Marchew z niepewnością otworzyła drzwi do innego świata. W głowie kołotały się jej różne myśli. Uznała jednak,że nie ma nic do stracenia i posłuchała Pana Kota- jakkolwiek dziwne jest rozmawianie ze zwierzęciem.
Otworzywszy drzwi, ujrzała delikatny blask. To wschodzące slońce rozpoczynało dzień. Przeszła przez próg, czując pod stopami coś miękkiego. Spojrzała w dół. To była trawa. Poznała ja od razu. Tak miękkiej,zielonej i pachnącej trawy nie było nigdzie indziej.
-Jestem... W swoim apartamencie...Czy to w ogóle możliwe?-zwróciła się do Pana Kota.
-Oczywiście. Wystarczyło tylko, bys przypomniała sobie o swoim dawnym,świetnym życiu... Wreszcie ci się udało. Nareszcie królowa powróci na swój tron.
Marchew z niedowierzaniem rozglądała się po swoim apartamencie. Pomimo upływu czasu, był tak samo zadbany jak wiele miesięcy wstecz. Ptaki milutko ćwierkały, puszyste zwierzątka bawiły się pomiędzy drzewami. Nawet hamak wisiał nietknięty.
-Widzisz? Nic się tu nie zmieniło... Ale tylko tu. Twoje królestwo cię potrzebuje. Musimy iść dalej...
-Dokąd?
-Do krainy zwanej PP.Otwórz te drzwi...
Teraz juz podekscytowana Marchew otworzyła drzwi. PP pamiętała jako jasny,różowy świat pełen szczęścia i sprawiedliwości...
Jej oczom ukazał się jednak szary i smutny obraz. Wychudzone, brzydkie dollki walczyły ze sobą o władzę. Spalone obozy i apartamenty były wszędzie. Słońce nie było widać.
Na jej dawnym tronie(który już dawno przestał być złoty i zostal pokryty odchodami i śliną) siedziała teraz brudna i zasmarkana dollka, a wokół tronu walczyły ze sobą dwie inne dolki. Wydawały się Marchew znajome...
-DUSIA...CAROLLI...CZOCHER?!-krzyknęła z niedowierzaniem. Dolki drgnęły na dźwięk swoich imion, zaraz jednak zaczęły na siebie warczeć i drapać się nieobciętymi pazurami.Obok Marchwi również toczyły się bitwy o starmonety. Dziewczyna poznawała wiele z nich.
-Malina...Killy...Megi...-osunęła się na ziemię.-Co się stało z moja krainą?
-To królestwo plebsu. Największy plebs ze wszystkich, Dusia, przejęła władzę po tobie...Niestety, uroiła sobie parę rzeczy,co wpłynęło na jej rządy... I tak to teraz wygląda
-Nie...nie,nie,nie,nie,nie,NIEE!!! To jest jakis koszmar. Tak nie może...nie może być...Muszę coś zrobić...cokolwiek...To jest...Przecież...Panie Kocie! POMÓŻ MI!
-Och, droga Marchew...Na niewiele się zdam. To ty musisz nad tym zapanować.
-Głupi plebs-juz zdecydowana Marchew kopnęła jakieś dolki leżące na sobie- Królowa wróciła.
_____________________
Po długiej wspinaczce na górę Marchew znalazła się na szycie,przy tronie.
-Przepraszam, Dusiu-spojrzała dawnej koleżance w zasnute mgłą oczy- Twój czas minął.
Marchew z ciężkim sercem zrzuciła Dusię w dół-do Otchłani Wygnania. Do tej krainy niegdyś trafiał każdy pokemon, każdy spamer, kazdy, kto burzył idealny porządek krainy. Najgorszą karą było właśnie zesłanie do Otchłani...Niewielu udało się stamtąd powrócić. Zresztą, wracali ze zmienioną psychiką i po pewnym czasie popełniali samobójstwo.
Dla Dusi nie było już ratunku.
Rzuciła okiem na smętną krainę. Z lekką niepewnością usiadła na obskurny tron.
W chwili, gdy szlachetne pupsko dotknęło niegdyś atłasowego obicia, wszystko się zmieniło.
Strzeliło blaskiem.Blaskiem zwanym świetnością. Wydobył się on z klejnotu, umieszczonym w koronie władczyni.
Blask Świetności rozrzedził szary dym i chumry,ukazując niebieskie niebo. Trafił w jałową ziemię,odkrywając wspaniałą łąkę. Obozy i apartamenty zmieniły się na powrót w olśniewające wille. Dollki porażone Blaskiem przybrały swój dawny wygląd- co prawda plebs nadal wyglądał jak plebs,ale to był urok narodu PP. Tylko arystokracja była prawdziwie idealna.
Marchew z uśmiechem zadowolenia zauważyła, że ma na sobie na powrót bajeczną, królewską suknię. Wstała. Postanowiła przemówić. Patrząc na oszołomione twarze jej plebsu,orzekła:
-To ja. Wasza mamusia. Królowa. Powróciłam.
Po czym zaczęła panować.
____________________
Przez szary korytarz szedł wysoki, młody mężczyzna. Spieszył do swojego przełożonego.Mial mu coś bardzo, ale to bardzo ważnego do powiedzenia. Wpadł do gabinetu.
-Proszę pana... proszę pana...-zdyszany próbował pozbierać słowa.
-Co się stało?!- zaniepokojony starszy pan wychylił się zza książki.
-Musi pan za mną iść... To nieprawdopodobne. Jestem pewien, że pana TO zainteresuje.
Starszy pan zaufał młodzieńcowi. Ogromnie ciekawa ruszyl stare kości i ruszył za swoim pracownikiem. Zaprowadził go do drzwi...Drzwi, które odkąd pamiętał, nie były otwierane.
-Tam... w środku...
-Tak-przerwał mu młody mężczyzna- Jest.
-To niemożliwe-niedowierzał staruszek-Nie sądziłem, że tego dożyję.
-Ja również nie.
-Jak to się stało?
-Dostaliśmy cynk. I znaleźliśmy...po tylu latach...
Mężczyzna uchylił drzwi.
-Proszę nacieszyć oczy, profesorze...
Staruszek nareszcie ujrzał to, na co czekal cale swoje życie. W małym pokoju leżała w kącie zaniedbana, zielonowłosa dziewczyna. Ściskała od dawna nieżywego, zjadanego przez robaki kota. Z jej zasuszonych ust usłyszał okropne charczenie.
-Pow...pohr...powróciła...powrhróciłam...POWRÓCIŁAM- charkot przerodził się w chichot. Nagle dziewczyna obróciła się do staruszka. Widząc okropne, przekrwione i oszalałe oczy z przerażeniem zatrzasnął drzwi.
Przypomniał sobie opisy tej dziewczyny. Za młodu ambitna i piękna dziewczyna, po paru porażkach załamała się i uciekła w wirtualny świat. Zdobywszy poszanowanie i władzę w Internecie, zaczęła mylić fikcję z rzeczywistością... Po pewnym czasie całkowicie utracił zdolność poznawania rzeczywistości. Żyła w urojonym świecie. W dodatku, nikt jej nie potrafił złapać. Ten przypadek nękał wielu naukowców. Jemu też spędzał sen z powiek. Całe życie poświęcił tej istocie...To już nie był człowiek. Nazwał tę kreaturę Marchewonusem.
-Moj drogi... Najciekawszy przypadek w naszej karierze...Tak wielu próbowało ją znaleźć... Nareszcie się udało.
-O,tak,profesorze... Najokropniejsza ofiara Internetu jaką widział świat jest wreszcie w naszych rękach.
Profesor był pewien, że Marchewonusów jest wiele. Był pewien, że wykształcił się nowy gatunek. Postanowił wyciagnąc od dziewczyny nicki jej dawnych wirtualnych poddanych i stworzyć własne stado Marchewonusów.
Czuł, że świat będzie jego.
Pragnął władzy.
Na imię mu było Dusiomen.
A morał z tej opowiastki wyciągnijcie sami.
Otworzywszy drzwi, ujrzała delikatny blask. To wschodzące slońce rozpoczynało dzień. Przeszła przez próg, czując pod stopami coś miękkiego. Spojrzała w dół. To była trawa. Poznała ja od razu. Tak miękkiej,zielonej i pachnącej trawy nie było nigdzie indziej.
-Jestem... W swoim apartamencie...Czy to w ogóle możliwe?-zwróciła się do Pana Kota.
-Oczywiście. Wystarczyło tylko, bys przypomniała sobie o swoim dawnym,świetnym życiu... Wreszcie ci się udało. Nareszcie królowa powróci na swój tron.
Marchew z niedowierzaniem rozglądała się po swoim apartamencie. Pomimo upływu czasu, był tak samo zadbany jak wiele miesięcy wstecz. Ptaki milutko ćwierkały, puszyste zwierzątka bawiły się pomiędzy drzewami. Nawet hamak wisiał nietknięty.
-Widzisz? Nic się tu nie zmieniło... Ale tylko tu. Twoje królestwo cię potrzebuje. Musimy iść dalej...
-Dokąd?
-Do krainy zwanej PP.Otwórz te drzwi...
Teraz juz podekscytowana Marchew otworzyła drzwi. PP pamiętała jako jasny,różowy świat pełen szczęścia i sprawiedliwości...
Jej oczom ukazał się jednak szary i smutny obraz. Wychudzone, brzydkie dollki walczyły ze sobą o władzę. Spalone obozy i apartamenty były wszędzie. Słońce nie było widać.
Na jej dawnym tronie(który już dawno przestał być złoty i zostal pokryty odchodami i śliną) siedziała teraz brudna i zasmarkana dollka, a wokół tronu walczyły ze sobą dwie inne dolki. Wydawały się Marchew znajome...
-DUSIA...CAROLLI...CZOCHER?!-krzyknęła z niedowierzaniem. Dolki drgnęły na dźwięk swoich imion, zaraz jednak zaczęły na siebie warczeć i drapać się nieobciętymi pazurami.Obok Marchwi również toczyły się bitwy o starmonety. Dziewczyna poznawała wiele z nich.
-Malina...Killy...Megi...-osunęła się na ziemię.-Co się stało z moja krainą?
-To królestwo plebsu. Największy plebs ze wszystkich, Dusia, przejęła władzę po tobie...Niestety, uroiła sobie parę rzeczy,co wpłynęło na jej rządy... I tak to teraz wygląda
-Nie...nie,nie,nie,nie,nie,NIEE!!! To jest jakis koszmar. Tak nie może...nie może być...Muszę coś zrobić...cokolwiek...To jest...Przecież...Panie Kocie! POMÓŻ MI!
-Och, droga Marchew...Na niewiele się zdam. To ty musisz nad tym zapanować.
-Głupi plebs-juz zdecydowana Marchew kopnęła jakieś dolki leżące na sobie- Królowa wróciła.
_____________________
Po długiej wspinaczce na górę Marchew znalazła się na szycie,przy tronie.
-Przepraszam, Dusiu-spojrzała dawnej koleżance w zasnute mgłą oczy- Twój czas minął.
Marchew z ciężkim sercem zrzuciła Dusię w dół-do Otchłani Wygnania. Do tej krainy niegdyś trafiał każdy pokemon, każdy spamer, kazdy, kto burzył idealny porządek krainy. Najgorszą karą było właśnie zesłanie do Otchłani...Niewielu udało się stamtąd powrócić. Zresztą, wracali ze zmienioną psychiką i po pewnym czasie popełniali samobójstwo.
Dla Dusi nie było już ratunku.
Rzuciła okiem na smętną krainę. Z lekką niepewnością usiadła na obskurny tron.
W chwili, gdy szlachetne pupsko dotknęło niegdyś atłasowego obicia, wszystko się zmieniło.
Strzeliło blaskiem.Blaskiem zwanym świetnością. Wydobył się on z klejnotu, umieszczonym w koronie władczyni.
Blask Świetności rozrzedził szary dym i chumry,ukazując niebieskie niebo. Trafił w jałową ziemię,odkrywając wspaniałą łąkę. Obozy i apartamenty zmieniły się na powrót w olśniewające wille. Dollki porażone Blaskiem przybrały swój dawny wygląd- co prawda plebs nadal wyglądał jak plebs,ale to był urok narodu PP. Tylko arystokracja była prawdziwie idealna.
Marchew z uśmiechem zadowolenia zauważyła, że ma na sobie na powrót bajeczną, królewską suknię. Wstała. Postanowiła przemówić. Patrząc na oszołomione twarze jej plebsu,orzekła:
-To ja. Wasza mamusia. Królowa. Powróciłam.
Po czym zaczęła panować.
____________________
Przez szary korytarz szedł wysoki, młody mężczyzna. Spieszył do swojego przełożonego.Mial mu coś bardzo, ale to bardzo ważnego do powiedzenia. Wpadł do gabinetu.
-Proszę pana... proszę pana...-zdyszany próbował pozbierać słowa.
-Co się stało?!- zaniepokojony starszy pan wychylił się zza książki.
-Musi pan za mną iść... To nieprawdopodobne. Jestem pewien, że pana TO zainteresuje.
Starszy pan zaufał młodzieńcowi. Ogromnie ciekawa ruszyl stare kości i ruszył za swoim pracownikiem. Zaprowadził go do drzwi...Drzwi, które odkąd pamiętał, nie były otwierane.
-Tam... w środku...
-Tak-przerwał mu młody mężczyzna- Jest.
-To niemożliwe-niedowierzał staruszek-Nie sądziłem, że tego dożyję.
-Ja również nie.
-Jak to się stało?
-Dostaliśmy cynk. I znaleźliśmy...po tylu latach...
Mężczyzna uchylił drzwi.
-Proszę nacieszyć oczy, profesorze...
Staruszek nareszcie ujrzał to, na co czekal cale swoje życie. W małym pokoju leżała w kącie zaniedbana, zielonowłosa dziewczyna. Ściskała od dawna nieżywego, zjadanego przez robaki kota. Z jej zasuszonych ust usłyszał okropne charczenie.
-Pow...pohr...powróciła...powrhróciłam...POWRÓCIŁAM- charkot przerodził się w chichot. Nagle dziewczyna obróciła się do staruszka. Widząc okropne, przekrwione i oszalałe oczy z przerażeniem zatrzasnął drzwi.
Przypomniał sobie opisy tej dziewczyny. Za młodu ambitna i piękna dziewczyna, po paru porażkach załamała się i uciekła w wirtualny świat. Zdobywszy poszanowanie i władzę w Internecie, zaczęła mylić fikcję z rzeczywistością... Po pewnym czasie całkowicie utracił zdolność poznawania rzeczywistości. Żyła w urojonym świecie. W dodatku, nikt jej nie potrafił złapać. Ten przypadek nękał wielu naukowców. Jemu też spędzał sen z powiek. Całe życie poświęcił tej istocie...To już nie był człowiek. Nazwał tę kreaturę Marchewonusem.
-Moj drogi... Najciekawszy przypadek w naszej karierze...Tak wielu próbowało ją znaleźć... Nareszcie się udało.
-O,tak,profesorze... Najokropniejsza ofiara Internetu jaką widział świat jest wreszcie w naszych rękach.
Profesor był pewien, że Marchewonusów jest wiele. Był pewien, że wykształcił się nowy gatunek. Postanowił wyciagnąc od dziewczyny nicki jej dawnych wirtualnych poddanych i stworzyć własne stado Marchewonusów.
Czuł, że świat będzie jego.
Pragnął władzy.
Na imię mu było Dusiomen.
A morał z tej opowiastki wyciągnijcie sami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz