Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koteczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koteczka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Koteczka w krainie cyferek, cz.3


- auć! Niech cię szlag, Niuta!
Najlepsza kryjówka przed klubem (polecona przez doświadczoną już Niutę) okazała się być kłującym krzewem.
Koteczka zerknęła w swoje notatki. Tak. Manuel jak zwykle zaczynał pracę o szesnastej. Jego luksusowy samochód zatrzymywał się na niestrzeżonym parkingu piętnaście minut przed czasem. Minutę zajmowało mu przyczesanie włosów na głowie, a spacer na miejsce do kolejne trzy. Wszystko jak w zegarku. Szwabska precyzja. Codziennie, od siedmiu dni, Koteczka obserwowała jak wchodził do przybytku, zdejmował marynarkę i przebierał się w roboczy uniform. Dziś były to stringi w panterkę. Tej nocy przezwycięży strach i w końcu to zrobi. Czekolada bulgotała w ogromnym garnku i aż prosiła się o świeżą porcję mięsa.
Każdego poranka męskie bóstwo kończyło pracę o czwartej. Koteczka przysypiała już, wprawdzie, lecz widok Manuela wyłaniającego się zza drzwi wejściowych szybko ją pobudził. Miała już plan.
- halo, herr Manuel! – zaświergotała Koteczka, ukrywając niepokój
- jaaa?? – odpowiedział zaciekawiony Manuel i zlustrował panienkę od stóp do głów. Co takiego w nim widziały? Czy to jego zniewalający głos? Boski urok? Nażelowane włosy, czy może starannie dobrana bielizna, pasująca tematycznie do występów?
- herr Manuel, bitte! – to mówiąc, dziewczyna wręczyła mężczyźnie bukiet najpiękniejszych róż, jakie kiedykolwiek widział
- jaaa, danke! – podziękował i powąchał ów bukiet. Jego nozdrza, przygotowane na słodki zapach kwitnących róż, bardzo się rozczarowały. Połechtał je smród niegodny nawet miana krowiego łajna zmieszanego z formaliną. - was ist daaaa…
Nie dokończył. Miękko osunął się na rozkładany kieszonkowy materac, podstawiony przez Koteczkę w chwili jego nieuwagi.
- no, najtrudniejsze mam już za sobą – wysapała Koteczka, ciągnąc bezwładne bożyszcze przez pusty parking.

- Pupek, herbata! – zarządziła Dusia – a ty daj mi to.
- hyhyy, wygrałyśmy! Merlin da mi buziaczka? – spytała Malinka wyciągając zeszyt spod koszulki
- nawet da się poklepać po pupci, jak mu rozkażę. – duma Duśki wynosiła ją pod niebiosa. Wreszcie dostała to, czego chciała. Matematyczny skarb Koteczki. Teraz może przeprowadzić zagładę.
- taaaaaaak! – zakwiczała triumfująca Malinka, nie zwracając uwagi na Dusię, która podniecona wertowała strony zeszytu.
- jest tangens… i sinus… wzory skróconego mnożenia… Czocher zje swoje kapcie z zazdrości! A dla ciebie mam kolejne zadanie… ukryjesz ten zeszyt w…
Malinka nachyliła się do rozmówczyni, łapczywie łykając każde słowo spadające z ust panny Dusi. Spełni każdy jej rozkaz, niech tylko sprowadzi Merlina!

Dziwne to spa. Wielokrotnie dostawał imienne zaproszenia od różnych sponsorów, jednak żaden z nich nie zaskoczył go jeszcze niespodziewaną kąpielą w czekoladzie!
- a pryśnic? – spytał na widok Koteczki zbliżającej się z dużym, czarnym workiem na śmieci.
- dzisiaj kein pryśnic, pryśnic kaput! – zakomunikowała Koteczka i unikając patrzenia na praliny w czekoladzie, pomogła Manuelowi wstać i wyjść z wanny. Mleczna czekolada potrzebowała tylko chwili, by utworzyć twardą skorupkę. Dziewczyna krzyknęła „achtung!” i owinęła mężczyznę workiem, nim ten ponownie krzyknął „was ist daaas??”.
Niuta była w siódmym niebie, gdy odpakowała swój prezent. Maniek zdążył co prawda zlizać czekoladę z ust, brody i czubka nosa, jednak reszta jego ciała pokryta była słodką, brązową mazią. Podskakując i kwicząc z ekscytacji, sięgnęła do kieszeni i rzuciła w Koteczkę okularami Gaby, w ogóle nie patrząc w jej kierunku.

Gaba nie potrzebowała ani chwili, by rozpoznać postać z rysunku.
- ależ to Malina!
- Malina? – spytała niepewnie Koteczka, chowając kartkę do kieszeni – kim ona jest?
- a cholera ją wie. Przychodzi tutaj, błagając o powrót naszej byłej gwiazdy, Merlina. Pisze do niego listy! Od jego odejścia nie chce patrzeć na rozkładanie nóg, nawet moich… - zasmuciła się Gaba i chętnie przyjęła papierosa od empatycznej Koteczki
- wiesz gdzie mogę ją znaleźć?
- jest popularna w mieście, ale nikt nie wie gdzie mieszka. Chyba znam osobę, która mogłaby cię dalej pokierować…

Wspomniana Malina w owym czasie przemierzała Górę Zagłady, wynajętą na tę okazję przez Duśkę. Samotna wędrówka do Krainy Rozpaczy nie służyła jej. Pośród bezkresnych skał i beznadziejnej szarości, niewiasta kroczyła coraz mniej pewnie, wahając się, czy wykona zadanie. W końcu padła na kolana, podnosząc znany już zeszyt do góry i wrzeszcząc:
- MEEEEEEEEEEEEEERLIIIIIIIIIIIIN!

CDN

sobota, 24 grudnia 2011

Koteczka w krainie cyferek, cz.2

Wiedziała, że talent plastyczny kiedyś się przyda. Obraz sieroty był co prawda zniekształcony przez judasza, jednak metodą prób i błędów Koteczka otrzymała w końcu portret pamięciowy napastniczki. Mając jakiś punkt zaczepienia, zdobycie informacji było tylko kwestią czasu. Trzeba odwiedzić słynny przybytek „Czerwony buziaczek”.

Budynek w którym mieścił się klub w ogóle nie rzucał się w oczy postronnym obserwatorom. Koteczka wiedziała jednak czego szuka. Rozpoznała mury starej kamienicy i małą czerwoną lampkę w oknie. Zanim dotarła na miejsce, spostrzegła zamieszanie przy wejściu
- mówiłem, Niuta, oglądamy, nie dotykamy! – wrzeszczał goryl o gabarytach trzydrzwiowej szafy
- dla ciebie PANI Niuta, fagasie! – syczała purpurowolica Niuta, plując – po co wystawiacie żarcie, skoro nie można go zjeść??
- ma pani dożywotni zakaz wstępu do klubu! – zakomunikował ochroniarz, oddalając się. Niuta, korzystając z jego nieobecności, wdrapała się na rynnę i zerwała z muru plakat reklamujący usługi nowego striptizera – Manuela.
Koteczce zrobiło się żal wyrzuconej Niuty. Nie mogła jednak opóźniać swojej misji. Zdecydowanym ruchem nacisnęła klamkę i weszła do środka.
Wnętrze, niejednokrotnie przez nią odwiedzane (w celu zdobycia informacji!), nie zaskakiwało jej już swym zwyczajnym, przeciętnym korytarzem z tapetą w kwiatki. Mijając popiersie admina podeszła do okienka portiera.
- pani sobie życzy…?
- zamawiam Gabę – zakomunikowała Koteczka po raz któryś w swym życiu
- sala numer pięć. Nie muszę pani odprowadzać.
Dziewczyna pędem wbiegła na schody prowadzące na piętro. Nacisnęła stalowe drzwi i przeszła na drugą stronę rzeczywistości.
Nie dziwiła jej ani głośna muzyka ani ciemność przecinana snopami kolorowych świateł na suficie. W głębi sali znajdowało się królestwo Gaby – scena na podwyższeniu. Na widowni siedziała jak zwykle grupka atrakcyjnych młodych mężczyzn, którym ślina kapała z otwartych ust. Gaba właśnie kończyła swój występ saltem z wyskoku. Koteczka przywołała w pamięci wspomnienie pierwszej wizyty w klubie. Dowiedziała się, że najlepszą informatorką jest właśnie Gaba. Był to jej pierwszy występ. Koteczka była świadkiem nieudanego wyskoku, który zakończył się uderzeniem głową o rurę i pęknięciem majtek na pupie. Dziś nie musi już pocieszać płaczącej Gaby, która w swym fachu doszła do perfekcji.
- cześć, mam interes – oznajmiła nasza bohaterka, pokazując gwieździe portret złodziejki – wiesz kim jest?
- niestety nie widzę – rzuciła Gaba, beznamiętnie żując gumę – widziałaś, jak wykopali Niutę? Kretynka pożyczyła moje okulary, żeby odgrywać jakieś scenki z naszym nowym chłopaczkiem. Za bardzo wczuła się w rolę i ją wyrzucili, a ja nadal nie mam okularów.
- mam je dla ciebie zdobyć?
- jeśli ją dogonisz, może ci się uda.

Koteczka nie zastanawiała się ani chwili. Pędem zbiegła po schodach i wylądowała na zewnątrz. Niuta na szczęście nie była daleko. Właśnie rozkładała plakat na trawniku w parku.
- co robisz? – spytała zaciekawiona Koteczka, patrząc na leżącą na plakacie dziewczynę
- leżę – odparła szczerze Niuta i ponownie opadła na lico Manuela.
- mogłabyś zwrócić Gabie jej okulary? – nadzieja w głosie dziewczyny była nieco zbyt wyczuwalna, nawet dla Niuty.
- Gaba reprezentuje system, który zwalczam! – krzyknęła dumnie Niuta unosząc dłoń z wyciągniętym środkowym palcem
- nawet za czekoladę? – zaproponowała Koteczka
- może za Manuela z czekoladzie. – odparła Niuta, oblizując się.
„Jak mam zdobyć czekoladę? A Manuela w czekoladzie?” – pomyślała przerażona Koteczka, jednak odwaga przyćmiła rozsądek:
- w mlecznej, czy deserowej?

CDN

czwartek, 22 grudnia 2011

Koteczka w krainie cyferek, cz.1

- cóż za wspaniały dzień! – krzyknęła dziewczyna, zrzucając z siebie kołdrę w figury geometryczne. Dziś znów śniła o swej ulubionej liczbie, piątce. Ach, ten okrągły brzuszek, ten wystający ogonek, używany do niezbyt szlachetnych celów! Tak, piątka zdecydowanie jej się podobała.
Wstając, pospiesznie się ubrała i rzuciła okiem na biurko pełne książek i zeszytów. Praca domowa sama się nie odrobi!
Niedługo jednak cieszyła się z manewrowania piórem po powierzchni zeszytu. W całym mieszkaniu rozbrzmiała bezlitosna melodyjka dzwonka do drzwi.
- Kto taaam? – zawołała śpiewnie Koteczka zaglądając przez judasza. Jakaś perfidna istota postanowiła jednak zasłonić wizjer brudnym paluchem.
- czy ma pani jakieś drobne dla biednej sieroty? – wyk zza drzwi spowodował, że czułe serduszko Koteczki zabiło mocniej, okazując współczucie dla biedactwa na wycieraczce.
- proszę poczekać! Zobaczę czy mam jakieś pieniądze! – zakomunikowała dziewczyna otwierając drzwi. Nie zobaczyła. Przeszkodziła jej w tym pięść, która wyłoniła się z głębi klatki schodowej. Wokół Koteczki zapanowała ciemność.

Dryń dryń dryń! – telefon Duśki zawył przeraźliwie w najmniej odpowiednim momencie. Ona i jej zakupowy asystent (Pupek) właśnie stali w kilkumetrowej kolejce do kasy w supermarkecie.
- ohydne plebejskie miejsce… - wycedziła przez zęby. – DOMAGAM SIĘ OBSŁUGI BEZ KOLEJKI!
- ale maamo – zaczął nieśmiało Pupek, lecz jego wypowiedź została tradycyjnie przerwana przez rodzicielkę:
- JAKA MAMO?? NIE MA MAMY! – krzyknęła Dusia, dygocząc ze złości. – I ODBIERZ DO JASNEJ CIASNEJ MÓJ TELEFON!
Telefon Dusi spoczywał na samym dnie sklepowego wózka, przygnieciony kilogramami przedświątecznych zakupów. Pupek bezzwłocznie wskoczył do środka i zaczął odgrzebywać urządzenie machając swym gwiazdkowym prezentem – łopatą do odśnieżania. W końcu aparat ujrzał światło dzienne (sklepowe). Zniecierpliwiona Dusia zdzieliła latorośl łopatą w głowę i sama odebrała telefon.
- Dusia, słucham?
- kapral Męson melduje wykonanie zadania! – zakwiczała radośnie Malinka, dzierżąc zdobyty artefakt w wolnej dłoni.
- wyśmienicie – Dusia oblizała starannie umalowane usta – czekaj na dalsze instrukcje. Bez odbioru
Zamykając z impetem klapkę, nasza diwa spojrzała w przestrzeń i spostrzegła niebywałą okazję.
Kasa w oddali kusiła napisem „KASA DLA MATEK Z DZIEĆMI – BEZ KOLEJKI!”
Podniecona Dusia zlokalizowała w tłumie Pupka, który trzymając wózek nadal masował pokaźnego guza na swej głowie.
- prędko, do kasy dla matek z dziećmi! Mama każe! Raz raz! – krzyknęła podekscytowana
- JAKA MAMA? NIE MA MAMY! – wrzasnął Pupek i z płaczem wybiegł ze sklepu, po drodze tratując regał z czekoladą.
- A to mały… - stwierdzenie matki zostało zagłuszone przekleństwami obsługi usiłującej naprawić zniszczony regał

W czasie gdy Malinka zaciekawiona niczym sroczka oglądała swój łup, Koteczka powoli odzyskiwała przytomność.
- majtki są, cnota na swoim miejscu… - wyliczała przejęta. Po przeglądzie osobistym przyszedł czas na oględziny mieszkania. Gotówka, biżuteria i komputer były w nienaruszonym stanie. Czegoś jednak brakowało…
Błysk olśnienia zaskoczył ją tak, że zrobiła zeza i wyszeptała:
- mój… zeszyt… z… matematykiiiii! Ich mdleję. – po czym zemdlała.

Gdy w końcu doszła do siebie, postanowiła, że nie będzie zwlekać. Na pewno porwanie zeszytu było sprawką żebrzącej sieroty. Bez dalszych opóźnień przywdziała swój prochowiec i ruszyła do miasta. Pora zdobyć informacje.

CDN