Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Molka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Molka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lutego 2012

Pupek panem przestworzy, część pierwsza

- PUPEK! GDZIE DO DIABŁA JEST MOJE LATTE? – krzyknęła zbulwersowana Dusia, dmuchając na świeżo pomalowane paznokcie.

- już, już, niosę! – zawołał Pupek biegnąc z tacą zawierającą dusine latte i masę innych jadalnych przyjemności. Niestety, na trasie Pupek-stolik nagle pojawiła się Molka bawiąca się jedną ze swych piłeczek. Noga nieszczęsnego chłopca napotkała przeszkodę w postaci brzuszyska Molki, a taca, którą trzymał, poszybowała niczym Adam Małysz w czasach swojej świetności. Sławetne latte wzbiło się w powietrze i z gracją wylądowało na jedwabnej sukience Dusi, zaś pierniczki, ku wielkiej uciesze Molki, rozsypały się na podłogę.

Duśka, w przeciwieństwie do swej ulubienicy wcale nie była ucieszona. Jej twarz nabrała barwy głębokiego burgundu, zęby zgrzytały, a włosy zjeżyły się na jej szlachetnym czerepie.

- Pppp… - wycedziła pierwszą spółgłoskę, co zaalarmowało biednego Pupka. Do chłopca dotarł komunikat: „wiej, chłopie, zanim jej służba wbije ci widły w odwłok!”.

- Uuuu… - dźwięk przeszywał przestrzeń niczym strzała pokonująca drogę do tarczy. Pupek zdążył podnieść się z ziemi.

- Pppp… - dlaczego nogi odmawiały mu posłuszeństwa? Kątem oka widział rodzicielkę i wałek w jej zacnej dłoni.

- Eeeeek! – chłopiec zwiał przez okno.

- &^^$#I*^& - klęła pod nosem Dusia, obserwując służącą sprzątającą na kolanach powstały bałagan – niewdzięczny bękart. Zmęczyłam się i mam migrenę. – to mówiąc, opadła szlachetnie na kanapę.

Tak naprawdę Dusia była zaniepokojona postawą Pupka. Zazwyczaj syn posłusznie przyjmował karę. Raz nawet sam zszedł do piwnicy i zakuł się w dyby! Tym razem jednak zbiegł z miejsca zdarzenia. Czy jej ukochany potomek wszedł w okres buntu? Czyżby stracił do niej zaufanie? Dusia patrzyła smutno w przestrzeń, gdy Molka wyksztusiła wyschnięty pierniczek.

Świat stał otworem przed naszym małym bohaterem. Wędrował on ścieżkami, dróżkami, miastami, mając w kieszeni tylko kilka groszy (reszta z zakupów dla Matki), wyschnięty pierniczek z tacy i karteczkę z numerem telefonu. Chłopiec wszedł do przydrożnej budki telefonicznej i wystukał numer z karteczki.

- ciocia Czocher? Mówi Pupek.

- Pupeczku, moje maleństwo! Co znowu zrobiła niedobra mamusia? – spytała ciocia Czocher z troską w głosie

- w zasadzie nic… zleciła mi tajną misję! Czy mógłbym posiedzieć u cioci kilka godzin?

Najedzony i napojony przez ciocię Czocher Pupek uznał, że nie może dłużej pasożytować na tej szlachetnej istocie. Chciał skorzystać z wolności. Przechadzając się po parku, dostrzegł ogłoszenie:

CHCESZ BYĆ WOLNY NICZYM PTAK I NIE PODLEGAĆ NAWET PRAWOM GRAWITACJI? MARZYSZ O PODĄŻANIU ŚLADAMI GAGARINA? ZADZWOŃ!

Do kartki dołączony był numer telefonu. Przygnębiony Pupek wysupłał z kieszeni ostatnie grosiki.

- ech. Znowu nie zjem obiadu…

Zrezygnowany wrzucił drobne do automatu i połączył się z numerem z ogłoszenia.

*tuuuuuuuut*

- PiechotąDoGwiazd Sp.z.o.o, przy telefonie Basia!

- Dzień dobry, chciałem się zapisać na wycieczkę. – zaczął nieśmiało Pupek, lecz ciepły głos pani Basi szybko go uspokoił.

- proszę podać cel wyprawy. – szepnęła uwodzicielsko pani Basia

- no nie wiem… jakaś inna galaktyka chyba.

- wszystko da się ustalić w naszym biurze. Imię i nazwisko?

- Pupek Fukuszima.

- gratuluję, Pupku! Już niedługo zostaniesz panem przestworzy!

Kilka dni później, Pupek zdenerwowany czekał na parkingu przed stacją kosmiczną. Gdyby miał pieniądze, kupiłby papierosy. Mama nie pozwalała mu jednak próbować swoich papierosów. Mały Pupek bawił się więc skrętami z papieru toaletowego z wkładem z kapusty. Mama bardzo się wtedy denerwowała, ponieważ zabawka jej pierworodnego powodowała niewyobrażalny smród, zidentyfikowany najpierw jako atak biologiczny ze strony Czochera. Dusia prędko zorganizowała kosztowną obronę swej twierdzy, a wiadomość o fałszywym alarmie skończyła się atakiem histerii Dusi i bolesnym laniem w przypadku Pupka.

Obecny Pupek szykował się do wejścia. Nacisnął klamkę drzwi, przeszedł długi, biały korytarz i wszedł do pomieszczenia przypominającego laboratorium. W środku czekała na niego jednoosobowa, kosmiczna maszyna.

- panie Pupku, jest pan gotowy?

wtorek, 14 czerwca 2011

Odwieczna wojna część 2

Ostatnim razem zostawiliśmy naszą bohaterkę-Czochera podczas ucieczki do Krainy Słodkości.
W tym samym czasie Duśka i jej wierny pies, Molka, grały głową Bin Ladena w zbijaka.
-Dusiu, Dusiu!- słychać było nagle rozdzierający ryk Molki- PIŁECZKA SIĘ POPSUŁA!
Zrezygnowana Duśka poszła za źródłem hałasu. Faktycznie, nos Bin Ladena odpadł a z dziury w głowie dyndał mózg na rdzeniu kręgowym. Molka była już bliska rozpaczy. Duśka musiała prędko coś wymyślić.
-Nie martw się, Molciu... Znajdziemy ci nową piłeczkę, co? Jaką byś chciała?- spytała, klepiąc psa po pysku. Molci zaświeciły się oczy.
-A mogłabym dostać piłeczkę Czochera?- spytała z nadzieją.
Duśka usmiechnęła się pod noskiem.
-Ależ oczywiście. Oczywiście. Mamusia ci ją załatwi...- powiedziała, po czym oddaliła się w kierunku swego pałacu.

_____________________________________________

Czocher była już prawie u celu. Mijała rzędy neonowo różowych znaków informujących ją, że 'za 10 słodkich metrów skręć w prawo :*' i tym podobne. Tracąc powoli wzrok na tych neonowych światłach, w końcu ujrzała ten upragniony- ostatni - 'Kochanie! Witaj w moim zameczku!'. Z ulgą otworzywszy oczy, wysiadła z Czocheromobilu by stanąć na różowej trawie swoimi szlachetnymi stópkami. Nagle zewsząd napadł ją atak słodkości. W tej krainie wszystko było różowe, białe, błękitne, cytrynowe czy malinowe. Wszystko ociekało słodyczą. Ujrzała ostateczny cel swej podróży- pałac. Pałac z różowego szkła. Przy wejściu powitały ją jednorożce i śpiewające koty. Czując, że zbiera jej się na wymioty, jak najszybciej pragnęła dostać się do Królowej. Wreszcie jeden z jednorożców otworzył jej wrota, wołając:
-Wasza Królewska Słodkość! Przybyła Czocher!- po czym odszedł, zostawiając Czochera na łasce słodkości.
Niepewnie stojąc na pluszowym dywanie, Czocher próbowała dostrzec gdzieś Królową. Nagle usłyszała dźwięk dzwoneczków i melodyjny śpiew. To był Ona.
Najsłodsza we wszechświecie. Zamiast krwi płynie w niej miód. Łzy to sam cukier. Oczy błyszczą jak lukier. Niepowtarzalna.
Carolli._________________________________________

Tymczasem Duśka w swym pałacu obserwowała chlipającą Molkę nad głową Bin Ladena. W myślach knuła już genialny,niecny plan.
Hipsterzy byli za słabi. Nie zdobędą głowy Czochera, mieli tylko zniszczyć jej psychikę.
Śmierć Czochera, zwycięstwo Duśki, przejęcie władzy nad światem i głowa Czochera do zabawy. To się wydawało być idealnym sposobem na spędzenie wieczności.
Musi tylko wymyśleć, jakby ten plan zreazlizować.
Uśmiech pod nosem zwiastował sukces.
-Sługo!-zawołała. Nie doczekawszy się nikogo, zawołała raz drugi. -Sługo! SŁUGO!!!
Nasłuchiwała, lecz nikt nie nadchodził.
-CAROLLI!- zawołała już wściekła. -Gdzie ona się podziewa?- denerwowała się, nie mogąc nigdzie znaleźć wiernej służki.
-Niech to szlag z taką niekompetentą obsługą! W dzisiejszych czasach piekielnie trudno o dobrego sługę- narzekała.
Nic nie szkodzi. Poradzi sobie bez niej.
Wielki Plan Zabicia Czochera czas było zacząć.
________________________________

-Carolli?- oniemiała Czocher. - To TY jesteś Królową Słodkości? Jakim cudem?! Przecież jesteś po stronie Duśki...-wpadała w panikę, czując już jakiś podstęp.
-Nie bój się,kochanie.- zaświergotała Carolli. - Nie zrobię ci krzywdy. Czekałam na ciebie od dawna. Przybywasz tu,bo potrzebujesz pomocy, prawda?Biedaczysko...
-Tak ta,dokladnie tak, Duśka nasłała na mnie armię hipsterów... W dodatku nie mam się czym jej zrewanżować, mam kiepski okres i...
-Cicho kochanie,cicho... Doskonale wiem, jak ci pomóc. I z przyjemnością to zrobię....
-Naprawdę?!...
-...ALE musisz mi pomóc. Zadam ci jedno, jedyne pytanie.- zbliżyła się do Czochera, zapalając różowe cygaro o smaku waty cukrowej- Czy chcesz zniszczyć Duśkę?
-Oczywiście!- żachnęła się Czocher.
Carolli prychnęła.
-Czocherku. Pytam się, czy chcesz ją zniszczyć. Zabić. Zmieść z powierzchni ziemi. Wtedy przejmiemy razem władzę nad światem... I nikt nam nie będzie przeszkadzał.
Do Czochera powoli zaczynała docierać ta piękna wizja.
-Jest jeden problem- kontynuowała Carolli - Czy będziesz w stanie zabić swojego odwiecznego wroga? Czy przez te wszystkie wspólne stulecia nie staliście się sobie bliskie? Zabijając ją, zabijesz cząstkę siebie. Swoj wróg to tak jak przyjaciel...
Czochera zaczęły teraz nachodzić negatywne myśli. Szybko je jednak odrzuciła.
-Zgoda. -powiedziała. -Zabijemy gnoja.
-I o to mi chodziło -mruknęła z zadowoleniem Carolli, nalewając sobie ognistej różowej whisky.



niedziela, 5 czerwca 2011

Odwieczna wojna...

Dziewczynę obudził potworny, szczypiący w oczy smród. Wyskoczyła z łóżka, desperacko szukając po pokoju maski gazowej. Założywszy ją, mogła wreszcie zlokalizować źródło paskudnego zapachu. Źródło okazało się leżeć bezczelnie w jej łóżku.
-PUTIN!-krzyknęła owa dziewica.
-Cześć, maleńka. Jak ci się podobało w nocy?-spytało owo coś nazwane Putinem.
Nasza...prawdopodobnie już nie-dziewica poczęła groźnie na niego warczeć, obnażając śnieżnobiałe zęby spragnione krwi. Brutalnie chwyciła biednego Putina i zaczęła targać go po schodach.
-Czocherku! Kochanie ty moje! Nie rób tego! -krzyczał Putin, który prawdopodobnie wiedział, jaki los go czeka. Jednak jego luba go nie słuchała. Wkroczyła do małego, ciemnego pomieszczenia i zaświeciła światło.
-Nie... -przerażony Putin zdrętwiał. -Tylko nie to... nie rób mi tego! -błagał Czochera.
Ta jednak nie zważała na jego prośby. Podeszła do pralki stojącej w kącie i brutalnie wepchnęła do niej szarpiącego się Putina. Zatrzasnęła drzwiczki i z furią w oczach ustawiła temperaturę na 90 stopni i włączyła funkcję wirowania.Pralka zaczęła leniwie obracać bęben z Putinem w środku.Po chwili w całym domu rozbrzmiał szatańsko jaskrawy śmiech Czochera.
-Smród zlikwidowany- mruknęła zadowolona pod nosem, po czym poszła do pokoju, by móc w spokoju rządzić swoim małym państwem.Czocher-zła-królowa i jej Putin w pralce.
______________________________________________________________________________


W tym samym czasie, w miejscu, gdzie nawet światło nie dociera(nie, to nie jest dupa Murzyna) w miejscu, gdzie czarny jest bardziej czarny od czarnego u Czochera, w miejscu,gdzie smród jest bardziej smrodliwszy i wszytsko jest lepsze, niż tam, gdzie jest Czocher, mieszkała dziewczyna zwana Dusławą -w skrócie Dusią.

Duśka nienawidziła Czochera. Wręcz nią gardziła. Od wieki wieków te potężne kobiety ze sobą rywalizowały, przy okazji niszcząc i pustosząc wielkie obszary. Niestety nic nie zapowiadało wygranej jednej z nich ani pogodzenia się obu stron. Były one jak boginie greckie. Wściekle, wyżywały się na zwykłych śmiertelnikach. Z czasem ludzie zaczęli składać im ofiary z pokemonów, emo i różnych odmian wannabe. Tak naprawdę przysporzyli im nowego powodu do kłótni- obydwie obserwowały dary, jakie dostawała ta druga. Jeśli nie daj Boże jedna dostała gorszą ofiarę, mściła się okrutnie. Największą karą, jaka zaznała ludzkość pod skrzydłami Duśki, było zabranie z ziemi w 1994 Kurta Cobaina. Jednak Czocher, chcąc być lepszą, zabrała Ryszarda Riedla, a w zamian dała światu Justina Biebera. Było to okrutne posunięcie. Dusia od tej pory próbowała nadrobić straty wszelakimi trzęsieniami, wybuchami, tornadami i różnymi takimi. Pewnego razu stworzyła Rebeccę Black, jednak ta była na tyle niedopracowana i słaba, że ludzkość zniszczyła dziewczynkę w jeden dzień.

Duśka siedziała na swoim tronie, próbując wymyśleć kolejną zemstę na Czocherze. Nie dość, że jej plan 'Rebecca Black nauczycielem dni tygodnia' się nie powiódł, to jeszcze tajny agent Putin przeszedł na stronę Czochera.
-Do stu tysięcy... -myślała chwilę, chcąc znaleźć jakieś ładne określenie-...Do stu tysięcy MakWrapów! Nie starczyło jej,że zamknęła wszystkie jednorożce na ziemi?!-rozgoryczona Duśka wstała i ruszyła w kierunku drzwi. Jej wierna gadająca sucz, Molka,podążyła za nią.
-Porzucamy dzisiaj piłeczkę? - spytała z nadzieją. Piłeczką Molka nazywała głowę Osamy Bin Ladena (który to został zesłany przez Czochera i tryumfalnie zabity przez Duśkę)
-Nie- warknęła Duśka-Dzisiaj musimy zemścić się jakoś na Czocherze.
-Może ześlemy na jej królestwo armię Sucharów i Pozerów?
-Nie, Molciu, to juz bylo i jest niemodne. Mam lepszy pomysł. SŁUGA!!-zawołała.
Do pokoju wkroczyła przestraszona dziewczyna.
-T-t-t-tak, Wasza Mrocznośc?-wydukała.
-Za pięć minut chcę widzieć na swoim placu armię tych, no, hipsterów. Tak, hipsterów. Tego jeszcze nie miała, to ją zniszczy! - dodała jeszcze do siebie.
-Tak jest!
-Możesz odejść, sługo. Tak właściwie... jak miałaś na imię?...
-Carolli, Wasza Mroczność.
-A, fakt. Dobra, idź już. I pamiętaj, masz pięć minut.
Duśka z zadowoleniem wyjrzała przez mroczne okno.
-Właściwie, Molciu, to możemy dzisiaj porzucać piłeczką-rzekła, gdy ujrzała zmierzających ku Czocherowi hipsterom.
Dusia i Molka podziwiają swą armię hipsterów.
_________________________________________

-Co jest?! - krzyknęła z niedowierzaniem Czocher,widząc armię idącą w jej stronę. Miarka się przebrała, Duśka przesadziła. Co gorsza, Czocher nie miała nic w zanadrzu. Czuła, że nie podoła hipsterom.
-Chcę umrzeć- wyszeptała- Ciężarówko proszę przejedź...
Jednak czuła, że nie może się tak łatwo poddać.
-Jest tylko jedna osoba, która może mi pomóc- orzekła.
Po czym wsiadła do Czochermobilu i poczocherowała w stronę jasnej, świetlistej krainy ociekającej zlotem, różem, słodyczami i przepychem.

CDN.