Pamiętniku,
Rusza mnie sumienie. Przez moje wybryki i milczenie Igas musiała klęczeć na grochu. Chciałabym wyznać jej prawdę, ale boję się. Boję się, że zrobi mi krzywdę. Pamiętniku, och, pamiętniku. Pomógłbyś, gdybyś nie był kupą kartek spiętych pośrodku? Pamiętnik, czemu ty jesteś pamiętnik?
Dziewczyna przestała pisać i opadła na swój śpiwór. Tak bardzo bolało ją serce, a do oczu napłynęły łzy. Nie chciała, żeby koleżanka została niesłusznie ukarana. Nie mogła jednak poddać się karze. Nie przeżyłaby jej.
Odwróciła się na bok, zaciskając zęby. Uwolniła pierwszą łzę, lecz jej wzrok padł na leżący obok plecak. Ból i smutek zniknął, gdy dostrzegła wystającą z kieszonki paczkę papierosów. „zapalę” pomyślała podniecona. „Muszę ją głębiej schować…”
Poczuła lekkie drżenie już w chwili, gdy filtr dotknął skóry jej warg. Zanim zaczęła szukać zapalniczki, chciała nacieszyć się jeszcze dotykiem suchej bibułki na miękkich, jędrnych wargach. Nie było to jednak możliwe. Z któregoś z sąsiednich namiotów dochodził dziki kwik.
Przed namiotem Niuty zgromadzili się niemal wszyscy mieszkańcy obozu.
- co ona robi? – spytała Czocher ziewając przeciągle.
- nie mogę spać! Jak można tak chrapać? Żądam natychmiastowego zaklejenia jej ust! – Dusia tupnęła nogą i zmarszczyła czoło.
- przecież to nie ona. Nie słyszeliście jej śmiechu? – Megi uniosła jedną brew i porwała latarkę Igas.
Ostrożnie rozpięła zamek namiotu i nacisnęła przełącznik latarki.
To, co ukazało się oczom zebranych, przerosło ich najśmielsze oczekiwania.
Na pierwszym planie znajdowała się uchwycona w radosnym szale Niuta, oślepiona światłem latarki. Teraz jej mina wyrażała ogromne zdziwienie. Niuta siedziała. Na kimś. Podczas gdy Megi zajęta była przeliczaniem składu osobowego zebranych, Niuta zakwiliła:
- Megi! To nie tak jak myślisz! Ja go tylko łaskotałam! Nie chciałam stracić cnoty przed tobą!! Manuel, powiedz jej!
- ale tu ja jest – szepnął zdziwiony Manuel zza ramienia Megi
Tego było zbyt wiele. Słysząc głos ukochanego z innego miejsca, usiłowała dojrzeć, kto nawiedził jej namiot. Kto postanowił niecnie ją wykorzystać? Komu była gotowa oddać swój długo trzymany wieniec kwiatowy? Kto ją, do jasnej cholery, oszukał??
Słysząc gardłowe charczenie, złapała gościa za ramiona. Poczuła zbyt gęste owłosienie. Nie mogła już wytrzymać.
- ich… mdleję. – wydusiła z siebie i padła na śpiwór jak worek ziemniaków.
Zaopatrzeni w dodatkowe latarki i podręczną apteczkę, towarzysze postanowili przeprowadzić rozpoznanie namiotu i ewentualną reanimację Niuty.
- co to za włochaty potwóóór? – spytała Dusia z obrzydzeniem w głosie – wilkołak? Fuj! Czocher, ty sprawdź! – dodała, chowając się za Manuelem, który sprawdzał właśnie czynności życiowe swej adoratorki.
- serce bijeś, żyjeś! Niuta, dmuchaj! – powiedział przejęty chłopak głaszcząc rękę Niuty.
- „oddychaj” – poprawiła go Dusia.
- dychać? – zdziwił się Manuel i aż wytrzeszczył oczy. Stwierdził jednak, że spełni polecenie Dusi. Tak bardzo chciał być potrzebny. Wziął głęboki oddech i przywarł ustami do warg Niuty niczym glonojad do szyby akwarium. Powoli wpuszczał powietrze i kątem oka obserwował, jak jej policzki nadymają się, a oczy otwierają szeroko w przerażeniu.
Podduszana Niuta piszczała, jednak to nie wystarczyło, by oswobodzić się z rąk postaci, która właśnie gwałciła jej usta. Zbierając wewnętrzne siły, dziewczyna odepchnęła natręta uważając, by nie zwrócić obiadu.
- Niuta żyć! – Manuel aż podskoczył i klasnął w ręce.
- Manuelu! To ty? – krzyknęła niedowierzająca Niuta i znów padła na ziemię jak nieżywa. „wyssij ze mnie siły życiowe i spenetruj mnie powietrzem!” – pomyślała, oczekując na jego ruch.
Manuel podrapał się po głowie.
Tymczasem Megi i Czocher po omacku badały śpiącego przybysza. Bały się włączyć latarki. Co jeśli gość się obudzi?
Dłoń Megi spoczęła na twarzy nieznajomego. Nagle poczuła otwierające się oczy i chwilę później ciężar jego ciała spoczywał już na naszej bohaterce, liżąc jej policzek.
- CZOCHER, RATUJ! A TY PUSZCZAJ MNIE ZBOCZEŃCU! ODEJDŹ!
Zdezorientowana Czocher złapała się za głowę czekając na cud.
- NO WEŹ GO ZE MNIE, KROWO!
Tyle wystarczyło, by Czocher poczuła przypływ energii w lędźwiach. Jednym skokiem wzbiła się w powietrze, odbiła od ścianki ciasnego namiotu i wylądowała na plecach mruczącego jegomościa.
- puszzzczaaaj… Meegiii… zboczenissssssstooooooooooo! – wrzasnęła nadając każdemu słowu tyle jadu, ile tylko mogła.
Z pomocą zaalarmowanych krzykiem Igas i So cute, dziewczyny szybko obezwładniły nieproszonego gościa. Nadeszła chwila prawdy. Rozbłysło światło czterech latarek.
Manuel otworzył szeroko oczy. Niuta znów zakwiczała żałośnie. Dusia wydała z siebie stłumiony dźwięk, Czocher rozdziawiła buzię, So cute usiadła na pupie, Igas wypuściła z rąk latarkę, a Megi szepnęła cicho:
- Jeg… mdleję.
I zemdlała.
Wystraszony Renifer zakwilił cichutko.
Cel podróży nadszedł zbyt niespodziewanie. Nagłe spotkanie Renifera wywarło na Megi ogromne wrażenie. Renifer zaś, zaatakowany przez zgraję wrzeszczących nastolatek, doznał szoku i otarł się o nerwicę. Według zarządzenia Megi, każda z dziewcząt miała brać czynny udział w rekonwalescencji jej idola. Spisała nawet grafik.
Pamiętniku,
Siedzę właśnie w namiocie, który jedna z nas musiała poświęcić na kwaterę dla Renifera. Śpi tak słodko i mocno, że nikt nawet nie zorientowałby się, gdybym mocno pogłaskała jego pyszczek poduszką. Darmozjad zapłaci mi za wybite zęby. Co do sprawy Igasa, dalej się nie ujawniłam. Zamierzam zrobić to za chwilę. Na szczęście rano skosztowałam czegoś dobrego, co doda mi odwagi.
- hej, twój dyżur się kończy. Możesz iść, zastąpię cię – na ustach Megi pojawił się uśmiech zakochanej fanki.
- dzięki, już wychodzę. Potrzebujesz czegoś? – dziewczyna była pomocna jak zwykle
- możesz przynieść herbaty dla gościa, właśnie nastawiłam wodę.
Krzątając się po obozowej kuchni, dziewczyna zauważyła Igas siedzącą samotnie na kamieniu.
- cześć Igas! – zawołała wesoło
- cześć. Chcesz coś? Warknęła jak zwykle obrażona na wszystko Igas
„zje mnie, poczwara jedna.”
- nnic szczególnego, tak się witam… - wymamrotała i zrobiła krok do tyłu.
Igas nadal wpatrywała się w nią ponurym wzrokiem
- wchodzę do Renifera po Megi. – powiedziała oschle – lepiej, żeby nie było tam twoich gratów.
- ddobrze. – wyjąkała nadal cofając się.
- i zalej wreszcie tę herbatę. Czajnik mnie wkurza.
Chwilę później niosła już napar do namiotu Renifera.
- dzięki! – krzyknęła nieco za głośno rumiana Megi
- nie ma za co. Coś się stało?
- aa, nic. Trochę poprawiłam poduszkę, takie tam – powiedziała zawstydzona
- Megi… ty coś zrobiłaś.
- nie wiem o czym mówisz! – Megi odwróciła się, chichocząc.
Intensywne myślenie przerwał jej głos dobiegający ze śpiwora:
- podaj mi piwo, kobieto.
Na posłaniu spoczywał idol nastolatek, bożyszcze w ciemnych okularach, Pan Renifer.
- Reniferze! Uzdrowiłam cię! – wrzasnęła podekscytowana Megi – kochana! Biegnij po piwo!
- ale… zabroniłaś nam przywozić alkohol…
- a czy wszystkie mnie posłuchały? Nie. Idź do Igas, biegiem! Reniferkuu… podobało się?
Dziewczyna wolała nie wyobrażać sobie procesu uzdrawiania Renifera. Megi nie wie, że alkohol na wycieczce nie jest sprawką Igas. Jak przynieść piwo ze swojego namiotu, nie będąc zauważoną przez resztę?
- aaah, orzeźwienie! – sapnął szczęśliwy Renifer zakładając nogę na nogę – teraz mogę wypić tę herbatkę, bejbe.
- proszę, proszę! Koleżanka zaparzyła! Panie Reniferze… mam prośbę – Megi przebierała nogami niczym suczka w rui.
- słucham, bejbe?
- bo ja bym chciała… zdjęcie i autograf…
- proszę bardzo - Renifer odgryzł końcówkę mazaka i wypluł ją na drugi koniec namiotu – kochanej Pegi…
- Megi – poprawiła nieśmiało dziewczyna.
- dobra, Pegi, Megi, nieważne. Możesz podać następne piwo
Zamek namiotu otworzył się i w środku pojawiła się głowa Igas.
- moja kolej. – poinformowała
- juuuż? – jęknęła Megi. – spytam Manuela, czy mogę go zastąpić po tobie. Dzięki za piwo!
- piwo? – spytała zdziwiona Igas, lecz Megi nie mogła już jej odpowiedzieć.
- twoja ładniutka koleżanka przyniosła mi piwko. – poinformował Renifer.
Tok myślenia Igas został przerwany widokiem zeszytu pod składanym krzesełkiem. Kucając, wyciągnęła go i otworzyła pośrodku.
Pamiętniku,
Rusza mnie sumienie. Przez moje wybryki i milczenie Igas musiała klęczeć na grochu. Chciałabym wyznać jej prawdę, ale boję się. Boję się, że zrobi mi krzywdę. Pamiętniku, och, pamiętniku. Pomógłbyś, gdybyś nie był kupą kartek spiętych pośrodku? Pamiętnik, czemu ty jesteś pamiętnik?
Poczuła, jak krew zbiera się w jej głowie.
Pamiętniku,
Doszłam do wniosku, że należało jej się. Ja jestem sprytna, a Igas głupia.
- tyyyy…
Pamiętniku,
Jednak zmieniłam zdanie. Żal mi Igas. Chciałabym jej to wynagrodzić. Może podaruję jej pozostałe butelki spermy szatana?
- JA CI DAM SPERMĘ SZATANAA!
Pamiętniku,
Siedzę właśnie w namiocie, który jedna z nas musiała poświęcić na kwaterę dla Renifera. Śpi tak słodko i mocno, że nikt nawet nie zorientowałby się, gdybym mocno pogłaskała jego pyszczek poduszką. Darmozjad zapłaci mi za wybite zęby. Co do sprawy Igasa, dalej się nie ujawniłam. Zamierzam zrobić to za chwilę. Na szczęście rano skosztowałam czegoś dobrego, co doda mi odwagi.
Moje czocherowe serduszko nie jest już tak ciężkie.
- CZOOOOOOCHEEEEEEERRRRRRRRR!
Łaskawe echo rozniosło krzyk w promieniu mili.
Czocher poczuła ciepło w dołku.
Wtargnięcie Igas do obozowej kuchni oznaczało tylko jedno. Śmierć. To coś, o co mogła błagać Czocher w obliczu gniewu koleżanki. Obierająca ziemniaki So cute i pilnująca jej Dusia czym prędzej cofnęły się z miejsca.
- tyy… gnido…
- Igas! Ale ja ci wyjaśnię!
- gówno mi wyjaśnisz! Dorwę cię!
Czocher, rekordzistka świata na 8000 metrów z przeszkodami ruszyła do biegu. Igas, posiadaczka drugiego na świecie wyniku jeszcze nigdy nie dogoniła rywalki.
Dudnienie ziemi spowodowało, że Niuta i Manuel zaciekawieni wystawili głowy z namiotu, w którym najwyraźniej dobrze się bawili. Ku swemu zdziwieniu, zobaczyli przerażonego Czochera okrążającego namiot i Igas wymachującą maczetą.
Kolejnym odcinkiem ucieczki była otwarta polana. Tutaj szanse Czochera wzrosły. Otwarta przestrzeń sprawiała, że jej nogi dostawały nowej porcji mocy niczym króliczki duracell.
Wtedy zdarzyła się katastrofa.
Stopa biegnącej winowajczyni wylądowała na śliskiej masie zakamuflowanej w trawie.
Uciekinierka zaliczyła wślizg godny Messiego. Siedząc na pośladkach wiedziała już, co się stało. Nie wiedziała, co jest gorsze: łydka i udo wysmarowane kupą, czy wrzeszcząca Igas, zbliżająca się z zawrotną szybkością.
- SOOOO CUUUTE! ZABIJĘ CIĘ! POWRÓCĘ Z ZAŚWIATÓW I CIĘ UKATRUPIĘ, SMRODZIE!
Dalsze obelgi przyszłej ofiary niknęły w gęstej atmosferze. Igas przeniosła wroga do obozu, łapiąc za ubrania.
- zemsta będzie słodka. Klęczałam na grochu, więc i ty go zakosztujesz! NIUTA! Dawaj dwa worki!
- tak jest! – odparła przerażona Niuta i dostarczyła wściekłej oprawczyni przysmak, o który prosiła.
- so cute! Gotuj! – krzyknęła, rzucając dziewczynie jeden z worków.
- ale dzisiaj ziemniaki…
- GOTUJ, MÓWIĘ!
- tak jest!
- na drugim sobie poklęczy.
Gdy groch się rozgotował, Igas przeniosła garnek przed oblicze zakutego w dyby i klęczącego na grochu Czochera. Widząc strach na jej twarzy, szepnęła:
- nie bój się, to jeszcze nic…
Po czym wepchnęła jej do ust łyżkę śmierdzącej papki i wyciągnęła z kieszeni paczkę orzechów włoskich.
- rozłupuj – rozkazała
- ale Igas! Jedną ręką?
- jaką ręką? Stopami! – zaśmiała się perfidnie i włożyła orzech między pięty skazanej.
- a niech cię… głupia… choćbym się miała zesrać… rozłupię… mhhmm… - stękała Czocher i wyraźnie ucieszyła się, gdy usłyszała trzask pękanej łupiny.
- nie ciesz się tak. Zawsze mogłam ci dać kokosy.
Ostatnie popołudnie wyprawy minęło w grobowej ciszy przerywanej jedynie stękaniem Czochera i dźwiękiem pękających orzechów. Aby uniknąć gniewu Igas, dziewczęta zachowywały się jak zwykle.
So cute gotowała ziemniaki pod stałym nadzorem Dusi, a Igas czytała gazetę. Jedynie Niuta szczebiotała do ucha Mańkowi, a Megi, rozczarowana spotkaniem z do tej pory uwielbianym artystą, smutno patrzyła w dal. Czocher bekał grochem.