piątek, 26 sierpnia 2011

Pamiętniku (cz.4 - ostatnia)


Pamiętniku,
Rusza mnie sumienie. Przez moje wybryki i milczenie Igas musiała klęczeć na grochu. Chciałabym wyznać jej prawdę, ale boję się. Boję się, że zrobi mi krzywdę. Pamiętniku, och, pamiętniku. Pomógłbyś, gdybyś nie był kupą kartek spiętych pośrodku? Pamiętnik, czemu ty jesteś pamiętnik?

Dziewczyna przestała pisać i opadła na swój śpiwór. Tak bardzo bolało ją serce, a do oczu napłynęły łzy. Nie chciała, żeby koleżanka została niesłusznie ukarana. Nie mogła jednak poddać się karze. Nie przeżyłaby jej.
Odwróciła się na bok, zaciskając zęby. Uwolniła pierwszą łzę, lecz jej wzrok padł na leżący obok plecak. Ból i smutek zniknął, gdy dostrzegła wystającą z kieszonki paczkę papierosów. „zapalę” pomyślała podniecona. „Muszę ją głębiej schować…”
Poczuła lekkie drżenie już w chwili, gdy filtr dotknął skóry jej warg. Zanim zaczęła szukać zapalniczki, chciała nacieszyć się jeszcze dotykiem suchej bibułki na miękkich, jędrnych wargach. Nie było to jednak możliwe. Z któregoś z sąsiednich namiotów dochodził dziki kwik.

Przed namiotem Niuty zgromadzili się niemal wszyscy mieszkańcy obozu.
- co ona robi? – spytała Czocher ziewając przeciągle.
- nie mogę spać! Jak można tak chrapać? Żądam natychmiastowego zaklejenia jej ust! – Dusia tupnęła nogą i zmarszczyła czoło.
- przecież to nie ona. Nie słyszeliście jej śmiechu? – Megi uniosła jedną brew i porwała latarkę Igas.
Ostrożnie rozpięła zamek namiotu i nacisnęła przełącznik latarki.
To, co ukazało się oczom zebranych, przerosło ich najśmielsze oczekiwania.

Na pierwszym planie znajdowała się uchwycona w radosnym szale Niuta, oślepiona światłem latarki. Teraz jej mina wyrażała ogromne zdziwienie. Niuta siedziała. Na kimś. Podczas gdy Megi zajęta była przeliczaniem składu osobowego zebranych, Niuta zakwiliła:
- Megi! To nie tak jak myślisz! Ja go tylko łaskotałam! Nie chciałam stracić cnoty przed tobą!! Manuel, powiedz jej!
- ale tu ja jest – szepnął zdziwiony Manuel zza ramienia Megi
Tego było zbyt wiele. Słysząc głos ukochanego z innego miejsca, usiłowała dojrzeć, kto nawiedził jej namiot. Kto postanowił niecnie ją wykorzystać? Komu była gotowa oddać swój długo trzymany wieniec kwiatowy? Kto ją, do jasnej cholery, oszukał??
Słysząc gardłowe charczenie, złapała gościa za ramiona. Poczuła zbyt gęste owłosienie. Nie mogła już wytrzymać.
- ich… mdleję. – wydusiła z siebie i padła na śpiwór jak worek ziemniaków.

Zaopatrzeni w dodatkowe latarki i podręczną apteczkę, towarzysze postanowili przeprowadzić rozpoznanie namiotu i ewentualną reanimację Niuty.
- co to za włochaty potwóóór? – spytała Dusia z obrzydzeniem w głosie – wilkołak? Fuj! Czocher, ty sprawdź! – dodała, chowając się za Manuelem, który sprawdzał właśnie czynności życiowe swej adoratorki.
- serce bijeś, żyjeś! Niuta, dmuchaj! – powiedział przejęty chłopak głaszcząc rękę Niuty.
- „oddychaj” – poprawiła go Dusia.
- dychać? – zdziwił się Manuel i aż wytrzeszczył oczy. Stwierdził jednak, że spełni polecenie Dusi. Tak bardzo chciał być potrzebny. Wziął głęboki oddech i przywarł ustami do warg Niuty niczym glonojad do szyby akwarium. Powoli wpuszczał powietrze i kątem oka obserwował, jak jej policzki nadymają się, a oczy otwierają szeroko w przerażeniu.
Podduszana Niuta piszczała, jednak to nie wystarczyło, by oswobodzić się z rąk postaci, która właśnie gwałciła jej usta. Zbierając wewnętrzne siły, dziewczyna odepchnęła natręta uważając, by nie zwrócić obiadu.
- Niuta żyć! – Manuel aż podskoczył i klasnął w ręce.
- Manuelu! To ty? – krzyknęła niedowierzająca Niuta i znów padła na ziemię jak nieżywa. „wyssij ze mnie siły życiowe i spenetruj mnie powietrzem!” – pomyślała, oczekując na jego ruch.
Manuel podrapał się po głowie.

Tymczasem Megi i Czocher po omacku badały śpiącego przybysza. Bały się włączyć latarki. Co jeśli gość się obudzi?
Dłoń Megi spoczęła na twarzy nieznajomego. Nagle poczuła otwierające się oczy i chwilę później ciężar jego ciała spoczywał już na naszej bohaterce, liżąc jej policzek.
- CZOCHER, RATUJ! A TY PUSZCZAJ MNIE ZBOCZEŃCU! ODEJDŹ!
Zdezorientowana Czocher złapała się za głowę czekając na cud.
- NO WEŹ GO ZE MNIE, KROWO!
Tyle wystarczyło, by Czocher poczuła przypływ energii w lędźwiach. Jednym skokiem wzbiła się w powietrze, odbiła od ścianki ciasnego namiotu i wylądowała na plecach mruczącego jegomościa.
- puszzzczaaaj… Meegiii… zboczenissssssstooooooooooo! – wrzasnęła nadając każdemu słowu tyle jadu, ile tylko mogła.
Z pomocą zaalarmowanych krzykiem Igas i So cute, dziewczyny szybko obezwładniły nieproszonego gościa. Nadeszła chwila prawdy. Rozbłysło światło czterech latarek.
Manuel otworzył szeroko oczy. Niuta znów zakwiczała żałośnie. Dusia wydała z siebie stłumiony dźwięk, Czocher rozdziawiła buzię, So cute usiadła na pupie, Igas wypuściła z rąk latarkę, a Megi szepnęła cicho:
- Jeg… mdleję.
I zemdlała.
Wystraszony Renifer zakwilił cichutko.

Cel podróży nadszedł zbyt niespodziewanie. Nagłe spotkanie Renifera wywarło na Megi ogromne wrażenie. Renifer zaś, zaatakowany przez zgraję wrzeszczących nastolatek, doznał szoku i otarł się o nerwicę. Według zarządzenia Megi, każda z dziewcząt miała brać czynny udział w rekonwalescencji jej idola. Spisała nawet grafik.

Pamiętniku,
Siedzę właśnie w namiocie, który jedna z nas musiała poświęcić na kwaterę dla Renifera. Śpi tak słodko i mocno, że nikt nawet nie zorientowałby się, gdybym mocno pogłaskała jego pyszczek poduszką. Darmozjad zapłaci mi za wybite zęby. Co do sprawy Igasa, dalej się nie ujawniłam. Zamierzam zrobić to za chwilę. Na szczęście rano skosztowałam czegoś dobrego, co doda mi odwagi.

- hej, twój dyżur się kończy. Możesz iść, zastąpię cię – na ustach Megi pojawił się uśmiech zakochanej fanki.
- dzięki, już wychodzę. Potrzebujesz czegoś? – dziewczyna była pomocna jak zwykle
- możesz przynieść herbaty dla gościa, właśnie nastawiłam wodę.

Krzątając się po obozowej kuchni, dziewczyna zauważyła Igas siedzącą samotnie na kamieniu.
- cześć Igas! – zawołała wesoło
- cześć. Chcesz coś? Warknęła jak zwykle obrażona na wszystko Igas
„zje mnie, poczwara jedna.”
- nnic szczególnego, tak się witam… - wymamrotała i zrobiła krok do tyłu.
Igas nadal wpatrywała się w nią ponurym wzrokiem
- wchodzę do Renifera po Megi. – powiedziała oschle – lepiej, żeby nie było tam twoich gratów.
- ddobrze. – wyjąkała nadal cofając się.
- i zalej wreszcie tę herbatę. Czajnik mnie wkurza.

Chwilę później niosła już napar do namiotu Renifera.
- dzięki! – krzyknęła nieco za głośno rumiana Megi
- nie ma za co. Coś się stało?
- aa, nic. Trochę poprawiłam poduszkę, takie tam – powiedziała zawstydzona
- Megi… ty coś zrobiłaś.
- nie wiem o czym mówisz! – Megi odwróciła się, chichocząc.
Intensywne myślenie przerwał jej głos dobiegający ze śpiwora:
- podaj mi piwo, kobieto.
Na posłaniu spoczywał idol nastolatek, bożyszcze w ciemnych okularach, Pan Renifer.

- Reniferze! Uzdrowiłam cię! – wrzasnęła podekscytowana Megi – kochana! Biegnij po piwo!
- ale… zabroniłaś nam przywozić alkohol…
- a czy wszystkie mnie posłuchały? Nie. Idź do Igas, biegiem! Reniferkuu… podobało się?

Dziewczyna wolała nie wyobrażać sobie procesu uzdrawiania Renifera. Megi nie wie, że alkohol na wycieczce nie jest sprawką Igas. Jak przynieść piwo ze swojego namiotu, nie będąc zauważoną przez resztę?

- aaah, orzeźwienie! – sapnął szczęśliwy Renifer zakładając nogę na nogę – teraz mogę wypić tę herbatkę, bejbe.
- proszę, proszę! Koleżanka zaparzyła! Panie Reniferze… mam prośbę – Megi przebierała nogami niczym suczka w rui.
- słucham, bejbe?
- bo ja bym chciała… zdjęcie i autograf…
- proszę bardzo  - Renifer odgryzł końcówkę mazaka i wypluł ją na drugi koniec namiotu – kochanej Pegi…
- Megi – poprawiła nieśmiało dziewczyna.
- dobra, Pegi, Megi, nieważne. Możesz podać następne piwo

Zamek namiotu otworzył się i w środku pojawiła się głowa Igas.
- moja kolej. – poinformowała
- juuuż? – jęknęła Megi. – spytam Manuela, czy mogę go zastąpić po tobie. Dzięki za piwo!
- piwo? – spytała zdziwiona Igas, lecz Megi nie mogła już jej odpowiedzieć.
- twoja ładniutka koleżanka przyniosła mi piwko. – poinformował Renifer.
Tok myślenia Igas został przerwany widokiem zeszytu pod składanym krzesełkiem. Kucając, wyciągnęła go i otworzyła pośrodku.

Pamiętniku,
Rusza mnie sumienie. Przez moje wybryki i milczenie Igas musiała klęczeć na grochu. Chciałabym wyznać jej prawdę, ale boję się. Boję się, że zrobi mi krzywdę. Pamiętniku, och, pamiętniku. Pomógłbyś, gdybyś nie był kupą kartek spiętych pośrodku? Pamiętnik, czemu ty jesteś pamiętnik?

Poczuła, jak krew zbiera się w jej głowie.

Pamiętniku,
Doszłam do wniosku, że należało jej się. Ja jestem sprytna, a Igas głupia.

- tyyyy…

Pamiętniku,
Jednak zmieniłam zdanie. Żal mi Igas. Chciałabym jej to wynagrodzić. Może podaruję jej pozostałe butelki spermy szatana?

- JA CI DAM SPERMĘ SZATANAA!

Pamiętniku,
Siedzę właśnie w namiocie, który jedna z nas musiała poświęcić na kwaterę dla Renifera. Śpi tak słodko i mocno, że nikt nawet nie zorientowałby się, gdybym mocno pogłaskała jego pyszczek poduszką. Darmozjad zapłaci mi za wybite zęby. Co do sprawy Igasa, dalej się nie ujawniłam. Zamierzam zrobić to za chwilę. Na szczęście rano skosztowałam czegoś dobrego, co doda mi odwagi.
Moje czocherowe serduszko nie jest już tak ciężkie.

- CZOOOOOOCHEEEEEEERRRRRRRRR!

Łaskawe echo rozniosło krzyk w promieniu mili.
Czocher poczuła ciepło w dołku.

Wtargnięcie Igas do obozowej kuchni oznaczało tylko jedno. Śmierć. To coś, o co mogła błagać Czocher w obliczu gniewu koleżanki. Obierająca ziemniaki So cute i pilnująca jej Dusia czym prędzej cofnęły się z miejsca.
- tyy… gnido…
- Igas! Ale ja ci wyjaśnię!
- gówno mi wyjaśnisz! Dorwę cię!
Czocher, rekordzistka świata na 8000 metrów z przeszkodami ruszyła do biegu. Igas, posiadaczka drugiego na świecie wyniku jeszcze nigdy nie dogoniła rywalki.
Dudnienie ziemi spowodowało, że Niuta i Manuel zaciekawieni wystawili głowy z namiotu, w którym najwyraźniej dobrze się bawili. Ku swemu zdziwieniu, zobaczyli przerażonego Czochera okrążającego namiot i Igas wymachującą maczetą.
Kolejnym odcinkiem ucieczki była otwarta polana. Tutaj szanse Czochera wzrosły. Otwarta przestrzeń sprawiała, że jej nogi dostawały nowej porcji mocy niczym króliczki duracell.
Wtedy zdarzyła się katastrofa.
Stopa biegnącej winowajczyni wylądowała na śliskiej masie zakamuflowanej w trawie.
Uciekinierka zaliczyła wślizg godny Messiego. Siedząc na pośladkach wiedziała już, co się stało. Nie wiedziała, co jest gorsze: łydka i udo wysmarowane kupą, czy wrzeszcząca Igas, zbliżająca się z zawrotną szybkością.
- SOOOO CUUUTE! ZABIJĘ CIĘ! POWRÓCĘ Z ZAŚWIATÓW I CIĘ UKATRUPIĘ, SMRODZIE!
Dalsze obelgi przyszłej ofiary niknęły w gęstej atmosferze. Igas przeniosła wroga do obozu, łapiąc za ubrania.
- zemsta będzie słodka. Klęczałam na grochu, więc i ty go zakosztujesz! NIUTA! Dawaj dwa worki!
- tak jest! – odparła przerażona Niuta i dostarczyła wściekłej oprawczyni przysmak, o który prosiła.
- so cute! Gotuj! – krzyknęła, rzucając dziewczynie jeden z worków.
- ale dzisiaj ziemniaki…
- GOTUJ, MÓWIĘ!
- tak jest!
- na drugim sobie poklęczy.

Gdy groch się rozgotował, Igas przeniosła garnek przed oblicze zakutego w dyby i klęczącego na grochu Czochera. Widząc strach na jej twarzy, szepnęła:
- nie bój się, to jeszcze nic…
Po czym wepchnęła jej do ust łyżkę śmierdzącej papki i wyciągnęła z kieszeni paczkę orzechów włoskich.
- rozłupuj – rozkazała
- ale Igas! Jedną ręką?
- jaką ręką? Stopami! – zaśmiała się perfidnie i włożyła orzech między pięty skazanej.
- a niech cię… głupia… choćbym się miała zesrać… rozłupię… mhhmm… - stękała Czocher i wyraźnie ucieszyła się, gdy usłyszała trzask pękanej łupiny.
- nie ciesz się tak. Zawsze mogłam ci dać kokosy.

Ostatnie popołudnie wyprawy minęło w grobowej ciszy przerywanej jedynie stękaniem Czochera i dźwiękiem pękających orzechów. Aby uniknąć gniewu Igas, dziewczęta zachowywały się jak zwykle.
So cute gotowała ziemniaki pod stałym nadzorem Dusi, a Igas czytała gazetę. Jedynie Niuta szczebiotała do ucha Mańkowi, a Megi, rozczarowana spotkaniem z do tej pory uwielbianym artystą, smutno patrzyła w dal. Czocher bekał grochem.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Siema pamiętniku (cz.3)

Siema pamiętniku. Megi przyprawia mnie o nerwicę. Gdyby nie to, że jesteśmy na jakimś zadupiu, już dawno odjechałabym pierwszą lepszą bryką. Nie uznaję terroru i niesprawiedliwych kar. Niech żyje anarchia. Kilka dni temu przywlokła skądś pięć butelek Szata. Suszyło mnie jak diabli, a ta przywódczyni od siedmiu boleści roztrzaskała je o ziemię i oskarżyła mnie o rozpijanie grupy. Nie zamierzam jej wybaczyć.

Igas odrzuciła swe długie włosy do tyłu i zaczęła beznamiętnie wpatrywać się w ognisko. Nie po to wygrywała międzynarodowe zawody pogo, żeby teraz klęczeć na grochu jakiejś pożal się boże uczennicy Cejrowskiego.
Mogła jednak skutecznie zmienić swoją pozycję w grupie ostrzegając towarzyszki przed wielką stopą. Oczami wyobraźni zobaczyła siebie organizującą system obronny, zachwycone koleżanki i czerwoną z wściekłości Megi. Fantazja ta ustąpiła jednak miejsca innej, w której przejęta informuje obóz o swym odkryciu. Zza krzaków wychodzi jednak chudy dziadek o nienaturalnie dużych stopach i mocno wybrakowanym uzębieniu.
Wstrząsnął nią dreszcz. Kalkulacje i wytężanie mózgu sprawiły, że zrobiła się głodna. Nie mogąc już patrzeć na groch, po prostu zasnęła.

Groch nie był przyjacielem również innej bohaterki.
Obudził ją chłodny wiatr drażniący oczy i wszystkie wystające spod koca części ciała. Wczorajsza kolacja wyjątkowo jej się udała. Co prawda groch był dla nich już zbyt monotonny, jednak tajemna wiedza służki sprawiała, że z każdym kęsem potrawa stawała się jeszcze smaczniejsza. Niestety, nasza kucharka, z racji delikatnych kiszek, cierpiała na poważne powikłania.
Wychodząc spod koca, So cutka ostrożnie złapała się za brzuch i porwała jedną z ostatnich rolek papieru toaletowego. Poprzedniej nocy, przeczuwając katastrofę, obeszła teren dookoła obozu i starannie wybrała krzaczki mogące stworzyć nieco intymne warunki.
Tym razem szła dzielnie szybkim krokiem, analizując każdy swój oddech. Czuła przyspieszone tętno i każde bicie swojego serca. Nie mogła przyspieszyć, znała przecież możliwości swoich mięśni, z kolei zbyt wolny chód marnował cenny czas, jaki jej pozostał, aby dotrzeć do celu.
- nie poddam się – syknęła i zacisnęła zęby.
Do celu pozostało jej dwadzieścia metrów. Walczyła z czasem, wiatrem i nieznośnym parciem. Wiedziała już, że przegra.
Ratując resztki godności, zadarła koszulę nocną do góry.
Była piąta trzydzieści. Wszyscy jeszcze spali.

Niecałą godzinę później Megi kąpała się już w jeziorze. Nie przeszkadzała jej lodowata woda ani brak ubrania. Nie licząc obserwujących ją ptaków, była całkiem sama. Śpiewając i zanurzając się raz po raz w chłodnym zbiorniku świetnie się bawiła, jednocześnie czujnie obserwując wzniesienie i znajdujący się na nim obóz.
- Niuta? Tak wcześnie? – wymamrotała na widok głowy wyglądającej z namiotu.

Niuta nie lubiła wczesnego wstawania. Nie lubiła też zimna, wiatru i grochu. Lubiła za to wybuchy, więc czadowy początek wycieczki pozytywnie naładował ją do tego stopnia, że pozostałe czynniki wcale jej nie przeszkadzały.
Stojąc na wzniesieniu mogła obserwować znajdujące się poniżej jezioro. Widok nagiej Megi wzbudził w niej podziw, lecz także pewną rozterkę. Jej serce stało się ciężkie.
- Megi to ładna kobieta. Gdy znajdzie Renifera, zakochają się w sobie i będą mieć ładne dzieci… - powiedziała do siebie i pomachała koleżance, po czym rozpoczęła poranną przebieżkę.

Biegła środkiem polany, co jakiś czas przyspieszając i zwalniając. To dobre na łydki. Czując pot na skroniach, rozpędziła się do maksymalnej prędkości.
Wtedy usłyszała krzyk.
- ACHTUNG, FRAULEIN!! ACHTUNG!
- że co, kurde? – zanim zdążyła to powiedzieć, coś porwało ją z miejsca, w którym stała i rzuciło kilka metrów dalej.
- scheisse – dodało, pokazując zagrożenie.
Zagrożenie było nie do końca świeżą kupą czyhającą na środku polany. Coś było niesamowite.
Niuta zobaczyła światło. Wizja przesuwała się od palców u stóp, poprzez umięśnione łydki, wyrzeźbiony brzuszek, wypiętą pierś i silne ramiona. Towarzyszyły temu dodatkowe efekty w postaci skurczu w różnych częściach ciała dziewczyny. Końcowym etapem wizji była twarz młodego boga.
- okeej? – spytał młodzieniec pomagając jej wstać
- o. o…okkej – wydusiła z siebie Niuta czując się, jakby ktoś uderzył ją w głowę.
- fraulein… wy… deine name?? – spytał, rumieniąc się lekko
- Niu… Niuu – jąkała się zawstydzona, usiłując ukryć skrępowanie
- Niu? – spytał ucieszony nieznajomy
- Nie! Niuta. – przedstawiła się w końcu dziewczyna, oczekując w zamian tego samego. I czegoś jeszcze.
- ich bin… Manuel! – odparł Manuel i odsłonił cały garnitur śnieżnobiałych zębów.
- ich… mdleję. – wyszeptała Niuta i pozwoliła umięśnionym ramionom złapać swe bezwładne ciało.

Siema pamiętniku. Jest z nami jakiś men. Niuta ślini się na jego widok, a Megi słucha Niuty, więc nowy traktowany jest jak książę. Chociaż tak jak my je groch, panicz dostał osobną łyżkę. Myślałam, że krew mnie zaleje, gdy ją oblizywał, a ja musiałam wydłubywać groch spod paznokci. Na szczęście jednogłośnie (ja sama) i anarchistycznie (obalając zdanie Megi) kazałam mu narąbać drewna. Na szczęście biedactwo zaczyna uczyć się polskiego, więc mogło zakomunikować dziewczętom, że ma „dziazge”.

Faktycznie, chłopak łatwo przyswajał język, choć nie potrafił pozbyć się komicznego akcentu. Kilka dni z dziewczynami sprawiło jednak, że komunikował się niemal bez problemu. „Niuty w ogóle to nie obchodzi” pomyślała Igas zamykając pamiętnik. „Mogłaby się tylko do niego wdzięczyć i uśmiechać”.
Tej nocy dziewczyna spisywała swoje smutki nad jeziorem, obserwując światło księżyca.

Niuta faktycznie rozmyślała tylko i wyłącznie o Manuelu. Miała nadzieję, że ten w końcu odwzajemni jej uczucia. Mają tak mało czasu. Przecież cel wyprawy już blisko…
Wchodząc do swojego namiotu usłyszała chrapanie. Żadna z dziewczyn nie wydawała z siebie takiego warczenia. Nawet Megi.
W ciemnościach zobaczyła kontur dużej postaci leżącej pod jej kocem. Postanowiła dotknąć gościa. Ciepły… zarośnięty…
- Manuel! Przyszedłeś! – szepnęła Niuta, starając się nie obudzić ukochanego.
Kusząca obecność mężczyzny wyzwalała w niej pierwotne instynkty. Bała się, że go spłoszy, jednak chciała zachęcić chłopaka do wspólnej zabawy, skoro już przyszedł. Po chwili namysłu położyła się blisko i ostrożnie wdrapała na chrapiącą postać.

- dobrze, że mam latarkę. Co jeśli So cute zostawiła nam kolejną niespodziankę? – zastanawiała się głośno Igas, wracając do obozu
- Igas! Pociekaj! Nie mam latarka! – głos z ciemności, czyli Manuel dogonił dziewczynę w połowie drogi – boje sie ciema – dodał
- taak, ja też nie lubię ciema. – prychnęła Igas i pozwoliła mężczyźnie iść za sobą.
Namioty tych dwojga znajdowały się tuż obok namiotu Niuty. Przechodząc obok, usłyszeli donośne chrapanie i chichot lokatorki. Z sąsiednich namiotów wyszły pozostałe towarzyszki wyprawy.
- co ona robi? – spytała Czocher ziewając przeciągle.
- nie mogę spać! Jak można tak chrapać? Żądam natychmiastowego zaklejenia jej ust! – Dusia tupnęła nogą i zmarszczyła czoło.
- przecież to nie ona. Nie słyszeliście jej śmiechu? – Megi uniosła jedną brew i porwała latarkę Igas.
Ostrożnie rozpięła zamek namiotu i nacisnęła przełącznik latarki.

To, co ukazało się oczom zebranych, przerosło ich najśmielsze oczekiwania.
CDN.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Kochany Pamiętniczku, cz.2

Kochany pamiętniczku, jak to dobrze, że miałam Cię w kieszeni. Nie wiem gdzie jesteśmy, ale wiem już kogo zabiję. Jedyne co pamiętam to paczuszka Niuty i Igas paląca papierosa. Później zrobiło się jasno.

Megi splunęła z obrzydzeniem na trawę obserwując wrak odrzutowca. Wszystko było starannie zaplanowane. Zdalnie sterowany odrzutowiec Dusi miał zaprogramowaną trasę, zadbano również o to, by nie przeciążyć maszyny nadmiernym bagażem. Nie przewidziano jednak destruktywnej natury Niuty, która pomimo dotrzymania przez Megi obietnicy postanowiła przywieźć ze sobą bombowe zabawki.
Obie winowajczynie, to jest Niuta i Igas odbywały karę. Megi, zazwyczaj spokojna dziewczyna nie mogła im wybaczyć zniweczenia planów życia. Jako że bagaż kobiet ocalał, dwie przeklęte klęczały teraz na workach z grochem.
- gdybym wiedziała, że wieziesz dynamit, wpakowałabym ci go do odbytu – warknęła Igas po kryjomu masując bolące kolano.
- gdybym wiedziała, że będzie miał kontakt z papierosem, wsadziłabym ci go do ryjca! – krzyknęła czerwona na twarzy Niuta, której worek pokutny zaczął już pękać pod ciężarem wiercącej się dziewczyny.
- ZAMKNĄĆ SIĘ! Jeszcze godzina! – wrzasnęła Megi, która ewidentnie nie była sobą.

Tymczasem Czocher i Dusia odpoczywały na polanie, ciesząc się znaleziskiem. Urządzenie do nawigacji przetrwało katastrofę i zostało znalezione niedaleko wraku.
- jesteśmy bliżej celu niż lotniska! – ucieszyła się Dusia i aż zacmokała.
- do rezerwatu jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Jeśli codziennie przejdziemy spory kawałek, dotrzemy na miejsce za jakiś tydzień. Oczywiście po drodze będziemy rozkładać obóz. – mózg Czochera na sam dźwięk słowa „obóz” doznał orgazmowego skurczu i poczuła, jak bardzo sucho ma w ustach.
- przypomniałaś mi o najważniejszym. Posiłek! – Dusia pstryknęła palcami wzywając już zbliżającą się So Cutkę.

Kochany pamiętniczku
Ledwo ruszyłyśmy w pieszą wędrówkę, a już musiałam interweniować. Przy przenoszeniu obozu wzięłam do ręki jedną z toreb i dźwięk, jaki się z niej wydobył zjeżył wszystkie włosy na mym ciele, w tym łonowe. Delikatny brzdęk sprawił, że musiałam do niej zajrzeć. Na dnie torby odkryłam pięć butelek wina marki „Sperma Szatana”. Jestem załamana i właśnie idę wymierzyć karę.

- IGAAAAS! – krzyk szefowej wyprawy spowodował nagłe zatrzęsienie ziemi – CO JA MÓWIŁAM O ALKOHOLU?? No co??
- „zero, zero, null” – wyrecytowała Igas znudzonym głosem
- może wyjaśnisz moje znalezisko? – to mówiąc, wysypała zawartość torby na ziemię.
Pięć butelek Spermy Szatana wypadło z hukiem na przykrywające je wcześniej paczki papierosów.
- nie wiem skąd to wzięłaś, ale prawdę mówiąc, chętnie bym się napiła… - zaczęła Igas, lecz szybko zamilkła, gdyż została zdzielona w głowę
- jak mam liczyć na waszą pomoc, jeśli robicie zamieszanie lub chodzicie pijane?? NA GROCH! – wrzasnęła.
- na groch? Ale Megiii! To nie ja! – pisnęła Igas trzymając się za głowę
- na groch i w dyby! – zarządziła szefowa i oddaliła się na spoczynek.

Dalsza część drogi była równie nieprzyjemna. Nieposłuszne członkinie ekipy miały już dość ciągłych kar i obrzydliwego jedzenia, a Megi była zmęczona ciągłymi psotami Niuty i wybrykami Igas, która od zakucia w dyby chodziła ze skwaszoną miną. Powłócząc nogami, dziewczyna potknęła się o kamień i upadła na ziemię, dotykając twarzą trawy.
Sypiąc wszystkimi znanymi jej przekleństwami podjęła próbę powstania, jednak coś sprawiło, że pozostała w pozycji leżącej.
Na miękkiej ziemi widniał świeży odcisk dużej stopy.

CDN

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Kochany Pamiętniczku, cz.1

Kochany pamiętniczku,
Dziś kończę już zbierać fundusze na moją wyprawę. Muszę też poprosić kilka osób o dołączenie. Nie cierpię wędrować z kimś, ale sponsorzy postawili taki warunek. Moją wycieczkę udokumentuje też podręczna kamera. Powinnam spakować sucharki…

Megi postawiła ostatnią kropkę i odłożyła brązowy zeszyt z norweską flagą do szuflady. Pojutrze znajdzie się w raju, włoży stopy w śnieg, zobaczy fiordy i posmakuje prawdziwego łososia. Podróże rządzą!
Norwegia była jej największym marzeniem od kiedy w piątej klasie nie poszła do szkoły z powodu choroby. Leżąc w łóżku oglądała Animal Planet i wtedy zobaczyła na ekranie cudowną postać. Duży, postawny samiec o ciepłych, kochających oczach i wyrazistych rogach. Zmysłowy i seksowny Renifer.
Od tego czasu na stałe zagościł w jej pokoju i marzeniach. Plakaty na ścianach, obskakiwane co wieczór nosiły co prawda ślady szminki, lecz nadal prezentowały się świetnie. Tęsknota do nieznajomego Renifera uskrzydlała i demotywowała Megi jeszcze przez kilka lat, aż postanowiła, że zobaczy swego ulubieńca na żywo.

Skompletowałam już ekipę na wyjazd. Było trudno, ale myślę że każdy na coś się przyda. Mój pierwszy wybór to Niuta i nie ukrywam, że to pudło stulecia. Nie mogłam jednak postąpić inaczej. Przyniosła pod mój dom dynamit i zagroziła, że wysadzi nas obie, jeśli nie zabiorę jej ze sobą. Trudno. Kolejną osobą jest Czocher. Jako weteranka różnych potyczek w dziczy ma znakomitą orientację w terenie. Podczas wyprawy potrzebna będzie również para silnych rąk – już zatelefonowałam do Igas. Przygotowałam też jedno miejsce sponsorskie dla Duśki, bez której ta wyprawa nigdy by się nie odbyła. Prawie zapomniałam o So cute. Potrzebujemy przecież kogoś do zmywania.

Za oknem rozległ się ryk starego gruchota. Megi wiedziała już, kto pojawił się przed jej bramą. Obserwując zza firanki dostrzegła podskakującą Niutę i pana Ziemola.
- postawię skrzynkę pod drzwiami. Nie dotykaj tego, kochanie! – zarządził Ziemol i ucałował córkę w czółko, po czym przybił jej piątkę
- dobrze, tatusiu! – zapiszczał Niutacz i pokazał odwróconemu ojcu wywalony język. – MEGIIIIIIIII! JESTEM!
- widzę cię, zarazo. Co jest w tej skrzynce? – spytała zaciekawiona gospodyni wychylając głowę przez okno
- tylko kilka moich drobiazgów – skłamała Niuta bez mrugnięcia okiem – będzie bombowo! – dodała.

Reszta towarzystwa przybyła ze sporym opóźnieniem. Jako ostatnie zjawiły się Dusia i Sołkjutka, które zderzyły się w drzwiach.
- jak śmiesz przychodzić równo ze mną??  Powinnaś grzecznie czekać, aż się zjawię! – krzyknęła oburzona Dusia mierząc dziewczę zabójczym wzrokiem.
- przepraszam, ja myślałam… - odparła zawstydzona dziewuszka ze spuszczoną głową, lecz jej wypowiedź została przerwana:
- nie pochlebiaj sobie! Phi, też mi coś. Pupek, moja torebka! – krzyknęła panna Dusia i w tej samej chwili pojawił się przy niej mały chłopiec z czarną zamszową torebką.
- nie wyczyściłeś jej? – twarz Duśki przyjmowała barwę purpury
- ale mamo… - zaczął Pupek, lecz szybko zamilkł widząc pianę wydobywającą się z ust rodzicielki. Przypominała mu maszynkę do ulubionych baniek mydlanych. Była tylko bardziej czerwona.
- „mamo”? jaka mamo?? Nie ma mamy! ODEJDŹ. – to mówiąc, wskazała malcowi drzwi.

Cała ekipa wpakowała bagaże do prywatnego odrzutowca Dusi (pomimo próśb i gróźb nie udało się odebrać Niucie paczuszki ani stłumić jej krzyków) i usadowiła na wygodnych fotelach. Nieobecną Malinę reprezentował radiomagnetofon Niuty z nagranymi przebojami koleżanki.

Igas, nie zważając na środki bezpieczeństwa, zapaliła papierosa, jednocześnie nonszalancko zarzucając nogę na nogę.
- khe, khe, fuj, to śmierdzi – Niuta z obrzydzeniem zatkała sobie nos
- nikt nie każe ci tu siedzieć. Won do klopa. – warknęła Igas nie ruszając się z miejsca
Niuta ostrożnie położyła swój pakunek na podłodze i udała się do toalety.
- Megi, opowiedz nam więcej o wyprawie. – odezwała się ni stąd ni zowąd Czocher, która dopiero teraz zainteresowała się wycieczką
- lecimy do Oslo, później wsiadamy w pociąg, jedziemy w dzicz. Następnie bierzemy sanie i jedziemy w większą dzicz. Potem opuszczamy sanie i idziemy na nogach w samo serce dziczy. – oznajmiła Megi podniecona wizją.
- jak wygląda sprawa wyżywienia? – Igas od niechcenia strzepnęła popiół z koniuszka papierosa
Usta Megi już otwierały się celem udzielenia informacji, jednak uszy zebranych zarejestrowały dźwięk dobiegający z okolic toalety:
- NNNIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
Wszystko zwolniło tempo. Krzyk Niuty, powoli opadający żarzący się papieros, pakunek na podłodze.

Nagle rozbłysło światło.

CDN

niedziela, 7 sierpnia 2011

Opowiastki damsko-męskie


Dusia nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Codziennie budziła się obok najprzystojniejszego samca na świecie, doświadczała jego miłości i troski. Winicjusz, bo tak miał na imię, spełniał każdą prośbę swej młodej kochanki, która była pod wrażeniem jego muskulatury, kwadratowej szczęki i blond czupryny igrającej z wiatrem. Tak, Winicjusz był jedyną rozrywką w jej niezbyt ciekawym życiu. Do czasu…

- Winiuuu! Kupmy truskaffkii! – pisnęła Dusia na widok owocowego straganiku położonego nieopodal ich posiadłości.
- jak sobie życzysz, moja miła! – rzekł Winiu posłusznie niosąc torebkę za osobą swojej królowej seksu.
- poproszę dziesięć kilogramów truskawek! – zażyczyła sobie Dusia, jednocześnie przesyłając najsłodszy uśmiech właścicielce straganu, Malinowej Królewnie.
- proszę bardzo, truskaweczki dla panieneczki, maliniusie tak słodziusie, zaraz zwalą z nóg i Dusię! Jednorazóweczkę podać?
Dusia oczywiście zażądała jednorazóweczki. Podając pakunek, Malinowa Królewna o niezwykłych zdolnościach dotknęła ręki klientki, po czym wyszeptała jej do ucha:
- maliniusie są słodziusie, Dusia będzie mieć dzidziusie!

            Bohaterka po powrocie do domu usiadła na swym ogromnym łóżku wodnym i zaczęła snuć fantazje na temat przyszłości swej rodziny. Oczami wyobraźni widziała Winicjusza kąpiącego małego, różowego blond aniołka. Pstryknięcie palców i kolejny obrazek. Winicjusz i Winicjusz Junior grający w piłkę za domem. Pstryk. Winicjusz senior, siwiejący już, poprawia krawat dorosłego Winicjusza Juniora.
- Dusiu, kochanie, nakryłem już do stołu! – dźwięczny głos mężczyzny rozległ się na pokojach i już po chwili kobieta wtargnęła do jadalni celem obwieszczenia partnerowi dobrej nowiny.
Winiu przyjął wiadomość o spodziewanym potomku bardzo entuzjastycznie. Szykując się do wyjazdu w zagraniczną delegację, zadbał o to, by matka jego potomka miała wszystko, czego zapragnie. Postawił jej jednak jeden warunek. Do końca ciąży nie może odwiedzić lekarza.

- czy on oszalał? Przecież musisz zbadać siebie i dziecko! – krzyknęła Megi sącząc przez słomkę nektar ze sfermentowanej norweskiej jagody.
- no tak, muszę, ale słowo Winia jest dla mnie ważne! – tłumaczyła się dziewczyna, unikając wzroku koleżanek
- Dusiu, posłuchaj. Nie jesteś już najmłodsza. Ciąże kobiet w twoim wieku mogą skutkować powikłaniami i różnymi zaburzeniami natury genetycznej. Weź to pod uwagę! – zagrzmiała oburzona ignorancją przyjaciółki Marchewka.
- marchew ma rację. Idealny facet swoją drogą, a zdrowe dziecko też ważne! Jeszcze dziś zapiszę cię na wizytę do doktor Gaby – poinformowała Czocher.

            Gabinet doktor Gaby lśnił czystością i połyskiem rozmaitych przyrządów wkładanych do macic. Ze ścian pokoju spoglądało oblicze Billa Kaulitza pod rozmaitymi postaciami.
- to pomaga pacjentkom odstresować się – oznajmiła doktor Gaba widząc zdziwienie Dusi – proszę się położyć, zrobimy USG.
W pomieszczeniu było słychać tylko mruczenie pani doktor i chichot łaskotanej żelem Dusi. Lekarka ze skupieniem obserwowała ekran monitora. Nagle rozległ się krzyk:
- NA CZŁONKA KAULITZA! – doktor Gaba aż wstała z krzesła, rozsypując na podłogę plik kartek.
- co się stało, pani doktor? – spytała skonsternowana Duśka.
- nnic takiego. To przepiękne dziecko! Syn! – wymamrotała Gaba zbierając pospiesznie papier z podłogi.
Wizyta szybko dobiegła końca i gdy tylko zatrzasnęły się drzwi, doktor Gaba ochłonęła.
- jak mogłabym jej powiedzieć, że syn nie spełni jej oczekiwań??

Po powrocie Wincia z delegacji Duśka ponownie zajęła stanowisko dobrej narzeczonej i ani słowem nie wspomniała o złamanej obietnicy. Tymczasem termin porodu zbliżał się coraz większymi krokami. Zewsząd zaczęto znosić podarki dla nienarodzonego dziecka panny Duśki. Malinowa Królewna podarowała przyszłemu chrześniakowi nowego laptopa i quada, a także zestaw do wyhodowania małego krzaczka malin, Czocher kupiła książkę pt. „jak skutecznie i trwale przefarbować dziecko na rudo”, natomiast Niuta sprowadziła do posiadłości skrzynkę dynamitu na wypadek, gdyby mały wolał niszczyć, niż tworzyć.

W końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień. Dusia już w nocy zaczęła odczuwać bolesne skurcze, poleciała więc helikopterem do prywatnej kliniki Winicjusza, by tam odbyła się akcja porodowa. Kobieta męczyła się kilkanaście godzin, nim potomek raczył wypełznąć na świat.
- przyj! Jeszcze trochę! Widzę główkę!
Uszy zebranych uchwyciły głośny płacz noworodka. Lekarz pogratulował parze i położył chłopca na piersi matki.
Wtem krzyk dziecka zagłuszył wrzask samej Dusi:
- COO? DLACZEGOOO?
- pani Duśko, coś nie tak?
- SAM PAN ZOBACZ! – krzyknęła, odwracając dziecko przodem do lekarza, który mógł teraz podziwiać żółtawe zabarwienie skóry, małe, skośne oczka i szatański uśmieszek, żywcem zdjęty z ojca stojącego w rogu sali.
Winicjusz opierał się o ścianę i głośno chichotał. Nagle jego postać zaczęła zmieniać swój kształt i teraz przed Dusią stał niski, czarnowłosy Azjata, naturalnie skośnooki.
- eliksir wielosokowy. Przydatna rzecz, kochanie
- niee! Winicjusz! W tej chwili masz to wyjaśnić!
- nie nazywam się Winicjusz. Mówią na mnie… FUKUSZIMA! – wyjaśnił ojciec dziecka zanosząc się śmiechem rodem z piekła.

Rzeczywistość po porodzie była dla Duśki istną traumą. Oszustwo i odejście Winicjusza, kpiny sąsiadów, wstyd rodziców i litość ze strony znajomych każdego dnia przypominały jej o wstydliwym epizodzie z jej życia. Pojawił się też problem imienia.
- a może… Honda, jak motor? – zaproponowała Niuta, od razu zdzielona w głowę przez gospodynię
- lepiej coś, co nie będzie jej się kojarzyć. – doradziła doktor Gaba, specjalnie zaproszona na kawę.
- mimo wszystko ma ładną pupę – powiedziała Carolli i obserwowała zmieniający się kolor twarzy Dusi
- JA CI DAM PUPĘ! TEŻ MI PUPKA! NORMALNY PUPEK! – wrzeszczała tak, że słyszało ją całe sąsiedztwo
- Pupek. Niegłupi pomysł – skomentowała Czocher. – dobra ta kawa.