, że to ONA stoi za tym wszystkim?
- wiedziałam – syknęła Marchewka, opierając się o ścianę
- nie wierzę, nie ona! – Czocher zakryła twarz dłońmi i zaczęła głośno szlochać w objęciach Oli Dance
Szum rozmów, płaczu i zgrzytania zębów przerwał trzask tłuczonej butelki. Igas podniosła się ze swego miejsca i patrząc głęboko w oczy wystraszonej Carolli, wycedziła przez zęby:
- do karceru.
„Hahahaha. Jak zwykle. Ja mogę wszystko, one nic. Nigdy mnie nie złapiecie” – zaśmiała się złowieszczo postać w ciemnym pokoju, po czym zaczęła spisywać szczegóły kolejnego aktu w swym dramacie.
W kwaterze głównej Poland-Polska było cicho i spokojnie. Żałoba nie minęła, lecz areszt Carolli dał zebranym namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Megi poprosiła ekipę o przygotowanie wszystkich danych do osądzenia oskarżonej.
- zacznijmy od Niuty. – rzekła Megi grobowym głosem – w dzień naszego spotkania widziałam Carolli w jej wiosce. Jestem tego pewna.
- to niemożliwe – załkała ponownie Czocher – tamtą noc spędziłyśmy u mnie, grałyśmy w bierki!
- Niuta zginęła pomiędzy dwudziestą a dwudziestą pierwszą trzydzieści. To daje Carolli pół godziny na dotarcie do twojego domu. Wykonalne, jeśli ma się latającego buraka – riposta Megi pozbawiła Czochera argumentów.
- Ale w dniu zamachu na Fokę nikt nie kontaktował się z Carolli i nie widział jej w pobliżu straganu! – wydedukowała Marchewka – przeanalizujmy jej zachowanie, na pewno czegoś się dowiemy! – dodała przyszła pani psycholog wymachując rękami.
- No właśnie. Nikt jej nie widział, zatem nie ma alibi – rzekła ponuro Igas ze swojego kąta, zaskakując wszystkich nagłym przejawem aktywności.
- a co z zabójstwem Malinki? – spytała Oladance – jestem bardzo ciekawa waszych opinii.
Megi nabrała powietrza, szykując się na dłuższy wykład.
- jak wiemy, Malinka była przydzielona do ochrony Igas. Carolli była w kręgu osób zaznajomionych z planem działania. Jej schronienie było na tyle blisko, że mogła na chwilę czmychnąć z pola widzenia – zastanawiała się Megi, mierzwiąc swoje włosy
- nie spodziewałam się tego po niej… - szepnęła Igas – żeby takie dziecko miało tyle siły? Ale obrażenia mówią same za siebie. Możecie sobie to wyobrazić, wiecie przecież w jakim stanie ją znalazłam… - kontynuowała, nie zważając na zdziwienie na twarzach większości koleżanek
- też byłam tym zdziwiona. Nie sądziłam, że Carolli okaże się odcinającą głowy psychopatką. – westchnęła Oladance.
Megi i Igas wymieniły znaczące spojrzenia i podeszły do Olidance.
- wiemy ile wysiłku włożyłaś w śledztwo. Dziękuję – Megi wyciągnęła rękę, którą Oladance chętnie uścisnęła. W tym samym momencie na jej nadgarstku zacisnęły się zimne kajdanki trzymane przez Igas
- Oladance, aresztuję cię pod zarzutem spowodowania śmierci Niuty, Foki i Maliny oraz groźby śmierci pod adresem pozostałych. Masz prawo zachować milczenie.
Udana akcja napawała dziewczęta dumą i pozwoliła częściowo ukoić ból po stracie bliskich, a Megi zyskała +10 punktów do respektu.
- wyjaśnicie nam o co chodzi? – prychnęła Duśka, niezadowolona z bycia poza centrum uwagi – po co ta cała szopka z Carolli?
- to proste. Musiałam zaangażować kogoś do roli zabójcy, żeby uśpić czujność Oli. – odparła Megi z dumą w głosie.
- ja nadal nie rozumiem na jakiej podstawie ją aresztowałyście – stwierdziła oswobodzona już Carolli
- przypomnijcie sobie co powiedziała w rozmowie o Carolli. – podpowiedziała Megi
- „Nie sądziłam, że Carolli okaże się odcinającą głowy psychopatką”… - wyrecytowała Czocher, myśląc intensywnie nad sensem owego zdania, jednak ten, niczym balonik wypełniony helem umykał jej dłoniom i uniósł się hen, daleko.
- no właśnie. – Igas przebiła metaforyczny balonik – „odcinającą głowy”. Tylko ja, Megi i Oladance wiedziałyśmy w jakim stanie była Malinka.
Czocher otwarła buzię ze zdumienia. Duet Megi-Igas właśnie urósł w jej oczach do rozmiarów bogiń.
The end.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz