wtorek, 1 maja 2012

Finał

Kończąc pisać kolejną opowiastkę, z satysfakcją strzelając palcami, Czereśnia z żądzą krwi w oczach czekała na reakcje plebsu. Ta pojawiła się niemal natychmiast po opublikowaniu posta. Opierając się wygodnie o fotel i czytając kolejne zdumione, zbulwersowane i gratulujące komentarze na temat jej najnowszego dzieła, zadzwoniła do Muchomorka.
-Wszystko idzie zgodnie z planem. Mamy je w garści.
-Cieszy mnie to.
-Następną opowiastkę zostawiam tobie.
-Świetnie, świetnie. Mam genialny pomysł.
-Zatem czekam. Stardoll również.
Czereśnia rozłączyła się. Minęło niewiele czasu od dnia, w którym wraz z Muchomorkiem założyły opowiastki. Kto by pomyślał, że pomysł ten okaże się taką żyłą złota. Był to czas,w którym na Stardoll zaczęły pojawiać się blogi z kiepską oprawą graficzną i mnóstwem błędów ortograficznych. Opowiadania na temat najbardziej wyróżniających się klubowiczów PP były kiepskie, a główny żart polegał na wpleceniu w wypowiedzi bohaterów paru przekleństw.
Czereśni pomysł Muchomorka o założeniu bloga z opowiastkami, tym razem wyższych lotów, spodobał jej się od razu. Dziewczyny złożyły przysięgę milczenia i zachowały wszelkie środki ostrożności. Dla Czereśni bywało to momentami trudne- wcielać się w rolę autorki i podekscytowanej fanki opowiastek jednocześnie.

Po paru publikacjach Opowiastki okazały się prawdziwym sukcesem.
-Nie czujesz czasem wyrzutów sumienia?-spytała Czereśnia.
-Tylko czasem. Ale pomyśl tylko, co będzie jak się ujawnimy...-zamruczała Muchomorek.
-Tak. Warto poczekać na tę chwilę.-potwierdziła Czereśnia.- Hej, chodźmy jeszcze na pizzę, mam na nią dziką ochotę.

Po pewnym czasie czytelnicy usilnie próbowali odkryć tożsamość autorek. Nastał ciężki okres- dziewczyny musiały zachowywać podwójną ostrożność. Zakładały dodatkowe zabezpieczenia na swoje konta i komputery. Uważały też, by nie pomylić swoich kont z fikcyjnymi.
-Kiedy to się skończy?-narzekała Muchomorek, pijąc swój koktajl
-Mam dość tego wiecznego analizowania każdego słowa, uważania na szpiegów i złodziei kont.-westchnęła Czereśnia.
-Powinnyśmy podrzucić im parę fałszywych tropów. To je zmyli, a my będziemy mieć chwilę spokoju.
Czereśnia potaknęła tylko i westchnęła, spoglądając na zachodzące słońce.Radom o tej porze dnia jest cudowny,pomyślała.

Od czasu narady w McDonaldzie dziewczyny od razu zabrały się do roboty. Wszędzie rozpuszczały plotki, w opowiastkach umieszczały fałszywe informacje o sobie. Chociaż to było trochę bolesne, napuszczały też swoje koleżanki przeciw sobie. Postanowiły też czynnie uczestniczyć w odkrywaniu tożsamości autorek. Tylko dzięki nim i fałszywymi oskarżeniami społeczeństwo Stardolla jeszcze ich nie odkryło.
-Uff,czerwony alarm odwołany.-usłyszała w słuchawce Czereśnia.
-W istocie. Nie mam siły na dzisiejszą opowiastkę. Proponuję małą przerwę.
-Ok. Za pół godziny pod Pałacem Kultury?
-Wolałabym na Krakowskim Przedmieściu. W Coffeheaven.
Godzinę później dziewczyny,popijając swoje ulubione frappe, mimo woli wałkowały wciąż ten sam temat.
-Zaczynam powoli mieć dosyć. Napisz o mnie, napisz o tym, blablabla...-Muchomorek siorbnęła kawą, a paniusie z pudelkami popatrzyły na nie ze zgrozą.
-Ja również. Często boję się, że nie byłam wystarczająco ostrożna i ujawniłam za dużo.
-Więc...kończymy?-Muchomorek popatrzyła na swoją starszą koleżankę,która nagle zbladła. -Hej?...Co z Opowia...-przerwała, gdy Czereśnia zatkała jej ręką usta.
-Cicho! Widzisz tamtą blond dziewczynę? To Kuromi. Z PP. Płaćmy szybko i wychodzimy stąd. Miejmy nadzieję, że nas nie usłyszała.
-Nie wie przecież, że też mieszkamy w Warszawie.
-Co z tego. Musimy zachować ostrożność. Widziała przecież moje zdjęcia.

 Minęły kolejne tygodnie słodkiej anonimowości, którą coraz trudniej było utrzymać. Dziewczyny  uciekały się już do bardziej drastycznych metod. Jedną z nich było zainicjonowanie spotkania z Igasem, najbardziej upierdliwą dla autorek klubowiczką.
-Jeszcze trochę, a wszystko nam zniszczy- jęczała Muchomorek.
-Wiem. Ale na biologii obmyślilam cudowny wręcz plan.Spotkam się z Igasem.
-Nie rozumiem.
-Pojadę do wujka i tam się z nią spotkam. A w międzyczasie...napiszemy nową opowiastkę i opublikujemy ją o ustalonej godzinie. Wszystko już sprawdziłam.W ten sposób Igas wyzbędzie się podejrzeń o mnie.
-Genialne.

W klubie aż wrzało od podejrzeń. Każdy oskarżał każdego. Dziewczyny nie nadążały z obalaniem kolejnych prawidłowych wniosków. Wszystko bylo coraz trudniejsze. Największy problem dziewczyny miały z Dusią.
-Niech ją cholera weźmie- syczała Muchomorek, rozmawiając jednocześnie z Niutą i Maliną. Dusia jako jedyna miała rację co do tożsamości autorek i słusznie wyciągała wnioski. Niuta i Malina nie odgadły jeszcze, ale były niepokojąco blisko rozwiązania. Trzeba było je wszystkie zmylić.

Był piękny, wyjątkowo ciepły, wiosenny wieczór. Dziewczyny spacerowały ulicami miasta, rozważając nad poważnym problemem.
-Ja myślę,że powinnyśmy to zrobić. To już posunęło się za daleko.
-Mówię to z ciężkim sercem,ale... Też tak uważam.
-Postać Bażanta na chwilę je zmyliła. Nie odkryją czegoś, czego nie ma. Ale i tak jeszcze trochę i wysiądę ze stresu.
- Kiedy więc kończymy?
-Zaczynamy jeszcze dzisiaj.Niech to będzie wielkie.

Przystąpiły więc do końcowej fazy istnienia Opowiastek. Zastawiły mnóstwo pułapek, jeszcze więcej podrzuciły fałszywych tropów, a największym wyczynem było wysłużenie się Niutą, Foką i Megi, które były niczego nieświadome. Dusia i jej świta tryumfowały. Wtedy postanowiły ujawnić się ostatecznie. Pojawiła się pierwsza, końcowa opowiastka. Emocje opadły, klubowiczki zwątpiły. Wydawały się już być znudzone. Idealny moment, by zakończyć istnienie opowiastek. I tak oto dobrnęliśmy do  dnia 1 maja 2012 roku.

Czereśnia:Od tamtej pory minął prawie rok. Opowiastki powstały bardziej z nudów. Frajda była niesamowita. Uczucie towarzyszące rozmawianiu z wami o opowiastkach również.  Ukrywanie się przed wami, wplatanie was w intrygi i podkładanie tropów tym bardziej. Dałyście mi mnóstwo zabawy-dzięki. Mam nadzieję, że nie poczujecie się urażone, kiedy odkryjecie naszą tożsamość. Dusiu- przykro mi,że twoje podejrzenia się nie sprawdziły. Ba, nigdy nie odgadłaś MOJEJ tożsamości. To mnie cieszy. Niucie, Foce i Megi dziękuję, że nieświadomie nam pomogły. Reszcie dziękuję, że nakręcały nasz 'biznes'. I że byłyście z nami. Za słowa krytyki i pochwały. Bywajcie.

kilka cukierkowych słów od Muchomorka: życzę wam, aby nasza cwana intryga któregoś dnia stała się prawdziwa. Niucie życzę cudownego wesela z Maniem (i mnóstwa małych Ziemów biegających pod skocznią), Megi spotkania ze swym mężczyzną, Czocherowi wzorowego zdania matury, Dusi objęcia choć częściowej władzy nad światem, Carolli wytrwałości w obcowaniu z jej (nielotnymi) realnymi burakami, Dobi repliki Wersalu, Malinie Merlina w skali 1:1 z krwi i kości, Foce powodzenia z Gumisiem, żebyś nie musiała wylewać żali. Nie czujcie się urażone, jeśli przypadł wam "zasrany epizod" (pozdrawiam cię Gabo), bądź lipna rola. Każda opowieść potrzebuje ubarwienia i nie zdradza to moich osobistych sympatii, czy antypatii. Dziękujemy za wszystkie ciepłe słowa (skierowane do anonimów, jakby nie było) i za niemal roczną przygodę z pisaniem.

Po odbiór naszej tożsamości zapraszamy tutaj:
http://www.photoblog.pl/mouchomorek
Bawcie się dobrze.


sobota, 28 kwietnia 2012

Od początku


Czerwiec 2011.
Znudzona Muchomorek przewijała kolejne, rosnące jak grzyby po deszczu blogi o Stardoll.
„Carolli jest przemądrzała i podlizuje się elicie”, głosił tytuł kolejnego wpisu.
- znowu to?
„Czocher ma problem z alkoholem”
Muchomorek ziewnęła przeciągle. Wszystko  było bez polotu i okraszone sporą ilością błędów, a przesłaniem było jedynie nieumiejętne dowalenie samym zainteresowanym.
- zero rozrywki. Nie wiedzą jak się bawić…

Wiedziała, że kogoś potrzebuje. Wybór był prosty.
Czereśnia usiadła na brzegu fotela.
- co będę z tego miała? – spytała wprost
- dobre pytanie. Czego oczekujesz? Rozrywki? Popularności? Możesz mieć to i to – opanowana Muchomor krążyła wokół fotela niczym sputnik po orbicie okołoziemskiej. Jej głos był spokojny i ciepły.
- przecież obie jesteśmy już rozpoznawalne – odparła Czereśnia, bawiąc się włosami – a jakiej rozrywki może dostarczyć zwykły blog?
- zobaczysz, moja droga – kąciki ust Muchomorka mimowolnie uniosły się ku górze.
- nie domyślą się, że to my?
- nie przeceniaj ich możliwości – zaśmiała się Muchomorek – nigdy nie domyślą się kto za tym stoi. A tym bardziej, komu zaufać…

Nie było to takie proste.
Czereśnia wiedziała jak trafić w czuły punkt próżnych koleżanek, jednak potrzebne było coś jeszcze.
- masz wszystko? – upewniała się Muchomorek
- co tylko się da – Czereśnia ukazała wnętrze swojego płaszcza, szczerząc zęby w uśmiechu – wcielamy plan w życie.
Uliczki miasta świeciły o tej porze pustkami.

Czocher smacznie chrapała w swym łóżku, gdy promienie słoneczne zaczęły wdzierać się, niczym intruz, do sypialni. Putin otworzył swoje oko w kształcie guzika i wyzwolił się spod ciężaru zwalistej, słowiańskiej blondyny, jaką była jego pani.
Pluszak wgramolił się na parapet i zaczął podziwiać wschód słońca, tak piękny o tej porze roku. Nic nie mogło go zaskoczyć. Te same doniczki, sfatygowane plakaty Merlina w budynku naprzeciw, Niuta oblizująca ekran komputera, w którym słodko drzemał uwieczniony na zdjęciu ukochany, dalej krzewy w parku nieopodal i jego misiowi koledzy w oknie sklepowej wystawy. Pomachał jednemu ze swych tanich znajomych i nagle dostrzegł grozę w jego oczach.
- grad?
Nasz miś o trocinowym mózgu widział w swoim życiu już wiele: teledyski piosenek, w rytm których kiwała się Czocher, jej domową garderobę oraz iście postapokaliptyczny obraz – panią nago i bez makijażu. Nie widział jednak tak ciemnego gradu. Nie wzbudziło to jednak u niego niepokoju, aż do chwili, gdy usłyszał charakterystyczny brzdęk.
Leżącego pośród kawałków szkła misia zbudziło dziwne uczucie w jego trocinowych kiszkach. Gdy otworzył oczy, wiedział już, co stanie się w najbliższych sekundach.
Dotychczas zamknięte, wszechwidzące oko Czochera nagle przybrało kształt pięciozłotówki.
- PUTIN! – zagrzmiała, rozmazując resztki niezmytego makijażu – jak śmiesz mnie budzić, śmierdzielu? Co zrobiłeś z oknem?
- Czocherku, to nie ja! – zakwilił misio i resztkami sił wskazał na coś, co wcześniej uznał za grad.
Czocher ostrożnie wzięła do rąk kamień obwiązany sznurkiem. Po dokładniejszych oględzinach odkryła zwitek papieru, doczepiony do spodniej strony.
Kolejna bitwa w odwiecznej wojnie nadchodzi. Kto zatriumfuje – Czocher, czy Dusia?
- Niech sczeźnie… Wybić moje okno, zaatakować mojego Putina? – panna wrzała w furii.
- Czocherku, dziękuję ci za troskę! – rzekł Putin ze wzruszeniem.
- zamknij się i naprawiaj okno!

Tymczasem w rezydencji Dusi Molka bawiła się kolejną piłeczką. Nowa zabawka była dziwna. Przyzwyczajona do gumy suczka niepewnie trącała twardy materiał. Piłeczka nie odbijała się, a wszelkie próby gryzienia kończyły się bólem zęba. Wreszcie pomysłowa suczka podrzuciła zabawkę do góry i obserwowała jej lot z rozdziawionym pyskiem. To był błąd. Kamień, choć obracany w dłoniach samego Muchomorka, nie miał boskiej mocy i szybko poddał się grawitacji, kończąc swój fenomenalny lot w pysku Molki.
Dusia zauważyła niecodzienną zabawę swojej pupilki, która wydawała się tańczyć mieszankę fokstrota i electroboogie. W głowie zachwyconej dziewczyny kiełkował już pomysł zgłoszenia ulubienicy na casting do You can Dance i przypływie radości podbiegła do pieska, by wyrazić swoje uznanie. Porwana w objęcia Molka wirowała w ramionach Dusi, czując coraz większe zawroty głowy i szum w uszach. Wreszcie, po najdłuższych minutach jej życia, psinka poczuła łaskę niebios i dane jej było zwrócić zalegający we wnętrzu kamyk.
Czworonożna bohaterka opadła bez sił, a zdezorientowana Dusia podniosła zmaltretowany kamień i oderwała karteczkę, którą – o dziwo – jeszcze dało się przeczytać.
Czy odwieczna wojna kiedyś się skończy? Czy wygrasz z Czocherem? Przekonaj się sama!
- CZOCHERRR! – Dusia aż zazgrzytała zębami.
Molka nadal sapała.

Kolejne dni mijały spokojnie. Dusia i Czocher podejrzewały jednak, że to cisza przed burzą. Każda z nich była pewna, że zamach na jej pupila był robotą konkurentki.
Tak też było w momencie otrzymania wiadomości rozesłanej do wszystkich mieszkańców.
Zapraszamy na niecodzienny pojedynek gigantów! Już dziś przyjdź na Plac Admina, Dusia i Czocher czekają na Ciebie!
- to chyba jakiś żart… ja miałabym pojedynkować się z plebsem? – Dusia roześmiała się szyderczo.
Wiadomość zdziwiła większość populacji Poland-Polska i tym samym wydarzenie wzbudziło ogromne zainteresowanie.
Na Placu Admina zebrał się spory tłumek gapiów, fanów z transparentami („Mistrzostwo dla elity!”, „Precz z Duśką!”, „Czocher na dyktatora!” i inne) oraz same zainteresowane.
- przyjęłam twoje zaproszenie, ale nie myśl, że cokolwiek ci odpuszczę – odezwała się Czocher z politowaniem w głosie.
- moje zaproszenie? To ty mnie zaprosiłaś, a ja zgodziłam się na obcowanie z niższą kastą. Pozwalam się ugościć! – rzekła dumnie Dusia, żywo gestykulując.
Na jej dłoń spadła kartka.

Dziewczynę obudził potworny, szczypiący w oczy smród. Wyskoczyła z łóżka, desperacko szukając po pokoju maski gazowej. Założywszy ją, mogła wreszcie zlokalizować źródło paskudnego zapachu. Źródło okazało się leżeć bezczelnie w jej łóżku.
-PUTIN!-krzyknęła owa dziewica.
-Cześć, maleńka. Jak ci się podobało w nocy?-spytało owo coś nazwane Putinem.
Nasza...prawdopodobnie już nie-dziewica poczęła groźnie na niego warczeć, obnażając śnieżnobiałe zęby spragnione krwi. Brutalnie chwyciła biednego Putina i zaczęła targać go po schodach.

- co to ma być? – krzyknęła zdumiona
Otoczona przez tłum, nie musiała jednak pokazywać nikomu znaleziska. Kilka sekund później, z nieba spadło więcej egzemplarzy.
I więcej.
I więcej.
Po chwili każdy z zebranych trzymał po kilka sztuk Opowiastki o przygodach Czochera i Dusi.
Zachwycone towarzystwo przekrzykiwało się w wiwatach na cześć nieznanego autora.
- kto to zrobił? – krzyknęła podniecona Czocher – Nie wiem kim jesteś, ale cię kocham!
Jak na zawołanie, przelatujący nad nimi samolot wypuścił kłąb dymu, układający się w słowa:
„Dobranoc-opowiastki. Pozdrawiamy, Czereśnia i Muchomorek”
Rozpoczął się nowy etap.

Koniec części przedostatniej. Koniec nastąpi niebawem.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Bal pożegnalny


ze względu na to, że szef opowiastek nie dotrzymał słowa i zmienił hasło do bloga, za zgodą megi wyjawiam kto pisze opowiastki.
czyli jak już widzicie, bażantem była megi, czereśnią była foka. muchomor marcepan.

- a więc to tak… - Czereśnia podrapała się po głowie, szczerząc zęby w przebiegłym uśmiechu. Posty dziewczyn napawały ją dumą. Nie sądziła, że cokolwiek ją jeszcze zaskoczy.
Nie zwlekając, wykręciła numer Muchomorka.
- tak? – zaspany głos wyrażał co najmniej zdziwienie.
- wstawaj, Muchomor. Robi się ciekawie.


Kilka tygodni później
Marcepan, Megi i Foka w towarzystwie Niuty opuściły budynek. Niuta, jako menadżer i ochroniarz, odsuwała natrętnych dziennikarzy i fotoreporterów. Dziewczyny dotarły do limuzyny i opadły na siedzenia z jękiem zawodu.
- wiedziałam, że będzie szum. Nie podoba mi się to. Pragnę świętego spokoju – warknęła Megi, przytulając się do szyby.
- daj spokój Megi, jest fajnie! W ostatnim tygodniu wpłynęło dwanaście propozycji reklam z udziałem waszej drużyny! – Niuta była w siódmym niebie, jak gdyby dotknęła prącia samego Manuela.
- sława jest zajebista, ale dzisiaj przegoniłam już drugiego zboczeńca z balkonu – dodała z obrzydzeniem Marcepan.
Foka była bardziej zadowolona niż jej koleżanki i powoli sączyła drinka.
- ja się cieszę. A teraz wybaczcie, muszę zaprosić Gumisia na imprezę z Rihaną. Nie może mi odmówić!

- Dusiu, podaj mi ten obrus. Królewskie złoto pasuje bardziej! – Carolli wyśmienicie czuła się w roli organizatorki.
- ja? Ale nie wiem jak… Pupek! Podaj pani obrus!
- Pupek nie istnieje, laluniu. Za bardzo wczułaś się w historię – Igas zarechotała złośliwie.
- a tak podobała mi się wizja rządzenia światem… – dziewczyna usiadła na ziemi i ukryła twarz w dłoniach.

Tymczasem Marchewka, Koteczka i Czocher pomagały Malince wybrać odpowiedni garnitur dla Merlina.
- wybierz zielony. Pasuje do wszystkiego – podsunęła Marchewka, przeszukując szafę.
- nie! Granat jest dumnym kolorem. Symbolizuje mądrość, naukę i sukces! – zachwycała się Koteczka.
- co za różnica? To tylko kukła – powiedziała Czocher, czochrając podobiznę Merlina po peruce.
Malina zaczęła szlochać.
- może i kukła, ale ma dużego pena!

***
Przyjęcie na cześć autorek opowiastek zaczynało się wieczorem. Czarna limuzyna zaparkowała na podjeździe.
Pierwsza wysiadła z niej Niuta. Miała na sobie atłasową suknię w różowym kolorze. Jako osoba stojąca za ujawnieniem, była z siebie bardzo dumna i machała zebranym.
Za Niutą wytoczyły się, wstawione już nieco, bohaterki tego dnia. Foka uśmiechała się tajemniczo, Megi głupkowato, a Marcepan przybrała pokerfejsa.

Wszyscy doskonale się bawili. Goście z różnych stron byli zachwyceni pięknem krainy Stardoll i przepychem uroczystości. W licznym tłumie nikt nie zauważył zniknięcia pewnych postaci.

- raz, dwa, trzy, próba mikrofonu! – z głośników zamiast muzyki popłynął kobiecy głos.
- co się dzieje? – zdumiona Carolli aż wstała z krzesła.
- prosimy wszystkich o uwagę! Majster, kurtyna w górę!
Oczom zebranych ukazały się postaci w maskach i kapturach. Jedna z nich zabrała głos.
- dobrze się bawicie? Zapewne świetnie. Megi, Foka, Marcepan, dzięki za wypromowanie naszej roboty i odwrócenie uwagi od nas.
- KUPIŁY TO! Nie wiem co powiedzieć, jestem wzruszona… - w tym miejscu dziewczyna teatralnie wydmuchała nos.
- i nie próbujcie zaprzeczać. Dałyście się wrobić. Niezłe przedstawienie.
- niestety, nie możemy wam pozwolić na zagarnięcie naszej chwały – tajemnicza postać numer jeden przemówiła ponownie.
- pokaż swe oblicze! – wrzasnął ktoś z tłumu.
- Chwileczkę. Nie chcecie poznać całej historii? Muchomor, zapraszam…

ciąg dalszy nastąpi.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Aromat elity


- Hejho, hejhoo, na rozpierduchę by się szło… - zaintonowała pełna werwy Czocher, przyspieszając kroku. Wreszcie odnalazła sens życia. Po co studia, po co trud, kiedy pełen poksów klub?
Nasza bohaterka dotarła w końcu do swego garażu, gdzie czekał na nią czyściutki, wypastowany przez Gabi336ekstra, różowy CZOCHERMOBIL. Dziewczyna wsiadła do maszyny i ruszyła w stronę zachodzącego słońca…

Tymczasem w dworku Dusi panował bałagan. Pupek, który wybrał się na zasłużone wakacje na Karaibach, wyznaczył na swoją zastępczynię So cute, która – pomimo wprawy – biegała jak szalona z mopem, który nie spełniał jej poleceń.
Zawiedziona Duśka sięgnęła po swój bajerancki telefon i wykręciła numer z Zakazanej Listy Duskosławy.
- *BIIIIP* tu telefon w Czochermobilu. Zostaw wiadomość, może jej nie skasuję.
- Na rany Pupka! – zaklęła wściekła Dusia – Rozkazuję ci w tej chwili odebrać, zakało świata, skazo narodu, smrodzie klubu! Nie zapominaj, że wiem, co zrobiłaś z…
- Czochermobil, przy telefonie Czocher! Czym mogę służyć, kochana? – syknęła pełna gniewu właścicielka pojazdu.
- Nudzę się. Pora na naszą największą przyjemność – zamruczała rozkosznie Dusia, bawiąc się kablem telefonu.
- znowu? – Czocher była co prawda w odpowiednim nastroju, jednak nie wiedziała jak sprostać wymaganiom koleżanki.

Klaudia pięć pięć siedem radośnie wybiegła z domu. Uzbrojona w wiklinowy koszyczek, udała się do lasu. Stokrotki, grzybki i kamyki czekały, krzycząc bezgłośnie „weź mnie do domu!”. Dziewczynka, pełna ekscytacji ruszyła przed siebie, w celu spędzenia idyllicznego popołudnia.
- BIEEEGNĘĘ JAK WIAAATR, KWIAAATKI W KOSZYKU MAAAAM, KOMUŚ JE DAAM
- Nie tak prędko, słodziaku…
Na leśnej ścieżce pojawiły się dwie zamaskowane postaci.
- Kim jesteście? Chcecie mi pomóc zbierać grzybki? – zachichotała Klaudia i pokazała dumnie swój koszyk.
- Nie, chcemy cię zabrać w pewne miejsce – jedna z zamaskowanych postaci wyciągnęła smukłą dłoń do dziewczynki.
- okej! – Klaudia wesoło złapała wyciągniętą rękę i trzy postaci ruszyły w stronę jeszcze nieznanego zła…

Oczom Klaudii ukazała się gustowna polanka i pozłacana studnia na środku odludzia.
- ojeeej, co to jest? – spytała dziewczynka z rozdziawioną buzią.
- to magiczna studnia życzeń, kochanie. Spełnia wszystkie, nawet najbardziej skryte pragnienia.
- jesteście dobrymi wróżkami?? – krzyknęła zaaferowana dziewuszka, a koszyczek wypadł jej z rąk.
- jak najbardziej. Musisz tylko wskoczyć do studni. Proszę, wejdź do wiaderka.
Dziewczynka posłusznie spełniła wolę dobrych wróżek.
- a jak wyglądacie? – spytała zaciekawiona, siedząc w przymałym wiaderku
- chciałabyś zobaczyć? Proszę bardzo.
Postaci zdjęły maski i ujawniły swe oblicza.
- działamy na własną rękę, niezależnie…
- …reprezentujemy światłą elitę…
- …DUSIA…
- …CZOCHER…
- …przygotuj się na spotkanie z ciemną otchłanią! – podniecona Dusia zaczęła opuszczać wiadro wgłąb studni.
Nagle rozległ się trzask. Wiadro zaczęło szybko spadać w dół, ku ogromnemu zdziwieniu Dusi, trzymającej wyrwaną dźwignię w ręce.
- NIEEEE! – echo głosu Klaudii rozchodziło się po studni
- a to ci heca! Zapiała Czocher, klaszcząc w dłonie.

Klaudia przeżyła upadek. Spadając, uderzyła jednak w coś twardego.
- Kim jesteś i co robisz w mojej otchłaniiiiiiiiiiiiii? – twardy obiekt okazał się być głową pustelnicy, która na dnie studni postradała zmysły.
- jestem Klaudia, zbieram grzybki! – ofiara nudy Dusi pozostawała optymistką – jak ci na imię, dziewczynko z buszem na głowie?
- zwą mnie... Anitelka. A raczej zwali, zanim Czocher obiecała mi portal do krainy kucyków! – Anitelka splunęła z odrazą na ziemię w otchłani - Siedzę tu już zbyt długo i tak się składa, że od dawna nie miałam mięsa w ustach…
- to może zamówimy? – biedna Klaudia nie wiedziała, co za chwilę się zdarzy.
- już zamówiłam. Przed chwilą dostarczono! – to mówiąc, okazała swe zaostrzone zęby.

Nie gorszmy czytelników opisem tego, co działo się kilka chwil później. Wiedzcie jednak, że nuda Dusi została na jakiś czas pokonana.

wtorek, 7 lutego 2012

Pupek panem przestworzy, część pierwsza

- PUPEK! GDZIE DO DIABŁA JEST MOJE LATTE? – krzyknęła zbulwersowana Dusia, dmuchając na świeżo pomalowane paznokcie.

- już, już, niosę! – zawołał Pupek biegnąc z tacą zawierającą dusine latte i masę innych jadalnych przyjemności. Niestety, na trasie Pupek-stolik nagle pojawiła się Molka bawiąca się jedną ze swych piłeczek. Noga nieszczęsnego chłopca napotkała przeszkodę w postaci brzuszyska Molki, a taca, którą trzymał, poszybowała niczym Adam Małysz w czasach swojej świetności. Sławetne latte wzbiło się w powietrze i z gracją wylądowało na jedwabnej sukience Dusi, zaś pierniczki, ku wielkiej uciesze Molki, rozsypały się na podłogę.

Duśka, w przeciwieństwie do swej ulubienicy wcale nie była ucieszona. Jej twarz nabrała barwy głębokiego burgundu, zęby zgrzytały, a włosy zjeżyły się na jej szlachetnym czerepie.

- Pppp… - wycedziła pierwszą spółgłoskę, co zaalarmowało biednego Pupka. Do chłopca dotarł komunikat: „wiej, chłopie, zanim jej służba wbije ci widły w odwłok!”.

- Uuuu… - dźwięk przeszywał przestrzeń niczym strzała pokonująca drogę do tarczy. Pupek zdążył podnieść się z ziemi.

- Pppp… - dlaczego nogi odmawiały mu posłuszeństwa? Kątem oka widział rodzicielkę i wałek w jej zacnej dłoni.

- Eeeeek! – chłopiec zwiał przez okno.

- &^^$#I*^& - klęła pod nosem Dusia, obserwując służącą sprzątającą na kolanach powstały bałagan – niewdzięczny bękart. Zmęczyłam się i mam migrenę. – to mówiąc, opadła szlachetnie na kanapę.

Tak naprawdę Dusia była zaniepokojona postawą Pupka. Zazwyczaj syn posłusznie przyjmował karę. Raz nawet sam zszedł do piwnicy i zakuł się w dyby! Tym razem jednak zbiegł z miejsca zdarzenia. Czy jej ukochany potomek wszedł w okres buntu? Czyżby stracił do niej zaufanie? Dusia patrzyła smutno w przestrzeń, gdy Molka wyksztusiła wyschnięty pierniczek.

Świat stał otworem przed naszym małym bohaterem. Wędrował on ścieżkami, dróżkami, miastami, mając w kieszeni tylko kilka groszy (reszta z zakupów dla Matki), wyschnięty pierniczek z tacy i karteczkę z numerem telefonu. Chłopiec wszedł do przydrożnej budki telefonicznej i wystukał numer z karteczki.

- ciocia Czocher? Mówi Pupek.

- Pupeczku, moje maleństwo! Co znowu zrobiła niedobra mamusia? – spytała ciocia Czocher z troską w głosie

- w zasadzie nic… zleciła mi tajną misję! Czy mógłbym posiedzieć u cioci kilka godzin?

Najedzony i napojony przez ciocię Czocher Pupek uznał, że nie może dłużej pasożytować na tej szlachetnej istocie. Chciał skorzystać z wolności. Przechadzając się po parku, dostrzegł ogłoszenie:

CHCESZ BYĆ WOLNY NICZYM PTAK I NIE PODLEGAĆ NAWET PRAWOM GRAWITACJI? MARZYSZ O PODĄŻANIU ŚLADAMI GAGARINA? ZADZWOŃ!

Do kartki dołączony był numer telefonu. Przygnębiony Pupek wysupłał z kieszeni ostatnie grosiki.

- ech. Znowu nie zjem obiadu…

Zrezygnowany wrzucił drobne do automatu i połączył się z numerem z ogłoszenia.

*tuuuuuuuut*

- PiechotąDoGwiazd Sp.z.o.o, przy telefonie Basia!

- Dzień dobry, chciałem się zapisać na wycieczkę. – zaczął nieśmiało Pupek, lecz ciepły głos pani Basi szybko go uspokoił.

- proszę podać cel wyprawy. – szepnęła uwodzicielsko pani Basia

- no nie wiem… jakaś inna galaktyka chyba.

- wszystko da się ustalić w naszym biurze. Imię i nazwisko?

- Pupek Fukuszima.

- gratuluję, Pupku! Już niedługo zostaniesz panem przestworzy!

Kilka dni później, Pupek zdenerwowany czekał na parkingu przed stacją kosmiczną. Gdyby miał pieniądze, kupiłby papierosy. Mama nie pozwalała mu jednak próbować swoich papierosów. Mały Pupek bawił się więc skrętami z papieru toaletowego z wkładem z kapusty. Mama bardzo się wtedy denerwowała, ponieważ zabawka jej pierworodnego powodowała niewyobrażalny smród, zidentyfikowany najpierw jako atak biologiczny ze strony Czochera. Dusia prędko zorganizowała kosztowną obronę swej twierdzy, a wiadomość o fałszywym alarmie skończyła się atakiem histerii Dusi i bolesnym laniem w przypadku Pupka.

Obecny Pupek szykował się do wejścia. Nacisnął klamkę drzwi, przeszedł długi, biały korytarz i wszedł do pomieszczenia przypominającego laboratorium. W środku czekała na niego jednoosobowa, kosmiczna maszyna.

- panie Pupku, jest pan gotowy?

piątek, 30 grudnia 2011

O autorkach.

Muchomorek wstała z krzesła i przeciągnęła się. Już od kilku godzin siedziała przed komputerem stukając w klawisze. Duśka… Czocher… Megi… Każda z nich musiała mieć swoją rolę. Dziewczyna z nostalgią wspominała chwile, gdy Opowiastki były niezależnym wyrazem fantazji autorek. Na hasło „Nowe.” dziewczęta z forum ruszały, by przeczytać nową porcję opowiadań. Niestety, z czasem Opowiastki przyjęły rolę koncertu życzeń, a Muchomorek i Czereśnia jedynie odtwarzały, zamiast tworzyć nowe.

Tym razem padło na Czochera. Muchomorek w przypływie weny kreśliła losy bohaterki.

- może tym razem utrzemy nosa Dusi? – zachichotała.

Tym razem w świecie Opowiastek Czocher wspięła się na Mount Everest, ryzykując życiem. Zdetronizowała Dusię i zdobyła wielką fortunę, którą szybko odebrała jej przebiegła Carolli, metodą „na wnuczka”. Sprawczyni pozostała nieuchwytna.

Autorki bloga po publikacji zniecierpliwione obserwowały forum. Niestety, nowa historia nie przypadła do gustu każdemu.

Pierwsza napisała Niuta:

Nudne, nie ma mnie. Chcę siebie i mojego męża!

Niucie wtórowała Dusia

Zdecydowanie za mało mnie, nie czytam tego!

Marchewka narzekała

Nie odgrywam roli autorytetu!

Czocher skwitowała krótkim

Może być.

Muchomorka bolała duma. Tyle pracy włożyła w spisanie swoich myśli, które nie zostały docenione. Dziewczyna wzięła do ręki telefon.

- halo, Czereśnia? Czuję wyzwanie. Masz zlecenie na Dusię i Niutę. Zrób z Duśki sukę, a Niucie dołóż Manuela. Marchewka może obronić pracę magisterską.

- się robi. – odparła Czereśnia, jednocześnie stukając w klawiaturę.

Czereśnia odwaliła kawał dobrej roboty. Zaserwowała czytelnikom dużą dawkę Duśki znęcającej się nad Pupkiem i radosną Niutę adorowaną przez Manuela. Urok postaci zwalał z nóg nawet sceptycznego zwykle Muchomorka. Dziewczęta opublikowały kolejne dzieło. Na komentarze nie musiały długo czekać:

Megi

Gdzie ja?

Igas

W etykietach wyprzedzają mnie Duśka, Czocher i Niuta. Dlaczego nie piszesz o mnie?

Malinka

Gdzie ja i Merlin?? Wpisz go gdzieś, daj mu epizod, BŁAGAM!

Marchewka

Wolałabym doktorat.

Na szczęście goryczkę łagodziły pozytywne, choć nie przesadne komentarze Duśki i Niuty, które były zadowolone z tego odcinka.

- faktycznie, dawno nie było Merlina. – stwierdziła Czereśnia, krzywiąc się na widok niezadowolenia czytelniczek.

- nie możemy za każdym razem pisać o wszystkich, ale możemy wpleść jakieś epizody. Sprzedawca lodów, czy coś. – zaproponowała Muchomorek, wpisując nick Gaby w etykiety nowej historii.

Nowa opowiastka poświęcona została w całości Merlinowi i Malince. Gościnnie udział wzięły Megi, Igas i Gaba, która już wcześniej wyrażała niezadowolenie ze swej nieobecności.

Tym razem Malina była wniebowzięta, postanowiła jednak wyrazić krytykę:

Nie podoba mi się to, co robi Merlin w trzecim akapicie! Dlaczego nie mogę się z nim zabawiać? Oprócz tego miód.

Gaba

Jestem zasranym epizodem.

Nieznany pokemon

Dlaczego piszecie tylko o elicie??

Dobi

Piszcie TYLKO o elicie! Zero plebsu!

Dziewczęta pracowały w pocie czoła. Starały się zadowolić każdą czytelniczkę. Zaczęły zaniedbywać szkołę i zbierać złe oceny. W klubie panowała atmosfera niezdrowej rywalizacji. Każda z dziewczyn chciała zostać opisana na blogu i prowadzić w rankingu popularności.

Dusia

Stanowczo za mało mnie! Kolejna opowiastka powinna być moją biografią. Płacę z góry.

Czocher

Nie słuchajcie Dusi, tego żala. Zamawiam 20 opowiastek na dni…

Malinka

Poproszę o zmianę zachowania Merlina w nowej opowiastce!

W ten oto sposób Opowiastki przekształciły się w firmę „Opowiastki Sp.z.o.o.”, czyli prywatną agencję reklamową uczestniczek klubu. Cała fabuła straciła polot, opowiastki zajmowały najwyżej jedną stronę A4, a autorki nie sypiały po nocach starając się zaspokoić potrzeby czytelnicze dziewczyn.

Wtedy do akcji wkroczyłam ja, czyli Bażant

- co to ma znaczyć?

Muchomorek i Czereśnia siedziały jak na dywaniku u dyrektora.

- nie widzicie dokąd to prowadzi?? Stałyście się (średnio) opłacanymi niewolnikami!

- ale Bażant, my nadal piszemy co chcemy! – zaczęła Muchomor

- wydaje ci się. Zobacz co narobiłyście! Ty jesteś zagrożona z chemii, Czereśnię wyrzucą ze szkoły za wagary… od Duśki i reszty dostajecie psie pieniądze. Opłaca się? Jeszcze chwila, a ujawnicie swoją tożsamość.

Nad Opowiastkami zawisły czarne chmury. Na szczęście czujna Bażant trzymała rękę na pulsie.

- zbierzcie zamówienia. Zrobimy niezłą zabawę.

I tak też zrobiły. Dusia życzyła sobie królestwa i braku litości dla Pupka, Marchewka pięknego samca, Czocher wymagała obecności swojej i Putina, Malinka błagała o seks z Merlinem, Niuta chciała ślubu z Manuelem, Dobi Wersalu, a innych bohaterek było tyle, że długo wymieniać. Niedoczekanie ich.

Stardollowa spółka z przyzwyczajenia rozpoczęła lekturę bloga, ziewając i pilnując, czy wszystkie zamówione szczegóły się zgadzają.

Duśka łkała gorzko, przeżywając klęskę i upadek z tronu. Pupek śmiał się szyderczo.

Prawdziwa Dusia opluła monitor.

Carolli otrzymała ocenę niedostateczną z matematyki.

Carolli przed komputerem nie mogła uwierzyć.

Malina nie mogła uwierzyć. Jej Merlin z cycatą blondyną… w jej łóżku??

Malinka dostała ataku histerii

Niuta zamknęła oczy. Już miała zakosztować miękkich ust Manuela, gdy poczuła coś niebezpiecznego w gardle. Nie mogła już nic zrobić. Zanim się zorientowała, gaz błyskawicznie opuścił jej gardło i odbiło jej się. Manuel był zniesmaczony.

Niuta zemdlała.

Po tym incydencie wszystko wróciło do normy. Opowiastki znów były niezależne i niezawisłe. Amen.

Interpretację pozostawiam wam.

Tym razem nie ujawniłyśmy kim jesteśmy. Uważajcie jednak, następnym razem możemy nie być tak dyskretne.