- cóż za wspaniały dzień! – krzyknęła dziewczyna, zrzucając z siebie kołdrę w figury geometryczne. Dziś znów śniła o swej ulubionej liczbie, piątce. Ach, ten okrągły brzuszek, ten wystający ogonek, używany do niezbyt szlachetnych celów! Tak, piątka zdecydowanie jej się podobała.
Wstając, pospiesznie się ubrała i rzuciła okiem na biurko pełne książek i zeszytów. Praca domowa sama się nie odrobi!
Niedługo jednak cieszyła się z manewrowania piórem po powierzchni zeszytu. W całym mieszkaniu rozbrzmiała bezlitosna melodyjka dzwonka do drzwi.
- Kto taaam? – zawołała śpiewnie Koteczka zaglądając przez judasza. Jakaś perfidna istota postanowiła jednak zasłonić wizjer brudnym paluchem.
- czy ma pani jakieś drobne dla biednej sieroty? – wyk zza drzwi spowodował, że czułe serduszko Koteczki zabiło mocniej, okazując współczucie dla biedactwa na wycieraczce.
- proszę poczekać! Zobaczę czy mam jakieś pieniądze! – zakomunikowała dziewczyna otwierając drzwi. Nie zobaczyła. Przeszkodziła jej w tym pięść, która wyłoniła się z głębi klatki schodowej. Wokół Koteczki zapanowała ciemność.
Dryń dryń dryń! – telefon Duśki zawył przeraźliwie w najmniej odpowiednim momencie. Ona i jej zakupowy asystent (Pupek) właśnie stali w kilkumetrowej kolejce do kasy w supermarkecie.
- ohydne plebejskie miejsce… - wycedziła przez zęby. – DOMAGAM SIĘ OBSŁUGI BEZ KOLEJKI!
- ale maamo – zaczął nieśmiało Pupek, lecz jego wypowiedź została tradycyjnie przerwana przez rodzicielkę:
- JAKA MAMO?? NIE MA MAMY! – krzyknęła Dusia, dygocząc ze złości. – I ODBIERZ DO JASNEJ CIASNEJ MÓJ TELEFON!
Telefon Dusi spoczywał na samym dnie sklepowego wózka, przygnieciony kilogramami przedświątecznych zakupów. Pupek bezzwłocznie wskoczył do środka i zaczął odgrzebywać urządzenie machając swym gwiazdkowym prezentem – łopatą do odśnieżania. W końcu aparat ujrzał światło dzienne (sklepowe). Zniecierpliwiona Dusia zdzieliła latorośl łopatą w głowę i sama odebrała telefon.
- Dusia, słucham?
- kapral Męson melduje wykonanie zadania! – zakwiczała radośnie Malinka, dzierżąc zdobyty artefakt w wolnej dłoni.
- wyśmienicie – Dusia oblizała starannie umalowane usta – czekaj na dalsze instrukcje. Bez odbioru
Zamykając z impetem klapkę, nasza diwa spojrzała w przestrzeń i spostrzegła niebywałą okazję.
Kasa w oddali kusiła napisem „KASA DLA MATEK Z DZIEĆMI – BEZ KOLEJKI!”
Podniecona Dusia zlokalizowała w tłumie Pupka, który trzymając wózek nadal masował pokaźnego guza na swej głowie.
- prędko, do kasy dla matek z dziećmi! Mama każe! Raz raz! – krzyknęła podekscytowana
- JAKA MAMA? NIE MA MAMY! – wrzasnął Pupek i z płaczem wybiegł ze sklepu, po drodze tratując regał z czekoladą.
- A to mały… - stwierdzenie matki zostało zagłuszone przekleństwami obsługi usiłującej naprawić zniszczony regał
W czasie gdy Malinka zaciekawiona niczym sroczka oglądała swój łup, Koteczka powoli odzyskiwała przytomność.
- majtki są, cnota na swoim miejscu… - wyliczała przejęta. Po przeglądzie osobistym przyszedł czas na oględziny mieszkania. Gotówka, biżuteria i komputer były w nienaruszonym stanie. Czegoś jednak brakowało…
Błysk olśnienia zaskoczył ją tak, że zrobiła zeza i wyszeptała:
- mój… zeszyt… z… matematykiiiii! Ich mdleję. – po czym zemdlała.
Gdy w końcu doszła do siebie, postanowiła, że nie będzie zwlekać. Na pewno porwanie zeszytu było sprawką żebrzącej sieroty. Bez dalszych opóźnień przywdziała swój prochowiec i ruszyła do miasta. Pora zdobyć informacje.
CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz