sobota, 1 października 2011

Kryzys wieku w miarę dojrzałego part 1

Poranne słońce przebiło się przez gąszcz liści,gałązek i innych pierdół,prześlizgnęło się jeszcze po zawalonym królewskim łożu, by w końcu zatrzymać się na tatuażu 'Jeb się,plebsie' umieszczonym na tyłku.
Dziewczyna leniwie przeciągnęła się, przewracając przy okazji stosy brudnych naczyń zagracających stolik.W tym samym momencie odezwał się budzik, wrzeszcząc 'CZAS NA WYBICIE DZIECI NEEEEOOOO!!!' Został on brutalnie kopnięty w najdalszy kąt pokoju,co odczuł również wielki,czarny kocur.
'Pora wstać' pomyślała dziewczyna.Dokonując błyskawicznych obliczeń na podstawie kąta padania promieni świetlnych, ustaliła, że jest godzina 12:31.
-Cholera-syknęła-Ja się tu obijam,a dramy się same nie obejrzą...
Przekopując się przez stertę gazet, książek, plątaniny kabli i pustych opakowaniach po chińszczyźnie, dotarł do celu- ukochanego laptopika.
-Draaaamy,draaamy,draaaamy...-nucąc, odpalała kolejne strony z najnowszymi odcinkami.-Zostałyście tylko wy i ja...
Przybrawszy odpowiednią pozycję na krześle, maksymalizując ekran i zacząwszy śpiewać motyw przewodni serialu, usłyszała tajemniczy głos.
-Pan Kot jest rozczarowany twoim stosunkiem do egzystencji!
Dziewczyna obróciła się gwałtownie.
-Kto to powiedział?!- na wszelki wypadek przyjęła pozycję obronną i uzbroiła się w nożyczki.-Mówić,bo powycinam! Powyzabijam!
-Nie poznajesz mnie? To ja. Pan Kot.
-Pan...Kot?
-Tak, ciemnoto, Pan Kot, twój kot.
-Od kiedy ty umiesz mówić? I jak... I czemu nigdy nie...
-Moja droga, odzywam się, gdy to jest koniecznie. A dzisiaj twoja sytuacja osiągnęła stan krytyczny.Postanowiłem przemówić. Głosem rozsądku...którego nie masz...Marchew.
Oburzona Marchew poprawiła tłuste, splątane zielone włosy i przybrała rozumną minę.
-W dodatku śmierdzi tu gorzej niż w Woodstockowym Toi Toiu. Gdzie się podziała dawna,dumna i szlachetna Imperatorka, Pogromczyni Pokemonów, Królowa Internetu i Leśna Wróżka Marchew? Wyglądasz jak jej najmarniejsza podróba. Gdzie ten dawny półuśmiech i rozwiane włosy? Gdzie ten błysk w zębach i cięty język?
-Nie ma- burknęła Marchew- Umarły.
-Moja droga. Musisz po prostu uwierzyć. Wystarczy tylko parę słów. Możesz być znowu na szczycie. Możesz powrócić do dawnego,wspaniałego życia...-Kot przemknął po pokoju i stanął na piedestale- Czyż nie tego właśnie chcesz? Nie tego potrzebujesz?Chodź za mną....zrób wszystko,co ci każę...a powrócisz na szczyty.
Marchew w osłupieniu stala i sluchała Pana Kota. W końcu, po dłuższej chwili, przełknęła ślinę i drżącym głosem powiedziała:
-Mów mi,co mam robić.
_____________________
-Dobra. Po pierwsze, musisz ogarnąć ten syf w tym pokoju. Jak sobie wyobrażasz przyjmować tłumy fanek? Przecież nawet nie wejdą.O, proszę. Jak ładnie. Grzeczna dziewczynka. Teraz, zmyj ten paskudny makijaż i umyj włosy. Chociaż w sumie można by je podciąć. Albo w ogóle zmienić. Niech wyglądają, jakby wiecznie wiał w nie wiatr. O-tak właśnie. Delikatny,delikatny makijaż. Ot takie lekkie muśnięcie świeżości. Pięknie. Wracasz do formy. Zdejmij tą ohydną koszulkę z pedobearem. Proszę-ile masz ładnych sukienek. Zakładaj. I lataj sobie boso. Niech będzie trochę hipstersko. Podlej kwiatki. Zjedz jakieś jabłko.... I włala. Królowa jak nowa.
Marchew spojrzała w lustro. Wyglądała już jak dawniej, zgoliła nawet paromiesięczny zarost na twarzy.Wciąż jednak nie czuła się pewnie.
-Panie Kocie-odezwała się w końcu- I co teraz mam zrobić?
-Teraz,kochana, otwórz te drzwi.
-Te?
-Cholera, a widzisz inne?Tak,te.
-Ale...co będzie dalej? Co się stanie,jak wejdę do tego świata?...Boję się...
-Moja droga...Będę twoim przewodnikiem,nie martw się. Po prostu otwórz... drzwi do lepszego świata, którym już za niedługo będziesz rządzić.