Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niusii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niusii. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 czerwca 2011

We don't need no education


- azaliż gżegżółka brzdąkając… - mruczała pod nosem usiłując znaleźć odpowiednie słowo. Nie, nie zajrzy do słownika. Nie da im tej satysfakcji. Niech wiedzą kto tu jest mistrzem ortografii.
Paulinka zamknęła laptopa i udała się na zasłużony odpoczynek po ciężkim dniu, obfitującym w tępienie analfabetów i dbanie o czystość języka. Gdzież rodzą się te wszystkie dysmózgi??

Jej znajoma była w siódmym niebie. Już od rana buszowała w sieci wyszukując przeróżne zagadnienia i odpowiadając na pytania zniecierpliwionej młodzieży.
- ciociu Marchewko, wyskoczył mi pryszcz na samym czubku nosa! Maciek nie będzie chciał mnie pocałować! – komunikat wiadomości wprawił ekspertkę w zadowolenie
- uspokój się. Przede wszystkim umyj twarz ciepłą wodą i zastosuj płyn Takiśmaki. Jest wybawieniem. Następnie odczekaj kilkanaście minut (nie rozgrzebuj brudnymi paluchami!) i spróbuj delikatnie zamaskować niedoskonałość. Nie ma za co – napisała dumna znawczyni tematu, zadowolona ze swej pozycji nadrzędnej. „Uświadamiam młodych, daję im wiedzę, niosę kaganek oświaty!” – pomyślała podniecona przeciągając się. Tak, ten dzień zaczynał się dobrze. Wypadałoby ruszyć zad i wyjść na zewnątrz. Ale tak jej się nie chce.

Poranek był rześki i spokojny. O dziwo, na ulicach tłumy. Pośród szarej masy przechodniów przechadzała się kolorowa istota odziana w pawie pióra.
- TEN BIEBER TO JEST IDEAŁ! ON UMI ŚPIEWAĆ, JAK TYLKO WESZED NA SCENEM ZROBIŁ SIE APLAUS! – krzyczała jakby do siebie. Tego było za wiele. Poruszona Paulina czym prędzej doskoczyła do dziewuszki w celu skorygowania rażących błędów.
- halo! Dziewczynko w piórkach! – nawoływała, jednak dziewczę oddalało się od niej, jak gdyby nie słyszało jej głosu. Podążając za postacią, bohaterka kilkukrotnie nawoływała usiłując zwrócić uwagę na okropne błędy w wypowiedzi. W końcu nieznajoma przystanęła i odwróciła się do Pauliny, stojącej kilka kroków za nią. Znajdowały się w wąskiej uliczce nieopodal starej kamienicy.
- masz mi coś do powiedzenia? – spytała dziewczyna z ironicznym uśmieszkiem
- nie mówi się „umi”, tylko „u…” – zaczęła Paulina zero sześć zero cztery, lecz nie skończyła zdania. Subtelny aromat eteru połechtał jej nozdrza zanim zdążyła pomyśleć „aj low słownik”.


Wieść o zaginięciu Pauliny szybko rozprzestrzeniła się wśród wszystkich, których kiedykolwiek poprawiła, a było tej czeladki sporo. Do osób zainteresowanych tą zagadką szybko dołączyła nieomylna Marchewka, stawiając sobie za cel rozwiązanie tajemnicy.
Na zgromadzenie członkowskie przybyło sporo osób związanych z klubem. Nie wszyscy się znali, lecz postanowili połączyć się we wspólnym celu, za jaki uznali odnalezienie Pauliny.
Z tłumu zszokowanych istot wyłoniła się postać eteryczna, wątła i wspaniała, powodując dziwne uczucie w różnych częściach ciała marchwi, a dziewczyna była pewna, że jej genialny umysł postanowił zakończyć swój żywot i jej oczom ukazał się anioł u bram niebios.
- Mmarchewka, tak? – spytał nieśmiało chłopiec, wyciągając rękę  – jestem Piotruś.
Więc był prawdziwy. Jedyny w swoim rodzaju, bishounen.

Chwile spędzone z Piotrusiem pozwoliły Marchewce odkryć nieznane zakamarki jej duszy. To podniecenie, gdy trzymała jego rękę, ten zachwyt nad jego urodą, ta dobroć… To właśnie dobroć sprawiła, że zapisał ich oboje do patrolu, który miał przeprowadzać poszukiwania Pauliny.
Podczas wieczornych poszukiwań, zaopatrzeni w latarki przeczesywali pobliski lasek sosnowy. To właśnie tutaj Paulina uwielbiała przesiadywać ze swoim jedynym przyjacielem, słownikiem Alojzym. Młodzi kochankowie ochoczo zeszli ze ścieżki, by zagłębić się w zarośla.
Nagle dziewczyna usłyszała świst i poczuła, że odrywa się od ziemi
- RATUNKUUU! CO SIĘ DZIEJE?
- wisisz. – odparł ze stoickim spokojem Piotruś, ani trochę zaskoczony pułapką, w której znajdowała się Marchewka, po czym odszedł w kierunku miasteczka.


Paulina, budząc się z okropnym bólem głowy od razu poczuła, że zbiera jej się na wymioty.
- ożesz… krew! – sapnęła, jednak uspokoiła się, czując przyjemny, owocowy zapach – no tak, mama robiła budyń…
Rozglądając się po lochu, w którym panował półmrok, dostrzegła łańcuchy, miskę i Marchewkę. Chwileczkę, Marchewkę? Wzrok jej nie mylił. Zielone włosy, mina konesera…
Przez wąskie okienko dostrzegła stos patyków porozrzucanych bez ładu i składu oraz gromadę spoconych facetów przerzucających węgiel z jednego zbiornika do drugiego.
Wtem rozległ się dźwięk otwieranego zamka i do lochu wpadł snop światła zza drzwi. We wrotach stały dwie smukłe i śmiałe autorki wyzwolenia uwięzionych dziewcząt.
- chwilę. Irenka? Niusi? – wymamrotała Marchew, nie do końca wiedząc gdzie jest i o co chodzi
- my we własnych dwóch osobach. Przybyłyśmy na ratunek. Zrobimy drugą apokalipsęęę? – spytała Irenka z nadzieją w głosie
- dobra, o tym pomyśli się później. Co się dzieje i dlaczego tu jesteście? – spytała zdezorientowana Paulina.
- zobaczycie jak się stąd ulotnimy. Przy okazji, zamknijcie oczy jak będziemy wychodzić.
Ostatnia rada nie została wysłuchana i tak oczom oswobodzonych ukazała się Mikropiksel siedząca okrakiem na kolanach zadowolonego z życia strażnika, jednocześnie dająca im znaki na migi.

- Irenka, masz wszystko?
- tak! - Odparła dumna dziewczyna – klucze oddane, kukły w workach są, buraki też. Carolli była zbyt zajęta… ale teraz patrzcie i oglądajcie cyrk.

Na widowisko nie trzeba było długo czekać. Gromadzony przez spoconych maczo węgiel zapłonął ciepłym blaskiem, pochłaniając suche patyczki tworzące dwa stosy. Na podwyższenie wstąpiły reprezentantki loży honorowej, Igas i Carolli.
- nadeszła wiekopomna chwila! – zaczęła Carolli tonem godnym fuhrera, jednak Iga szybko odebrała jej mikrofon
- no powiem po prostu: pieprzyć władzę, zasady i elementy ją reprezentujące! Pieprzyć reguły, słowniki i ekspertów! Na stos!
Po tych słowach spoceni maczo-meni wynieśli na zewnątrz dwa worki o wiadomej dla zgromadzonych zawartości i rzucili je na pastwę języków ognia.
Publiczność pod wodzą wiatrówki zaczęła krzyczeć i śpiewać, a Piotruś, ogarnięty euforią zaczął skandować: „NIE MA OŚWIATY! NIE MA OŚWIATY!”

Gdy worki zostały już pożarte przez ogień, nad horyzontem pojawiły się dwie postaci unoszące się kilkanaście metrów nad ziemią. Dosiadały one słynnych buraków Carolli.
- no chyba nie! – krzyknęła Paulina – Carolli? Duśka? Jak mogłyście?
- włacha! – wrzasnęła Marchew i pokazała zgromadzonym faka.
- niedoczekanie wasze! – syknęła Paulina z wyrazem triumfu na twarzy.
- nno! Włacha!

Dalszych wypowiedzi nie sposób przytoczyć, gdyż zgorszyłoby to małoletnich przeglądających tego bloga. Warto jednak wspomnieć o stratach i reakcjach tłumu na cudowne pojawienie się skazanych.
Carolli, jako zapalona hodowczyni buraków w przypływie złości pozbawiła się wszystkich włosów na głowie, grożąc dziewczętom pozwem o kradzież mienia. Czocher i Duśka, jedne z głównych mózgów intrygi mogły z powodzeniem startować w konkursie na sobowtóra ragemana, przy czym ta ostatnia wybiła sobie dwie jedynki w starciu ze strażnikiem, który zapinając spodnie próbował przekonać ją, że nie miał nic wspólnego z tym zajściem. Igas miała wszystko gdzieś i w spokoju popijała Spermę Szatana.

Irenka i Niusi, wprawdzie skazane na banicję, odnalazły szczęście na pobliskim osiedlu bloków, gdzie założyły rodziny i do samej śmierci opowiadały potomkom o swym udziale w kolejnej apokalipsie, z radości sikając i srając landrynkami.

Paulina opracowała własną edycję słownika ortograficznego, a Marchew wystąpiła w kilku spotach reklamowych. Kandydowała również do parlamentu europejskiego.

I żyli długo i gównianie, ale szczęśliwie.

sobota, 4 czerwca 2011

Opowiastki z zakrystii

„Zofio, nie możemy być razem. Złożyłem przysięgę… Ale ja… Ja tak bardzo cię kocham!”
- auuuuu! Jakie to wzruszające! – zawyło dziewczę o imieniu Gabriela, znane przez otoczenie jako Niusii.
Zafascynowana losami księdza Ferdynanda, codziennie czytywała o jego przygodach i marzyła, że któregoś dnia spotka ją podobne wyzwanie. Nie przypuszczała jednak, że stanie się to niebawem…

***

- proszę księdza, proszę księdza! Ksiądz szalika zapomniał!
- Aniela, ile razy mam ci mówić, że jest lipiec? – Zbigniew, młody kapłan z małej miejscowości aż spochmurniał. – bój się Boga, przecież się usmażę!
- nie pyskuj ksiądz! Takie to młode a już pyskate – mruknęła gospodyni dusząc mężczyznę szalikiem, powodując nagły wytrzeszcz gałek ocznych – z panem Bogiem!

***

- Niusiu! Otwórz drzwi! Ksiądz przyjdzie! I okna! – sapnęła babcia
- KSIĄDZ? ALE JAK TO? JAK WYGLĄDAM? – krzyknęła podniecona dziewczynka – i po co okna? Będzie wskakiwał? To trzecie piętro!
- Nie, tępa idiotko, duszno mi! Konam! – powiedziała zniecierpliwiona babcia, choć jeszcze miała odrobinę sił.
Rzeczony ksiądz zjawił się po jakichś piętnastu minutach. Witając się z wierną parafianką, nawet nie zwrócił uwagi na jej dorastającą wnuczkę, lecz ta już postanowiła – Zbigniew zrzuci dla niej sutannę.
Pomimo bezpodstawnego wezwania kapłana do namaszczenia, mężczyzna wcale się nie obraził. Wypił pyszną herbatkę zagryzając herbatniki kupione pospiesznie przez dziewczę w pobliskim markecie dla najuboższych. Wychodząc podziękował za gościnę i pospiesznie udał się z powrotem na plebanię.
Wtedy Niusi dostrzegła okazję jedną na milion. Leżała spokojnie na podłodze w przedpokoju. Nawet nie drgnęła. Nawet jej tam nie zauważył. Dziewczyna skoczyła w miejsce, w które uprzednio się tak wpatrywała. „Mam ją!” pomyślała. „Komórka księdza Zbigniewa!”.

***

„Jesteś bardzo seksowny. Włóż sutannę, a będę twoja! Nie powiem nikomu!”
Zbigniew ze zdumieniem wpatrywał się w ekran świeżo odzyskanego telefonu. Dobrze że pani Petronela wykazała się postawą obywatelską i zatelefonowała na plebanię informując o znalezisku. Jego radość przyćmił jednak szok, gdy o czwartej nad ranem urządzenie „zamrygało” informując o owej wiadomości tekstowej. Widocznie miał cichą wielbicielkę. „Za mundurem panny sznurem” pomyślał. „Zajmę się tym później.”

Wymiana smsów trwała jeszcze kilka dni. Tajemnicza adoratorka Zbigniewa zapewniała o dozgonnym uwielbieniu i - co najważniejsze – dyskrecji. Zbyszek podjął decyzję. „Spotkam się z tą uroczą damą”.

***
- kiecka jest, mejkap jest… - mruczała Niusi wieczorem przed wejściem na plebanię. – dobrze że nie kazał mi przyjść między jedną mszą a drugą, ktoś mógłby donieść babci!
Stojąc przed budynkiem zastanawiała się, czy dobrze robi. Nikomu nie mówiła o swojej fascynacji „innymi żołnierzami”. Nie zrozumieliby. W końcu postanowiła wejść. Nacisnęła klamkę przeszklonych drzwi i weszła do środka.
- halo? Proszę księdza?? Jest tam kto? – pytała nieśmiało. Zdecydowała jednak, że zahukane dziewczę pozostanie na zewnątrz, a ona, świadoma i pewna siebie kobietka zdecydowanym krokiem wejdzie na pokoje.
Na plebanii nie było nikogo. Rozglądając się w środku podziwiała gustowne wnętrze, jednocześnie zastanawiając się, gdzie może być toaleta. Nagle światło zgasło. Zdezorientowana dziewczyna nie podjęła żadnej akcji, gdyż była zbyt zszokowana nagłą nieobecnością światła. Zastanawiając się, nad przyczyną zdarzenia nie usłyszała kroków…
Nagle poczuła coś, co uwolniło głos w jej gardle i na cichej, spokojnej plebanii rozległ się niewieści, dziewiczy krzyk. Od stóp do głów pokryta była lepką mazią o dziwnym, owocowym zapachu. Wolała nie wiedzieć, co to jest i kontynuować krzyk.
- Dobra robota Zbyniu! – powiedział znajomy głos i w tym momencie zapaliło się światło.
Dziewczynka, pokryta mieszanką zielonego, pomarańczowego i żółtego kisielu stała przed gromadką wyglądająca niczym pogromcy duchów zaopatrzeni dodatkowo w noktowizory. W roboczych fartuchach wystąpili przed nią gospodyni Aniela, babcia Petronela i naturalnie ksiądz Zbigniew, dzierżący dumnie miotacz zielonego kisielu i oblizujący wylot broni.
- pycha – szepnął mlaskając.
- zachciało się małolacie romansów – prychnęła oburzona Aniela patrząc z wyrzutem na biedną Niusi, której kisiel kapał nawet z nosa.
- muahahaha, jestem mózgiem tysiąclecia! Zbyniu, przybij! – zarechotała babcia, która w ostatnich dniach nagle odzyskała wigor.
Zbyniu posłusznie przybił babci żółwia jednocześnie proponując zgromadzonym w pokoju pyszną herbatkę, bo właśnie kupił miętową.