sobota, 28 kwietnia 2012

Od początku


Czerwiec 2011.
Znudzona Muchomorek przewijała kolejne, rosnące jak grzyby po deszczu blogi o Stardoll.
„Carolli jest przemądrzała i podlizuje się elicie”, głosił tytuł kolejnego wpisu.
- znowu to?
„Czocher ma problem z alkoholem”
Muchomorek ziewnęła przeciągle. Wszystko  było bez polotu i okraszone sporą ilością błędów, a przesłaniem było jedynie nieumiejętne dowalenie samym zainteresowanym.
- zero rozrywki. Nie wiedzą jak się bawić…

Wiedziała, że kogoś potrzebuje. Wybór był prosty.
Czereśnia usiadła na brzegu fotela.
- co będę z tego miała? – spytała wprost
- dobre pytanie. Czego oczekujesz? Rozrywki? Popularności? Możesz mieć to i to – opanowana Muchomor krążyła wokół fotela niczym sputnik po orbicie okołoziemskiej. Jej głos był spokojny i ciepły.
- przecież obie jesteśmy już rozpoznawalne – odparła Czereśnia, bawiąc się włosami – a jakiej rozrywki może dostarczyć zwykły blog?
- zobaczysz, moja droga – kąciki ust Muchomorka mimowolnie uniosły się ku górze.
- nie domyślą się, że to my?
- nie przeceniaj ich możliwości – zaśmiała się Muchomorek – nigdy nie domyślą się kto za tym stoi. A tym bardziej, komu zaufać…

Nie było to takie proste.
Czereśnia wiedziała jak trafić w czuły punkt próżnych koleżanek, jednak potrzebne było coś jeszcze.
- masz wszystko? – upewniała się Muchomorek
- co tylko się da – Czereśnia ukazała wnętrze swojego płaszcza, szczerząc zęby w uśmiechu – wcielamy plan w życie.
Uliczki miasta świeciły o tej porze pustkami.

Czocher smacznie chrapała w swym łóżku, gdy promienie słoneczne zaczęły wdzierać się, niczym intruz, do sypialni. Putin otworzył swoje oko w kształcie guzika i wyzwolił się spod ciężaru zwalistej, słowiańskiej blondyny, jaką była jego pani.
Pluszak wgramolił się na parapet i zaczął podziwiać wschód słońca, tak piękny o tej porze roku. Nic nie mogło go zaskoczyć. Te same doniczki, sfatygowane plakaty Merlina w budynku naprzeciw, Niuta oblizująca ekran komputera, w którym słodko drzemał uwieczniony na zdjęciu ukochany, dalej krzewy w parku nieopodal i jego misiowi koledzy w oknie sklepowej wystawy. Pomachał jednemu ze swych tanich znajomych i nagle dostrzegł grozę w jego oczach.
- grad?
Nasz miś o trocinowym mózgu widział w swoim życiu już wiele: teledyski piosenek, w rytm których kiwała się Czocher, jej domową garderobę oraz iście postapokaliptyczny obraz – panią nago i bez makijażu. Nie widział jednak tak ciemnego gradu. Nie wzbudziło to jednak u niego niepokoju, aż do chwili, gdy usłyszał charakterystyczny brzdęk.
Leżącego pośród kawałków szkła misia zbudziło dziwne uczucie w jego trocinowych kiszkach. Gdy otworzył oczy, wiedział już, co stanie się w najbliższych sekundach.
Dotychczas zamknięte, wszechwidzące oko Czochera nagle przybrało kształt pięciozłotówki.
- PUTIN! – zagrzmiała, rozmazując resztki niezmytego makijażu – jak śmiesz mnie budzić, śmierdzielu? Co zrobiłeś z oknem?
- Czocherku, to nie ja! – zakwilił misio i resztkami sił wskazał na coś, co wcześniej uznał za grad.
Czocher ostrożnie wzięła do rąk kamień obwiązany sznurkiem. Po dokładniejszych oględzinach odkryła zwitek papieru, doczepiony do spodniej strony.
Kolejna bitwa w odwiecznej wojnie nadchodzi. Kto zatriumfuje – Czocher, czy Dusia?
- Niech sczeźnie… Wybić moje okno, zaatakować mojego Putina? – panna wrzała w furii.
- Czocherku, dziękuję ci za troskę! – rzekł Putin ze wzruszeniem.
- zamknij się i naprawiaj okno!

Tymczasem w rezydencji Dusi Molka bawiła się kolejną piłeczką. Nowa zabawka była dziwna. Przyzwyczajona do gumy suczka niepewnie trącała twardy materiał. Piłeczka nie odbijała się, a wszelkie próby gryzienia kończyły się bólem zęba. Wreszcie pomysłowa suczka podrzuciła zabawkę do góry i obserwowała jej lot z rozdziawionym pyskiem. To był błąd. Kamień, choć obracany w dłoniach samego Muchomorka, nie miał boskiej mocy i szybko poddał się grawitacji, kończąc swój fenomenalny lot w pysku Molki.
Dusia zauważyła niecodzienną zabawę swojej pupilki, która wydawała się tańczyć mieszankę fokstrota i electroboogie. W głowie zachwyconej dziewczyny kiełkował już pomysł zgłoszenia ulubienicy na casting do You can Dance i przypływie radości podbiegła do pieska, by wyrazić swoje uznanie. Porwana w objęcia Molka wirowała w ramionach Dusi, czując coraz większe zawroty głowy i szum w uszach. Wreszcie, po najdłuższych minutach jej życia, psinka poczuła łaskę niebios i dane jej było zwrócić zalegający we wnętrzu kamyk.
Czworonożna bohaterka opadła bez sił, a zdezorientowana Dusia podniosła zmaltretowany kamień i oderwała karteczkę, którą – o dziwo – jeszcze dało się przeczytać.
Czy odwieczna wojna kiedyś się skończy? Czy wygrasz z Czocherem? Przekonaj się sama!
- CZOCHERRR! – Dusia aż zazgrzytała zębami.
Molka nadal sapała.

Kolejne dni mijały spokojnie. Dusia i Czocher podejrzewały jednak, że to cisza przed burzą. Każda z nich była pewna, że zamach na jej pupila był robotą konkurentki.
Tak też było w momencie otrzymania wiadomości rozesłanej do wszystkich mieszkańców.
Zapraszamy na niecodzienny pojedynek gigantów! Już dziś przyjdź na Plac Admina, Dusia i Czocher czekają na Ciebie!
- to chyba jakiś żart… ja miałabym pojedynkować się z plebsem? – Dusia roześmiała się szyderczo.
Wiadomość zdziwiła większość populacji Poland-Polska i tym samym wydarzenie wzbudziło ogromne zainteresowanie.
Na Placu Admina zebrał się spory tłumek gapiów, fanów z transparentami („Mistrzostwo dla elity!”, „Precz z Duśką!”, „Czocher na dyktatora!” i inne) oraz same zainteresowane.
- przyjęłam twoje zaproszenie, ale nie myśl, że cokolwiek ci odpuszczę – odezwała się Czocher z politowaniem w głosie.
- moje zaproszenie? To ty mnie zaprosiłaś, a ja zgodziłam się na obcowanie z niższą kastą. Pozwalam się ugościć! – rzekła dumnie Dusia, żywo gestykulując.
Na jej dłoń spadła kartka.

Dziewczynę obudził potworny, szczypiący w oczy smród. Wyskoczyła z łóżka, desperacko szukając po pokoju maski gazowej. Założywszy ją, mogła wreszcie zlokalizować źródło paskudnego zapachu. Źródło okazało się leżeć bezczelnie w jej łóżku.
-PUTIN!-krzyknęła owa dziewica.
-Cześć, maleńka. Jak ci się podobało w nocy?-spytało owo coś nazwane Putinem.
Nasza...prawdopodobnie już nie-dziewica poczęła groźnie na niego warczeć, obnażając śnieżnobiałe zęby spragnione krwi. Brutalnie chwyciła biednego Putina i zaczęła targać go po schodach.

- co to ma być? – krzyknęła zdumiona
Otoczona przez tłum, nie musiała jednak pokazywać nikomu znaleziska. Kilka sekund później, z nieba spadło więcej egzemplarzy.
I więcej.
I więcej.
Po chwili każdy z zebranych trzymał po kilka sztuk Opowiastki o przygodach Czochera i Dusi.
Zachwycone towarzystwo przekrzykiwało się w wiwatach na cześć nieznanego autora.
- kto to zrobił? – krzyknęła podniecona Czocher – Nie wiem kim jesteś, ale cię kocham!
Jak na zawołanie, przelatujący nad nimi samolot wypuścił kłąb dymu, układający się w słowa:
„Dobranoc-opowiastki. Pozdrawiamy, Czereśnia i Muchomorek”
Rozpoczął się nowy etap.

Koniec części przedostatniej. Koniec nastąpi niebawem.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Bal pożegnalny


ze względu na to, że szef opowiastek nie dotrzymał słowa i zmienił hasło do bloga, za zgodą megi wyjawiam kto pisze opowiastki.
czyli jak już widzicie, bażantem była megi, czereśnią była foka. muchomor marcepan.

- a więc to tak… - Czereśnia podrapała się po głowie, szczerząc zęby w przebiegłym uśmiechu. Posty dziewczyn napawały ją dumą. Nie sądziła, że cokolwiek ją jeszcze zaskoczy.
Nie zwlekając, wykręciła numer Muchomorka.
- tak? – zaspany głos wyrażał co najmniej zdziwienie.
- wstawaj, Muchomor. Robi się ciekawie.


Kilka tygodni później
Marcepan, Megi i Foka w towarzystwie Niuty opuściły budynek. Niuta, jako menadżer i ochroniarz, odsuwała natrętnych dziennikarzy i fotoreporterów. Dziewczyny dotarły do limuzyny i opadły na siedzenia z jękiem zawodu.
- wiedziałam, że będzie szum. Nie podoba mi się to. Pragnę świętego spokoju – warknęła Megi, przytulając się do szyby.
- daj spokój Megi, jest fajnie! W ostatnim tygodniu wpłynęło dwanaście propozycji reklam z udziałem waszej drużyny! – Niuta była w siódmym niebie, jak gdyby dotknęła prącia samego Manuela.
- sława jest zajebista, ale dzisiaj przegoniłam już drugiego zboczeńca z balkonu – dodała z obrzydzeniem Marcepan.
Foka była bardziej zadowolona niż jej koleżanki i powoli sączyła drinka.
- ja się cieszę. A teraz wybaczcie, muszę zaprosić Gumisia na imprezę z Rihaną. Nie może mi odmówić!

- Dusiu, podaj mi ten obrus. Królewskie złoto pasuje bardziej! – Carolli wyśmienicie czuła się w roli organizatorki.
- ja? Ale nie wiem jak… Pupek! Podaj pani obrus!
- Pupek nie istnieje, laluniu. Za bardzo wczułaś się w historię – Igas zarechotała złośliwie.
- a tak podobała mi się wizja rządzenia światem… – dziewczyna usiadła na ziemi i ukryła twarz w dłoniach.

Tymczasem Marchewka, Koteczka i Czocher pomagały Malince wybrać odpowiedni garnitur dla Merlina.
- wybierz zielony. Pasuje do wszystkiego – podsunęła Marchewka, przeszukując szafę.
- nie! Granat jest dumnym kolorem. Symbolizuje mądrość, naukę i sukces! – zachwycała się Koteczka.
- co za różnica? To tylko kukła – powiedziała Czocher, czochrając podobiznę Merlina po peruce.
Malina zaczęła szlochać.
- może i kukła, ale ma dużego pena!

***
Przyjęcie na cześć autorek opowiastek zaczynało się wieczorem. Czarna limuzyna zaparkowała na podjeździe.
Pierwsza wysiadła z niej Niuta. Miała na sobie atłasową suknię w różowym kolorze. Jako osoba stojąca za ujawnieniem, była z siebie bardzo dumna i machała zebranym.
Za Niutą wytoczyły się, wstawione już nieco, bohaterki tego dnia. Foka uśmiechała się tajemniczo, Megi głupkowato, a Marcepan przybrała pokerfejsa.

Wszyscy doskonale się bawili. Goście z różnych stron byli zachwyceni pięknem krainy Stardoll i przepychem uroczystości. W licznym tłumie nikt nie zauważył zniknięcia pewnych postaci.

- raz, dwa, trzy, próba mikrofonu! – z głośników zamiast muzyki popłynął kobiecy głos.
- co się dzieje? – zdumiona Carolli aż wstała z krzesła.
- prosimy wszystkich o uwagę! Majster, kurtyna w górę!
Oczom zebranych ukazały się postaci w maskach i kapturach. Jedna z nich zabrała głos.
- dobrze się bawicie? Zapewne świetnie. Megi, Foka, Marcepan, dzięki za wypromowanie naszej roboty i odwrócenie uwagi od nas.
- KUPIŁY TO! Nie wiem co powiedzieć, jestem wzruszona… - w tym miejscu dziewczyna teatralnie wydmuchała nos.
- i nie próbujcie zaprzeczać. Dałyście się wrobić. Niezłe przedstawienie.
- niestety, nie możemy wam pozwolić na zagarnięcie naszej chwały – tajemnicza postać numer jeden przemówiła ponownie.
- pokaż swe oblicze! – wrzasnął ktoś z tłumu.
- Chwileczkę. Nie chcecie poznać całej historii? Muchomor, zapraszam…

ciąg dalszy nastąpi.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Aromat elity


- Hejho, hejhoo, na rozpierduchę by się szło… - zaintonowała pełna werwy Czocher, przyspieszając kroku. Wreszcie odnalazła sens życia. Po co studia, po co trud, kiedy pełen poksów klub?
Nasza bohaterka dotarła w końcu do swego garażu, gdzie czekał na nią czyściutki, wypastowany przez Gabi336ekstra, różowy CZOCHERMOBIL. Dziewczyna wsiadła do maszyny i ruszyła w stronę zachodzącego słońca…

Tymczasem w dworku Dusi panował bałagan. Pupek, który wybrał się na zasłużone wakacje na Karaibach, wyznaczył na swoją zastępczynię So cute, która – pomimo wprawy – biegała jak szalona z mopem, który nie spełniał jej poleceń.
Zawiedziona Duśka sięgnęła po swój bajerancki telefon i wykręciła numer z Zakazanej Listy Duskosławy.
- *BIIIIP* tu telefon w Czochermobilu. Zostaw wiadomość, może jej nie skasuję.
- Na rany Pupka! – zaklęła wściekła Dusia – Rozkazuję ci w tej chwili odebrać, zakało świata, skazo narodu, smrodzie klubu! Nie zapominaj, że wiem, co zrobiłaś z…
- Czochermobil, przy telefonie Czocher! Czym mogę służyć, kochana? – syknęła pełna gniewu właścicielka pojazdu.
- Nudzę się. Pora na naszą największą przyjemność – zamruczała rozkosznie Dusia, bawiąc się kablem telefonu.
- znowu? – Czocher była co prawda w odpowiednim nastroju, jednak nie wiedziała jak sprostać wymaganiom koleżanki.

Klaudia pięć pięć siedem radośnie wybiegła z domu. Uzbrojona w wiklinowy koszyczek, udała się do lasu. Stokrotki, grzybki i kamyki czekały, krzycząc bezgłośnie „weź mnie do domu!”. Dziewczynka, pełna ekscytacji ruszyła przed siebie, w celu spędzenia idyllicznego popołudnia.
- BIEEEGNĘĘ JAK WIAAATR, KWIAAATKI W KOSZYKU MAAAAM, KOMUŚ JE DAAM
- Nie tak prędko, słodziaku…
Na leśnej ścieżce pojawiły się dwie zamaskowane postaci.
- Kim jesteście? Chcecie mi pomóc zbierać grzybki? – zachichotała Klaudia i pokazała dumnie swój koszyk.
- Nie, chcemy cię zabrać w pewne miejsce – jedna z zamaskowanych postaci wyciągnęła smukłą dłoń do dziewczynki.
- okej! – Klaudia wesoło złapała wyciągniętą rękę i trzy postaci ruszyły w stronę jeszcze nieznanego zła…

Oczom Klaudii ukazała się gustowna polanka i pozłacana studnia na środku odludzia.
- ojeeej, co to jest? – spytała dziewczynka z rozdziawioną buzią.
- to magiczna studnia życzeń, kochanie. Spełnia wszystkie, nawet najbardziej skryte pragnienia.
- jesteście dobrymi wróżkami?? – krzyknęła zaaferowana dziewuszka, a koszyczek wypadł jej z rąk.
- jak najbardziej. Musisz tylko wskoczyć do studni. Proszę, wejdź do wiaderka.
Dziewczynka posłusznie spełniła wolę dobrych wróżek.
- a jak wyglądacie? – spytała zaciekawiona, siedząc w przymałym wiaderku
- chciałabyś zobaczyć? Proszę bardzo.
Postaci zdjęły maski i ujawniły swe oblicza.
- działamy na własną rękę, niezależnie…
- …reprezentujemy światłą elitę…
- …DUSIA…
- …CZOCHER…
- …przygotuj się na spotkanie z ciemną otchłanią! – podniecona Dusia zaczęła opuszczać wiadro wgłąb studni.
Nagle rozległ się trzask. Wiadro zaczęło szybko spadać w dół, ku ogromnemu zdziwieniu Dusi, trzymającej wyrwaną dźwignię w ręce.
- NIEEEE! – echo głosu Klaudii rozchodziło się po studni
- a to ci heca! Zapiała Czocher, klaszcząc w dłonie.

Klaudia przeżyła upadek. Spadając, uderzyła jednak w coś twardego.
- Kim jesteś i co robisz w mojej otchłaniiiiiiiiiiiiii? – twardy obiekt okazał się być głową pustelnicy, która na dnie studni postradała zmysły.
- jestem Klaudia, zbieram grzybki! – ofiara nudy Dusi pozostawała optymistką – jak ci na imię, dziewczynko z buszem na głowie?
- zwą mnie... Anitelka. A raczej zwali, zanim Czocher obiecała mi portal do krainy kucyków! – Anitelka splunęła z odrazą na ziemię w otchłani - Siedzę tu już zbyt długo i tak się składa, że od dawna nie miałam mięsa w ustach…
- to może zamówimy? – biedna Klaudia nie wiedziała, co za chwilę się zdarzy.
- już zamówiłam. Przed chwilą dostarczono! – to mówiąc, okazała swe zaostrzone zęby.

Nie gorszmy czytelników opisem tego, co działo się kilka chwil później. Wiedzcie jednak, że nuda Dusi została na jakiś czas pokonana.