Czerwiec 2011.
Znudzona Muchomorek przewijała kolejne, rosnące jak grzyby
po deszczu blogi o Stardoll.
„Carolli jest przemądrzała i podlizuje się elicie”, głosił
tytuł kolejnego wpisu.
- znowu to?
„Czocher ma problem z alkoholem”
Muchomorek ziewnęła przeciągle. Wszystko było bez polotu i okraszone sporą ilością
błędów, a przesłaniem było jedynie nieumiejętne dowalenie samym
zainteresowanym.
- zero rozrywki. Nie wiedzą jak się bawić…
Wiedziała, że kogoś potrzebuje. Wybór był prosty.
Czereśnia usiadła na brzegu fotela.
- co będę z tego miała? – spytała wprost
- dobre pytanie. Czego oczekujesz? Rozrywki? Popularności?
Możesz mieć to i to – opanowana Muchomor krążyła wokół fotela niczym sputnik po
orbicie okołoziemskiej. Jej głos był spokojny i ciepły.
- przecież obie jesteśmy już rozpoznawalne – odparła Czereśnia,
bawiąc się włosami – a jakiej rozrywki może dostarczyć zwykły blog?
- zobaczysz, moja droga – kąciki ust Muchomorka mimowolnie
uniosły się ku górze.
- nie domyślą się, że to my?
- nie przeceniaj ich możliwości – zaśmiała się Muchomorek – nigdy
nie domyślą się kto za tym stoi. A tym bardziej, komu zaufać…
Nie było to takie proste.
Czereśnia wiedziała jak trafić w czuły punkt próżnych koleżanek,
jednak potrzebne było coś jeszcze.
- masz wszystko? – upewniała się Muchomorek
- co tylko się da – Czereśnia ukazała wnętrze swojego płaszcza,
szczerząc zęby w uśmiechu – wcielamy plan w życie.
Uliczki miasta świeciły o tej porze pustkami.
Czocher smacznie chrapała w swym łóżku, gdy promienie
słoneczne zaczęły wdzierać się, niczym intruz, do sypialni. Putin otworzył
swoje oko w kształcie guzika i wyzwolił się spod ciężaru zwalistej,
słowiańskiej blondyny, jaką była jego pani.
Pluszak wgramolił się na parapet i zaczął podziwiać wschód
słońca, tak piękny o tej porze roku. Nic nie mogło go zaskoczyć. Te same
doniczki, sfatygowane plakaty Merlina w budynku naprzeciw, Niuta oblizująca
ekran komputera, w którym słodko drzemał uwieczniony na zdjęciu ukochany, dalej
krzewy w parku nieopodal i jego misiowi koledzy w oknie sklepowej wystawy.
Pomachał jednemu ze swych tanich znajomych i nagle dostrzegł grozę w jego
oczach.
- grad?
Nasz miś o trocinowym mózgu widział w swoim życiu już wiele:
teledyski piosenek, w rytm których kiwała się Czocher, jej domową garderobę
oraz iście postapokaliptyczny obraz – panią nago i bez makijażu. Nie widział
jednak tak ciemnego gradu. Nie wzbudziło to jednak u niego niepokoju, aż do
chwili, gdy usłyszał charakterystyczny brzdęk.
Leżącego pośród kawałków szkła misia zbudziło dziwne uczucie
w jego trocinowych kiszkach. Gdy otworzył oczy, wiedział już, co stanie się w
najbliższych sekundach.
Dotychczas zamknięte, wszechwidzące oko Czochera nagle
przybrało kształt pięciozłotówki.
- PUTIN! – zagrzmiała, rozmazując resztki niezmytego
makijażu – jak śmiesz mnie budzić, śmierdzielu? Co zrobiłeś z oknem?
- Czocherku, to nie ja! – zakwilił misio i resztkami sił
wskazał na coś, co wcześniej uznał za grad.
Czocher ostrożnie wzięła do rąk kamień obwiązany sznurkiem.
Po dokładniejszych oględzinach odkryła zwitek papieru, doczepiony do spodniej
strony.
Kolejna bitwa w
odwiecznej wojnie nadchodzi. Kto zatriumfuje – Czocher, czy Dusia?
- Niech sczeźnie… Wybić moje okno, zaatakować mojego Putina?
– panna wrzała w furii.
- Czocherku, dziękuję ci za troskę! – rzekł Putin ze
wzruszeniem.
- zamknij się i naprawiaj okno!
Tymczasem w rezydencji Dusi Molka bawiła się kolejną
piłeczką. Nowa zabawka była dziwna. Przyzwyczajona do gumy suczka niepewnie
trącała twardy materiał. Piłeczka nie odbijała się, a wszelkie próby gryzienia
kończyły się bólem zęba. Wreszcie pomysłowa suczka podrzuciła zabawkę do góry i
obserwowała jej lot z rozdziawionym pyskiem. To był błąd. Kamień, choć obracany
w dłoniach samego Muchomorka, nie miał boskiej mocy i szybko poddał się
grawitacji, kończąc swój fenomenalny lot w pysku Molki.
Dusia zauważyła niecodzienną zabawę swojej pupilki, która
wydawała się tańczyć mieszankę fokstrota i electroboogie. W głowie zachwyconej
dziewczyny kiełkował już pomysł zgłoszenia ulubienicy na casting do You can Dance
i przypływie radości podbiegła do pieska, by wyrazić swoje uznanie. Porwana w
objęcia Molka wirowała w ramionach Dusi, czując coraz większe zawroty głowy i
szum w uszach. Wreszcie, po najdłuższych minutach jej życia, psinka poczuła
łaskę niebios i dane jej było zwrócić zalegający we wnętrzu kamyk.
Czworonożna bohaterka opadła bez sił, a zdezorientowana Dusia
podniosła zmaltretowany kamień i oderwała karteczkę, którą – o dziwo – jeszcze dało
się przeczytać.
Czy odwieczna wojna
kiedyś się skończy? Czy wygrasz z Czocherem? Przekonaj się sama!
- CZOCHERRR! – Dusia aż zazgrzytała zębami.
Molka nadal sapała.
Kolejne dni mijały spokojnie. Dusia i Czocher podejrzewały
jednak, że to cisza przed burzą. Każda z nich była pewna, że zamach na jej
pupila był robotą konkurentki.
Tak też było w momencie otrzymania wiadomości rozesłanej do
wszystkich mieszkańców.
Zapraszamy na
niecodzienny pojedynek gigantów! Już dziś przyjdź na Plac Admina, Dusia i
Czocher czekają na Ciebie!
- to chyba jakiś żart… ja miałabym pojedynkować się z
plebsem? – Dusia roześmiała się szyderczo.
Wiadomość zdziwiła większość populacji Poland-Polska i tym
samym wydarzenie wzbudziło ogromne zainteresowanie.
Na Placu Admina zebrał się spory tłumek gapiów, fanów z
transparentami („Mistrzostwo dla elity!”, „Precz z Duśką!”, „Czocher na
dyktatora!” i inne) oraz same zainteresowane.
- przyjęłam twoje zaproszenie, ale nie myśl, że cokolwiek ci
odpuszczę – odezwała się Czocher z politowaniem w głosie.
- moje zaproszenie? To ty mnie zaprosiłaś, a ja zgodziłam
się na obcowanie z niższą kastą. Pozwalam się ugościć! – rzekła dumnie Dusia,
żywo gestykulując.
Na jej dłoń spadła kartka.
Dziewczynę obudził
potworny, szczypiący w oczy smród. Wyskoczyła z łóżka, desperacko szukając po
pokoju maski gazowej. Założywszy ją, mogła wreszcie zlokalizować źródło
paskudnego zapachu. Źródło okazało się leżeć bezczelnie w jej łóżku.
-PUTIN!-krzyknęła owa dziewica.
-Cześć, maleńka. Jak ci się podobało w nocy?-spytało owo coś nazwane Putinem.
Nasza...prawdopodobnie już nie-dziewica poczęła groźnie na niego warczeć, obnażając śnieżnobiałe zęby spragnione krwi. Brutalnie chwyciła biednego Putina i zaczęła targać go po schodach.
-PUTIN!-krzyknęła owa dziewica.
-Cześć, maleńka. Jak ci się podobało w nocy?-spytało owo coś nazwane Putinem.
Nasza...prawdopodobnie już nie-dziewica poczęła groźnie na niego warczeć, obnażając śnieżnobiałe zęby spragnione krwi. Brutalnie chwyciła biednego Putina i zaczęła targać go po schodach.
- co to ma być? – krzyknęła zdumiona
Otoczona przez tłum, nie musiała jednak pokazywać nikomu
znaleziska. Kilka sekund później, z nieba spadło więcej egzemplarzy.
I więcej.
I więcej.
Po chwili każdy z zebranych trzymał po kilka sztuk
Opowiastki o przygodach Czochera i Dusi.
Zachwycone towarzystwo przekrzykiwało się w wiwatach na
cześć nieznanego autora.
- kto to zrobił? – krzyknęła podniecona Czocher – Nie wiem
kim jesteś, ale cię kocham!
Jak na zawołanie, przelatujący nad nimi samolot wypuścił
kłąb dymu, układający się w słowa:
„Dobranoc-opowiastki. Pozdrawiamy, Czereśnia i Muchomorek”
Rozpoczął się nowy etap.
Koniec części przedostatniej. Koniec nastąpi niebawem.