- Merlin najlepszym naszym przyjacielem jest… Merlin najlepszym naszym przyjacielem jest!
- Malina! Poczekaj, pomogę ci! – Oladance szybko odebrała ciężkie pakunki z rąk dziewczyny – podobno jest kolejne zebranie w sprawie tajemniczych ataków!
- właśnie dlatego niosę jedzonko! – zakwiczała radośnie Malina prezentując wnętrze kartonu. Obok zeszytów ozdobionych podobizną Merlina, w środku umieszczono jeszcze sok, zapas słonych paluszków i chrupek.
Oladance poczuła, jak grawitacja niebezpiecznie działa na ślinę w jej ustach. Zamknęła pospiesznie buzię i nacisnęła klamkę drzwi z napisem „Poland-Polska”.
- spóźnialskie siedzą na ziemi – warknęła Megi trzymając plik kartek w rękach – jak już powiedziałam, powołana zostanie specjalna Komisja Inwigilacji Członków Klubu. Oprócz prowadzenia śledztwa wśród członków klubu, będziemy zajmować się szczególną ochroną osób zagrożonych.
- zagrożonych?! – wykrzyknęła przerażona Carolli
- jak pamiętacie, bo śmierci Foki Izabellinka odebrała list z pogróżkami. Nie tylko ona – to mówiąc, Megi podała kartkę stojącej w pobliżu Dusi.
- „Strzeżcie się, albowiem koniec jest bliski! Pożegnacie się z życiem w następującej kolejności: Marchewka, Czocher, Megi, Dusia, Igas, So cute, Carolli. A na koniec… zobaczycie!” – przeczytała drżącym głosem, po czym wyciągnęła telefon – Pupek! Przywieź moją książeczkę czekową W TEJ CHWILI!
- Nie… to niemożliwe! Nie może tak po prostu pozbyć się tylu osób! Dlaczego chce to zrobić? Jak możemy się chronić? Co ty robisz, Dusiu?? – zasypywała pytaniami Igas.
- jak to co? Chcę kupić życie! – krzyknęła wzburzona Duśkosława.
- Duśka! Wiedziałam, że pomimo pieniędzy masz dobre serce! – wzruszona Czocher ruszyła, by przytulić koleżankę, lecz została brutalnie odepchnięta.
- MOJE życie. – zaśmiała się perfidnie.
Serce Maliny zrobiło fikołka. Koleżanki kłóciły się o możliwość ratowania swojej lub czyjejś skóry, podczas gdy morderca planował zamach na kolejną osobę. Klub, który kochała, miał zostać spustoszony. Odebrany jej po raz kolejny. Po nałożonej na nią niegdyś banicji, dziewczyna bardzo cierpiała. Dopiero po dłuższej rozłące dziewczyny ponownie przyjęły ją do swego towarzystwa i obdarzyły ciepłem, które niedługo miało wygasnąć.
- NIEEEEEEEEEEEEEEEEEE! – zaszlochała wybranka Męsona i zaczęła się kiwać.
- Malina… - wyszeptała Carolli, zmartwiona nagłym atakiem paniki
- zabiję gnojaa! Zabiję! Nie odbierze mi domu! – zapłakana Malinka wyciągnęła z torebki małe pudełeczko oznaczone etykietką „kciuk Merlina”. Kciuk był przyjemny w smaku i bardzo ją uspokajał, więc szybko zapadła w spokojny sen pod ścianą.
Dawno, dawno temu, gdy Malinka była jeszcze niedojrzałą jarzembiną, miewała napady płaczu, kiedy dzieci na podwórku wyśmiewały jej niecodzienne relacje z ojczymo-idolem.
- ułaaaaaaaułaaaaaaaaaaaaa! – łkała dziewczynka, rozmazując nieudolnie wykonany makijaż
- nie płacz, kochanie! Merlinek da ci cukierka! – mężczyzna wyjął z kieszeni karmelka i wcisnął małej do ust
- tfu! Zabiez swoje cukierki! Nie chcem ich!
- a może gumę? Chrupkę? Wafelka? Gąbkę? – Merlin niestrudzenie wpychał małej wszystkie wymienione produkty, usiłując uciszyć atak histerii. Zrezygnowany niepowodzeniem, spojrzał na swą lewą dłoń.
Szósty palec, a raczej kciuk, wyglądał nader okazale.
- am am am. – Malinka zasnęła energicznie ssąc dodatkowy palec mężczyzny.
- w zasadzie do niczego mi się nie przyda… - pomyślał Merlin i wziął mini siekierkę.
Od tego dnia minęło kilka ładnych lat. Kciuk był najwierniejszym przyjacielem dziewczyny i nigdy jej nie zawiódł.
- zabijęę… zniszczę… jeszcze pożałujecie bycia elitą! – postać zaśmiała się. W pokoju panował półmrok, a stojąca w rogu lampka oświetlała jedynie dłoń kurczowo trzymającą poręcz fotela oraz ścianę na wprost tajemniczej osoby. Na podłodze leżały już dwa portrety. Odłamki szkła ukazywały uśmiechnięte oblicza Niuty i Foki. Trzeci portret niebezpiecznie chybotał na gwoździu.
- dla ciebie mam coś specjalnego…
Tego dnia sytuacja była wyjątkowo napięta.
- „Strzeżcie się. Koniec jest blisko. Macie 24 godziny żeby zapobiec tragedii.” – Czocher kucnęła pod ścianą i zaczęła płakać. Było źle. Musiały zmobilizować wszystkie siły, by chronić dziewczęta z listy. Zerknęła jeszcze raz na kawałek papieru w nadziei, że raz zapisana kartka zmieni swoją treść, lecz niestety wciąż była druga, zaraz po Marchewce.
- nie rycz. Coś wymyślimy – to mówiąc, Igas naładowała pistolet. – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Każda z dziewczyn na liście miała obstawę w postaci osoby niezagrożonej. Wszystkie nasze bohaterki zakupiły też miotacze ognia i pistolety. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Najbardziej zestresowana była Marchewka, numer jeden na liście.
- nie łaź tak, dekoncentrujesz mnie. Muszę być skupiona, żeby dostrzec najmniejszy ruch! – ofuknęła chroniąca ją Gaba, polerując nowiutki pistolet
- kiedy ja tak… tak bardzo chcę żyć! Nie spisałam testamentu! Komu zapiszę mój las?? – rozgorączkowana rusałka rwała swe zielone włosy z głowy, zanosząc się płaczem.
- Mikropiksel? Czy Mikropiksel mnie słyszy? – wrzasnęła Gaba do krótkofalówki
- chrrrr…. Zzzz…
- Piksel?
- Nie, Jared, dzisiaj nie mogę…
- WSTAWAJ Z TYŁKIEM W TEJ CHWILI!
- chrr… Tak jest, Mikropiksel melduje gotowość do działania! – powiedziała przeciągle, szybko budząc się ze snu.
- z Duśką wszystko w porządku? – warknęła Gaba
Piksel szybko spojrzała na Duśkę, która z pasją dorysowywała penisy na twarzach aktorek w kolorowej gazecie
- tak, znalazła sobie ambitne zajęcie.
- ej, ty tam, z krótkofalówką! Przenieś mnie pod tamto drzewo. To daje zbyt mało cienia.
- bez odbioru… - zrezygnowana Mikropiksel zakończyła rozmowę i zabrała się za przenoszenie. – ja ci dam „ej ty tam”…
- ZWARIOWAŁAŚ? WIESZ KIM JESTEM? NATYCHMIAST PRZESTAŃ! BO CIĘ WYDZIEDZICZĘ! WSZYSTKICH WYDZIEDZICZĘ!!
Duśce stanowczo nie podobała się koncepcja przeciągnięcia za nogi.
Tymczasem Ktoś w zupełnej ciszy obserwował swoją następną ofiarę beztrosko strugającą laleczkę z kawałka drewna.
Igas usłyszała tylko szelest liści i tupot stóp. Instynkt mówił jej, że zdarzyło się coś, na co nikt nie był do końca przygotowany. Chwyciła broń i wyszła ze schronienia. To co zobaczyła sprawiło, że żołądek wyrzucił z siebie niedawno zjedzony obiad.
Kilka chwil później telefon Megi znów zadzwonił.
- chyba mamy problem. Tym razem moja ochrona.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz