Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Megi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Megi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 grudnia 2011

O autorkach.

Muchomorek wstała z krzesła i przeciągnęła się. Już od kilku godzin siedziała przed komputerem stukając w klawisze. Duśka… Czocher… Megi… Każda z nich musiała mieć swoją rolę. Dziewczyna z nostalgią wspominała chwile, gdy Opowiastki były niezależnym wyrazem fantazji autorek. Na hasło „Nowe.” dziewczęta z forum ruszały, by przeczytać nową porcję opowiadań. Niestety, z czasem Opowiastki przyjęły rolę koncertu życzeń, a Muchomorek i Czereśnia jedynie odtwarzały, zamiast tworzyć nowe.

Tym razem padło na Czochera. Muchomorek w przypływie weny kreśliła losy bohaterki.

- może tym razem utrzemy nosa Dusi? – zachichotała.

Tym razem w świecie Opowiastek Czocher wspięła się na Mount Everest, ryzykując życiem. Zdetronizowała Dusię i zdobyła wielką fortunę, którą szybko odebrała jej przebiegła Carolli, metodą „na wnuczka”. Sprawczyni pozostała nieuchwytna.

Autorki bloga po publikacji zniecierpliwione obserwowały forum. Niestety, nowa historia nie przypadła do gustu każdemu.

Pierwsza napisała Niuta:

Nudne, nie ma mnie. Chcę siebie i mojego męża!

Niucie wtórowała Dusia

Zdecydowanie za mało mnie, nie czytam tego!

Marchewka narzekała

Nie odgrywam roli autorytetu!

Czocher skwitowała krótkim

Może być.

Muchomorka bolała duma. Tyle pracy włożyła w spisanie swoich myśli, które nie zostały docenione. Dziewczyna wzięła do ręki telefon.

- halo, Czereśnia? Czuję wyzwanie. Masz zlecenie na Dusię i Niutę. Zrób z Duśki sukę, a Niucie dołóż Manuela. Marchewka może obronić pracę magisterską.

- się robi. – odparła Czereśnia, jednocześnie stukając w klawiaturę.

Czereśnia odwaliła kawał dobrej roboty. Zaserwowała czytelnikom dużą dawkę Duśki znęcającej się nad Pupkiem i radosną Niutę adorowaną przez Manuela. Urok postaci zwalał z nóg nawet sceptycznego zwykle Muchomorka. Dziewczęta opublikowały kolejne dzieło. Na komentarze nie musiały długo czekać:

Megi

Gdzie ja?

Igas

W etykietach wyprzedzają mnie Duśka, Czocher i Niuta. Dlaczego nie piszesz o mnie?

Malinka

Gdzie ja i Merlin?? Wpisz go gdzieś, daj mu epizod, BŁAGAM!

Marchewka

Wolałabym doktorat.

Na szczęście goryczkę łagodziły pozytywne, choć nie przesadne komentarze Duśki i Niuty, które były zadowolone z tego odcinka.

- faktycznie, dawno nie było Merlina. – stwierdziła Czereśnia, krzywiąc się na widok niezadowolenia czytelniczek.

- nie możemy za każdym razem pisać o wszystkich, ale możemy wpleść jakieś epizody. Sprzedawca lodów, czy coś. – zaproponowała Muchomorek, wpisując nick Gaby w etykiety nowej historii.

Nowa opowiastka poświęcona została w całości Merlinowi i Malince. Gościnnie udział wzięły Megi, Igas i Gaba, która już wcześniej wyrażała niezadowolenie ze swej nieobecności.

Tym razem Malina była wniebowzięta, postanowiła jednak wyrazić krytykę:

Nie podoba mi się to, co robi Merlin w trzecim akapicie! Dlaczego nie mogę się z nim zabawiać? Oprócz tego miód.

Gaba

Jestem zasranym epizodem.

Nieznany pokemon

Dlaczego piszecie tylko o elicie??

Dobi

Piszcie TYLKO o elicie! Zero plebsu!

Dziewczęta pracowały w pocie czoła. Starały się zadowolić każdą czytelniczkę. Zaczęły zaniedbywać szkołę i zbierać złe oceny. W klubie panowała atmosfera niezdrowej rywalizacji. Każda z dziewczyn chciała zostać opisana na blogu i prowadzić w rankingu popularności.

Dusia

Stanowczo za mało mnie! Kolejna opowiastka powinna być moją biografią. Płacę z góry.

Czocher

Nie słuchajcie Dusi, tego żala. Zamawiam 20 opowiastek na dni…

Malinka

Poproszę o zmianę zachowania Merlina w nowej opowiastce!

W ten oto sposób Opowiastki przekształciły się w firmę „Opowiastki Sp.z.o.o.”, czyli prywatną agencję reklamową uczestniczek klubu. Cała fabuła straciła polot, opowiastki zajmowały najwyżej jedną stronę A4, a autorki nie sypiały po nocach starając się zaspokoić potrzeby czytelnicze dziewczyn.

Wtedy do akcji wkroczyłam ja, czyli Bażant

- co to ma znaczyć?

Muchomorek i Czereśnia siedziały jak na dywaniku u dyrektora.

- nie widzicie dokąd to prowadzi?? Stałyście się (średnio) opłacanymi niewolnikami!

- ale Bażant, my nadal piszemy co chcemy! – zaczęła Muchomor

- wydaje ci się. Zobacz co narobiłyście! Ty jesteś zagrożona z chemii, Czereśnię wyrzucą ze szkoły za wagary… od Duśki i reszty dostajecie psie pieniądze. Opłaca się? Jeszcze chwila, a ujawnicie swoją tożsamość.

Nad Opowiastkami zawisły czarne chmury. Na szczęście czujna Bażant trzymała rękę na pulsie.

- zbierzcie zamówienia. Zrobimy niezłą zabawę.

I tak też zrobiły. Dusia życzyła sobie królestwa i braku litości dla Pupka, Marchewka pięknego samca, Czocher wymagała obecności swojej i Putina, Malinka błagała o seks z Merlinem, Niuta chciała ślubu z Manuelem, Dobi Wersalu, a innych bohaterek było tyle, że długo wymieniać. Niedoczekanie ich.

Stardollowa spółka z przyzwyczajenia rozpoczęła lekturę bloga, ziewając i pilnując, czy wszystkie zamówione szczegóły się zgadzają.

Duśka łkała gorzko, przeżywając klęskę i upadek z tronu. Pupek śmiał się szyderczo.

Prawdziwa Dusia opluła monitor.

Carolli otrzymała ocenę niedostateczną z matematyki.

Carolli przed komputerem nie mogła uwierzyć.

Malina nie mogła uwierzyć. Jej Merlin z cycatą blondyną… w jej łóżku??

Malinka dostała ataku histerii

Niuta zamknęła oczy. Już miała zakosztować miękkich ust Manuela, gdy poczuła coś niebezpiecznego w gardle. Nie mogła już nic zrobić. Zanim się zorientowała, gaz błyskawicznie opuścił jej gardło i odbiło jej się. Manuel był zniesmaczony.

Niuta zemdlała.

Po tym incydencie wszystko wróciło do normy. Opowiastki znów były niezależne i niezawisłe. Amen.

Interpretację pozostawiam wam.

Tym razem nie ujawniłyśmy kim jesteśmy. Uważajcie jednak, następnym razem możemy nie być tak dyskretne.

Dobciuszek

Pucu pucu, myju myju.
- długo jeszcze będziesz szorować tę podłogę? Ten dźwięk mi przeszkadza! – rzekła zła siostra numer jeden, pijąc swą jadowitą jak ona sama herbatkę.
- już kończę! – odparła zdyszana Dobi, wstając z trudem.
- nie zapomnij o śniadaniu, robię się głodna! – zła siostra numer dwa wyciągnęła nogi na stół i rozkoszowała się widokiem zapracowanej dziewczyny. Złe siostry nie były prawdziwymi siostrami Dobi. Były parszywym gratisem w pakiecie z ich jeszcze bardziej parszywą macochą, która zagięła parol na jej ojca, gdy mama dziewczyny pożegnała się z tym światem. Dziś Dobi nie miała lekkiego życia. Każdego dnia wstawała o piątej rano, by napalić w piecu, wyszorować podłogę, zrobić siostrom śniadanie (macocha stosuje dietę lekką-fit), posprzątać, pozmywać, zrobić zakupy, posprzątać, umyć okna, poodkurzać, podać obiad, pozmywać… reszty się domyślacie.
Pewnego dnia jednak, do domu naszej bohaterki przyszło imienne zaproszenie na wielki bal. Podniecone siostry poprosiły swą matkę o pozwolenie na udział.
- ależ oczywiście, moje drogie. Jesteście najpiękniejsze i najmilsze na świecie! Idźcie, a nuż książę zakocha się w którejś z was! – zapiała zachwycona mama-Agnieszka do swych robaczywych córek
- tak, tak! – zawtórowała jej siostra numer jeden-Czocher i zatopiła się w fantazjach na temat uroczystości.
- potrzebuję nowej sukni! – tupnęła ze złością siostra numer dwa-Dusia i jej wzrok od razu powędrował ku biednej Dobi – Ty mi ją uszyjesz!

Nie było wyboru. Alternatywą był jedynie szlaban na jedzenie i oddychanie. Zaradna Dobi przywdziała więc białą pelerynkę i porwała koszyczek z pieniędzmi. Ruszamy na poszukiwanie tkaniny!
Droga do miasta wiodła przez las. Dobi pokonywała ją w podskokach, ze śpiewem na ustach. Nie podejrzewała nawet, że tuż za rogiem mieszka zły wilk czyhający na jej cnotę.
- Ani kroku dalej! – warknął wilk-Merlin śliniąc się obficie – co tam masz w maj… koszyczku?
- tylko pieniążki na tkaninę, nic więcej… - odparła szczerze Dobi, bez cienia strachu
- a może masz coś innego, co wilk-Merlinek by przekąsił, co? – zaśmiał się donośnie
- mam okulary po dziadku, daltonisto. – to mówiąc, wskazała na swą białą jak śnieg pelerynkę i już miała sprzedać napastnikowi zdrowego kopa, gdy zza krzaków wyskoczyła dziewuszka w czerwonym okryciu.
- wilku-Merlinku, hop hooop! Mam dla ciebie kiełbaski! – krzyknął Czerwony Malinowy Kapturek, wskazując na koszyczek.
- no to sobie pojemy. – wilk-Merlin oblizał się ze smakiem i ruszył w stronę dobrze wyposażonej dziewczynki.

Nasza bohaterka dotarła w końcu na bazar. Przebierając w tkaninach dla sióstr nuciła sobie tylko znaną melodię, gdy jej uszy zarejestrowały kolejną rodzinną kłótnię.
- nie znasz się! Ja zbuduję z drewna, będzie jak w lesie! – zachrumkała dumna z pomysłu Marchewka
- terefere, z drewna. To drogo! Ja wolę zainwestować w słomę, wtedy będę miała pieniądze na inne przyjemności! – fuknęła Igas, kręcąc ogonkiem.
Ryjek Megi wyrażał tylko politowanie.
- róbcie co chcecie. Ja kupuję cegły! – to mówiąc, odeszła w kierunku sklepu budowlanego, a jej kręcony ogonek kiwał się na boki.
Zaskoczona Dobi przetarła oczy ze zdumienia. Gadające świnki? W dodatku jedna z nich ma zielone włosy…
- to się nazywa delirium. – stwierdziła miła staruszka przechodząca obok – mam skuteczną odtrutkę, chcesz?
Oczom Dobi ukazało się najczerwieńsze jabłko, jakie w życiu widziała.
- chciałabym… ale nie mam pieniędzy. – powiedziała nadal zszokowana widokiem świnek Dobi.
- ten egzemplarz możesz mieć gratis – rzekła staruszka i schowała jabłko do koszyczka Dobi
Dziewczynka nie wiedziała co o tym myśleć. Nigdy nie ufała nieznajomym, w dodatku od tej zalatywało kulami na mole… Załatwiwszy sprawunki, bohaterka postanowiła wrócić do domu, w którym czekały już poirytowane siostry i macocha.
- gdzie ty się podziewałaś? A nasze sukienki? – syknęła Dusia
- kupiłam najdroższy i najlepszy materiał na bazarze. Zaraz zacznę szyć.
Tak też zrobiła. Spod jej ręki wyszły trzy piękne kreacje. Brzoskwiniowa dla Dusi, błękitna dla Czochera i krwistoczerwona dla macochy-Agnieszki. Dziewczęta wybrały swoje wyjściowe pantofelki i były już gotowe na bal. Śmiejąc się szyderczo, machały Dobi z taksówki.
- wreszcie mam trochę spokoju. – sapnęła dziewczyna siadając na kanapie
- niedoczekanie twoje!
- kto to powiedział? – zdziwiła się Dobi – może powinnam zjeść to podejrzane jabłko na delirium…?
- ani mi się waż! – krzyknęła mała postać w bieli zeskakując z parapetu
- kim jesteś? – warknęła poirytowana kolejną ingerencją obcych Dobi
- to ja, twoja matka chrzestna! – zaśmiała się perliście Carolli, ukazując białe zęby. – chcesz wiecznie siedzieć w tym domu, jak jakaś niedojda, czy może zabawić się na balu?
- ale nie mam w co się ubrać, o transporcie nie wspominając.
- zdradzę ci pewną tajemnicę. W szkole nazywają mnie McGyver. Znajdź mi kawałek cegły, sznurek, patyk i małą miskę. – szepnęła konspiracyjnie Carolli
Dobi była sceptyczna. Uznała jednak, że nieznajoma nie da jej spokoju, jeśli dziewczyna nie spełni jej prośby. Zebrała zatem wymagane przedmioty i rozłożyła je na trawniku przed domem.
- teraz nie patrz! – zarządziła Carolli.
Dobi posłusznie odwróciła się plecami do Carolli, która tworzyła coś z prawie niczego. Po chwili została poproszona o odwrócenie się.
Dziewczyna zaniemówiła. Zobaczyła najpiękniejszą suknię z kolekcji Marii Antoniny w komplecie z limitowanymi pantofelkami. Na drodze zaś stało nowiutkie Porsche wysadzane diamentami. Za kierownicą siedział oczywiście przystojny szofer w ciemnych okularach.
- baw się dobrze. Tylko nie zapomnij wrócić przed północą! – zachwycona swym osiągnięciem Carolli mrugnęła porozumiewawczo.
Dobi posłusznie wsiadła do samochodu i pomknęli w stronę zamku króla.

Warto wspomnieć o pewnym incydencie, który zdarzył się w drodze na bal. Mknąc przez znajomy las, Dobi zauważyła biegnące postaci.
- ratuuunkuu! – kwiczała świnka-Marchewka przebierając kopytkami
- odejdź precz wilku! – chrumkała przerażona świnka-Igas
No tak. Domki Marchewki i Igas zostały zniszczone przez wilka-Merlina. Drewno i słoma nie stanowiły dla niego żadnej przeszkody. Dobi o złotym sercu postanowiła im pomóc, lecz jedynym przedmiotem pod ręką było jabłko, które dostała na bazarze. Nie namyślając się długo, wycelowała.
Jabłko trafiło wilka-Merlina w głowę.
- dostałem jabłko! Ale smakowite… - i już po chwili nie było nawet ogryzka.
Świnki pochowały się w lesie, a Dobi nie odjechała jeszcze zbyt daleko, gdy magicznie zatrute jabłko zaczęło działać. Twarz wilka-Merlina nabrała koloru zgniłej zieleni. Jedynym ratunkiem były pobliskie krzaczki.
- wilku-Merlinkuu, idziemy na baal? – zaświergotała radośnie Malinka, machając koszyczkiem
- Malinkoo, to chyba nie jest dobry moment. Mam niestrawność! – wilk-Merlinek już żałował pogoni za świnkami – nie masz przypadkiem w swym koszyczku herbatki dla chorego wilka?

Tymczasem panna Dobi dotarła na bal. Zabawy i hulanek było aż zanadto. Na scenie szalał nieokiełznany duet. Niuta darła się do mikrofonu, tańcząc taniec-połamaniec, ku wielkiej radości Manuela, gitarzysty. W końcu para udała się na parkiet, puszczając uprzednio ckliwą balladę z taśmy.
Na sali był tego wieczoru jeszcze ktoś.
Widząc zniewalająco piękną dziewczynę o niemal królewskim obliczu, jego serce zabiło mocniej i szybciej. Podszedł więc do Dobi, prosząc ją do tańca. Dziewczyna, skrępowana nieco, zgodziła się.
Para przetańczyła cały wieczór. Ich walce i tango zdobywały brawa całej sali. Fokstrota jednak oddali wilkowi-Merlinowi i Malinowemu kapturkowi, którzy uporali się już z niestrawnością i przybyli na bal. W chwili przerwy młodzi postanowili zwilżyć nieco usta, wyschnięte od ciągłych rozmów na przeróżne tematy. Sącząc drinka, dziewczyna zauważyła dwie postaci u szczytu schodów.
- Maniu, dziubaasku, chodźmy na górę! – zniecierpliwiona Niuta ciągnęła rękaw swego oblubieńca
- fraulein Niuta, jeszcze nii! – Manuel marudził niczym zaaferowane zabawą dziecko
- ale Maniu, już prawie północ! – w tym momencie zegar zaczął wybijać godzinę.
Przerażona Dobi przypomniała sobie słowa Carolli i spostrzegła, że jej suknia zaczyna się topić. Nie żegnając się z Księciem, który poszedł po kolejne drinki, dziewczę uciekło z zamku, gubiąc pantofelek.

- ach, cóż za bal! – rozpływała się macocha-Agnieszka.
- maamo! – tupnęła ze złością Dusia – totalny niewypał. Książę tańczył tylko z jakąś wypindrzoną lalą!
- ja się tak nie bawię! – zawtórowała jej Czocher i zaczęła gorzko łkać.
Dobi, polerując kafelki, przysłuchiwała się zamieszaniu. Była dumna z wywołanego zamieszania. Nie spodziewała się tylko jednego – Książę we własnej osobie postanowił przemierzyć królestwo, by odnaleźć towarzyszkę wieczoru.
W końcu zawitał do domu Dobi.
- witamy w naszych skromnych progach. Dobi, zrób księciu kawy! – rozkazała macocha-Agnieszka
- chciałem panie prosić o przymierzenie tego oto pantofelka! – zakomunikował książę – moja towarzyszka na balu uciekła w pośpiechu i zgubiła bucik.
- ja pierwsza!!! – krzyknęła Duśka, popychając Dobi i Czochera. Niestety, pantofelek nie pasował na Dusię, która miała płaskostopie.
- może wobec tego panna Czocher? – spytał nieśmiało Książę. Stopa Czochera była jednak zbyt szeroka i nie mieściła się do pantofelka.
- dosyć tego, teraz ja! – krzyknęła macocha-Agnieszka i przysiadła na stołku do przymierzania. Kobieta usiłowała wcisnąć pantofelek tak mocno, że prawie pękł, po czym spektakularnie zeskoczył spod napierającej stopy.
- jak widzę, jest jeszcze panienka Dobi! – stwierdził Książę, nie tracąc nadziei.
- coo? – twarz Czochera wyrażała niezmierne zdziwienie – przecież to tylko nasza służka!
- właśnie, w dzień balu całą noc wyszywała nam skarpetki! – oznajmiła równie zdziwiona Dusia.
Dobi z satysfakcją zajęła miejsce na stołku, a Książę przyodział jej stopę w bucik.
Pantofelek pasował jak ulał.
Dusia, Czocher i macocha-Agnieszka zapowietrzyły się.
- panno Dobi, wreszcie panią znalazłem! – rzekł wzruszony Książę.
- jak śmiałaś?? – oburzone siostry przekrzykiwały się
- a to ci dopiero! – spostrzegł wilk-Merlin, zaglądając przez okno
- jak romantycznie! – wtórowała mu Malinka
- Maniu, kup mi takie buciki! – zachwyciła się przechodząca nieopodal Niuta
- gratulujemy pannie Dobi! – kwiknęły trzy świnki
- makaron…- znudzona zamieszaniem Dobi przeciągle ziewnęła.
Panna Dobi wyszła za Księcia i para zamieszkała w pałacu z wielkim ogrodem. Bohaterka szybko przywykła do władzy i zemściła się na złych siostrach i macosze, nakładając na lud wysokie podatki. Wyciągając wnioski z przygody świnek, nakazała każdemu obywatelowi wybudować dom z cegieł, których była wyłączną importerką.
I żyli długo i szczęśliwie.

środa, 21 grudnia 2011

You are next, cz.3 - ostatnia

- chyba mamy problem. Tym razem moja ochrona. – głos Igasa drżał, ukazując mieszankę żalu i złości. Nie cierpiała sytuacji, w których czuła się tak bezsilna. Wszystko było zaplanowane. Zagrożeni otrzymali specjalne instrukcje samoobrony i zostali umieszczeni w oddalonych od siebie miejscach. Nikt jednak nie przypuszczał, że genialny plan nie uwzględniał jednej zmiany…

Książka rzucona przez Megi z impetem uderzyła w okno wybijając szybę. „Psiakrew.” pomyślała. „Znowu nas przechytrzył.”
- przecież nie było jej na liście! – krzyknęła Carolli, wchodząc wraz z resztą towarzystwa do pokoju – przecież to ktoś z nas miał zginąć!
- taak, a my mieliśmy zostać dokładnie poinformowani? Dzień dobroci dla zwierząt? „Słuchaj, zabiję cię jutro, więc się przygotuj”? – prychnęła Duśka.
Megi nie mogła wydusić z siebie słowa. Dyskusja koleżanek tylko podnosiła jej ciśnienie i czuła, że następny cel rzuconej książki będzie krwawił. Nie lepiej miała się Igas, którą poczucie winy znów pchnęło w objęcia znanej nam już dobrze butelki.
Pociągając ulubiony nektar, mimowolnie odtwarzała w pamięci wydarzenia sprzed kilkudziesięciu minut, a wspomnienia jak natrętne muchy uderzały o jej czaszkę. Hałas przed schronieniem. Krew. Rozczłonkowane ciało pośród drzew.
- Malinka! – krzyknęła, podbiegając do głowy koleżanki – przepraszam cię! Nie wiedziałam, Malinka!
Zakrwawiona głowa mrugnęła i wydała z siebie stłumiony dźwięk.
- Nie… ty jeszcze żyjesz?? Kto ci to zrobił?!
- Oadęh… - stęknęła Malinka, używając wszystkich swych sił.
- Nie rozumiem cię… przepraszam! Malinko, będę o tobie pamiętać!
- Oadęhh!
- ja ciebie też! – po policzku Igas spłynęła pierwsza łza.
- khuuuk! – wysapała głowa Malinki.
- kciuk? – dziewczyna była zdezorientowana, lecz szybko znalazła zawiniątko ofiary.
Malinka przyjęła do ust ukochany gadżet i zaczęła cichutko ssać. Po chwili zasnęła snem wiecznym.

Igas, otrząsając się ze wspomnień pociągnęła kolejny łyk.

Trzeci portret leżał na podłodze pośród kawałków stłuczonego szkła. Postać wstała z fotela i zgrabnym, tanecznym krokiem podeszła do biurka. W szufladzie znajdowała się papeteria w renifery i wieczne pióro. Tajemnicza osoba zasiadła do notowania. „Ułożymy sobie kolejny plan…” pomyślała, po czym zaniosła się demonicznym śmiechem.

Następnego dnia cała ekipa w napięciu oczekiwała na zapowiedziane wcześniej przez Megi zebranie. Szefowa sztabu przybyła trzaskając drzwiami. Dopiero po chwili dziewczęta zorientowały się, że kobieta mocno trzyma za ubrania jakąś postać.
- chyba masz nam coś do powiedzenia… - warknęła Megi potrząsając zapłakaną istotą
- ppp-przepraaaszam waaaas! – jęknęła Carolli, a z nosa wyskoczył jej mały gil.
W pokoju zaległa cisza, którą po chwili przerwała Dusia.
- chcesz nam powiedzieć, że to ONA stoi za tym wszystkim?
- wiedziałam – syknęła Marchewka, opierając się o ścianę
- nie wierzę, nie ona! – Czocher zakryła twarz dłońmi i zaczęła głośno szlochać w objęciach Oli Dance
Szum rozmów, płaczu i zgrzytania zębów przerwał trzask tłuczonej butelki. Igas podniosła się ze swego miejsca i patrząc głęboko w oczy wystraszonej Carolli, wycedziła przez zęby:
- do karceru.

„Hahahaha. Jak zwykle. Ja mogę wszystko, one nic. Nigdy mnie nie złapiecie” – zaśmiała się złowieszczo postać w ciemnym pokoju, po czym zaczęła spisywać szczegóły kolejnego aktu w swym dramacie.

W kwaterze głównej Poland-Polska było cicho i spokojnie. Żałoba nie minęła, lecz areszt Carolli dał zebranym namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Megi poprosiła ekipę o przygotowanie wszystkich danych do osądzenia oskarżonej.
- zacznijmy od Niuty. – rzekła Megi grobowym głosem – w dzień naszego spotkania widziałam Carolli w jej wiosce. Jestem tego pewna.
- to niemożliwe – załkała ponownie Czocher – tamtą noc spędziłyśmy u mnie, grałyśmy w bierki!
- Niuta zginęła pomiędzy dwudziestą a dwudziestą pierwszą trzydzieści. To daje Carolli pół godziny na dotarcie do twojego domu. Wykonalne, jeśli ma się latającego buraka – riposta Megi pozbawiła Czochera argumentów.
- Ale w dniu zamachu na Fokę nikt nie kontaktował się z Carolli i nie widział jej w pobliżu straganu! – wydedukowała Marchewka – przeanalizujmy jej zachowanie, na pewno czegoś się dowiemy! – dodała przyszła pani psycholog wymachując rękami.
- No właśnie. Nikt jej nie widział, zatem nie ma alibi – rzekła ponuro Igas ze swojego kąta, zaskakując wszystkich nagłym przejawem aktywności.
- a co z zabójstwem Malinki? – spytała Oladance – jestem bardzo ciekawa waszych opinii.
Megi nabrała powietrza, szykując się na dłuższy wykład.
- jak wiemy, Malinka była przydzielona do ochrony Igas. Carolli była w kręgu osób zaznajomionych z planem działania. Jej schronienie było na tyle blisko, że mogła na chwilę czmychnąć z pola widzenia – zastanawiała się Megi, mierzwiąc swoje włosy
- nie spodziewałam się tego po niej… - szepnęła Igas – żeby takie dziecko miało tyle siły? Ale obrażenia mówią same za siebie. Możecie sobie to wyobrazić, wiecie przecież w jakim stanie ją znalazłam… - kontynuowała, nie zważając na zdziwienie na twarzach większości koleżanek
- też byłam tym zdziwiona. Nie sądziłam, że Carolli okaże się odcinającą głowy psychopatką. – westchnęła Oladance.
Megi i Igas wymieniły znaczące spojrzenia i podeszły do Olidance.
- wiemy ile wysiłku włożyłaś w śledztwo. Dziękuję – Megi wyciągnęła rękę, którą Oladance chętnie uścisnęła. W tym samym momencie na jej nadgarstku zacisnęły się zimne kajdanki trzymane przez Igas
- Oladance, aresztuję cię pod zarzutem spowodowania śmierci Niuty, Foki i Maliny oraz groźby śmierci pod adresem pozostałych. Masz prawo zachować milczenie.

Udana akcja napawała dziewczęta dumą i pozwoliła częściowo ukoić ból po stracie bliskich, a Megi zyskała +10 punktów do respektu.
- wyjaśnicie nam o co chodzi? – prychnęła Duśka, niezadowolona z bycia poza centrum uwagi – po co ta cała szopka z Carolli?
- to proste. Musiałam zaangażować kogoś do roli zabójcy, żeby uśpić czujność Oli. – odparła Megi z dumą w głosie.
- ja nadal nie rozumiem na jakiej podstawie ją aresztowałyście – stwierdziła oswobodzona już Carolli
- przypomnijcie sobie co powiedziała w rozmowie o Carolli. – podpowiedziała Megi
- „Nie sądziłam, że Carolli okaże się odcinającą głowy psychopatką”… - wyrecytowała Czocher, myśląc intensywnie nad sensem owego zdania, jednak ten, niczym balonik wypełniony helem umykał jej dłoniom i uniósł się hen, daleko.
- no właśnie. – Igas przebiła metaforyczny balonik – „odcinającą głowy”. Tylko ja, Megi i Oladance wiedziałyśmy w jakim stanie była Malinka.

Czocher otwarła buzię ze zdumienia. Duet Megi-Igas właśnie urósł w jej oczach do rozmiarów bogiń.

The end.



sobota, 5 listopada 2011

You are next, cz.2

- Merlin najlepszym naszym przyjacielem jest… Merlin najlepszym naszym przyjacielem jest!
- Malina! Poczekaj, pomogę ci! – Oladance szybko odebrała ciężkie pakunki z rąk dziewczyny – podobno jest kolejne zebranie w sprawie tajemniczych ataków!
- właśnie dlatego niosę jedzonko! – zakwiczała radośnie Malina prezentując wnętrze kartonu. Obok zeszytów ozdobionych podobizną Merlina, w środku umieszczono jeszcze sok, zapas słonych paluszków i chrupek.
Oladance poczuła, jak grawitacja niebezpiecznie działa na ślinę w jej ustach. Zamknęła pospiesznie buzię i nacisnęła klamkę drzwi z napisem „Poland-Polska”.

- spóźnialskie siedzą na ziemi – warknęła Megi trzymając plik kartek w rękach – jak już powiedziałam, powołana zostanie specjalna Komisja Inwigilacji Członków Klubu. Oprócz prowadzenia śledztwa wśród członków klubu, będziemy zajmować się szczególną ochroną osób zagrożonych.
- zagrożonych?! – wykrzyknęła przerażona Carolli
- jak pamiętacie, bo śmierci Foki Izabellinka odebrała list z pogróżkami. Nie tylko ona – to mówiąc, Megi podała kartkę stojącej w pobliżu Dusi.
- „Strzeżcie się, albowiem koniec jest bliski! Pożegnacie się z życiem w następującej kolejności: Marchewka, Czocher, Megi, Dusia, Igas, So cute, Carolli. A na koniec… zobaczycie!” – przeczytała drżącym głosem, po czym wyciągnęła telefon – Pupek! Przywieź moją książeczkę czekową W TEJ CHWILI!
- Nie… to niemożliwe! Nie może tak po prostu pozbyć się tylu osób! Dlaczego chce to zrobić? Jak możemy się chronić? Co ty robisz, Dusiu?? – zasypywała pytaniami Igas.
- jak to co? Chcę kupić życie! – krzyknęła wzburzona Duśkosława.
- Duśka! Wiedziałam, że pomimo pieniędzy masz dobre serce! – wzruszona Czocher ruszyła, by przytulić koleżankę, lecz została brutalnie odepchnięta.
- MOJE życie. – zaśmiała się perfidnie.
Serce Maliny zrobiło fikołka. Koleżanki kłóciły się o możliwość ratowania swojej lub czyjejś skóry, podczas gdy morderca planował zamach na kolejną osobę. Klub, który kochała, miał zostać spustoszony. Odebrany jej po raz kolejny. Po nałożonej na nią niegdyś banicji, dziewczyna bardzo cierpiała. Dopiero po dłuższej rozłące dziewczyny ponownie przyjęły ją do swego towarzystwa i obdarzyły ciepłem, które niedługo miało wygasnąć.
- NIEEEEEEEEEEEEEEEEEE! – zaszlochała wybranka Męsona i zaczęła się kiwać.
- Malina… - wyszeptała Carolli, zmartwiona nagłym atakiem paniki
- zabiję gnojaa! Zabiję! Nie odbierze mi domu! – zapłakana Malinka wyciągnęła z torebki małe pudełeczko oznaczone etykietką „kciuk Merlina”. Kciuk był przyjemny w smaku i bardzo ją uspokajał, więc szybko zapadła w spokojny sen pod ścianą.

Dawno, dawno temu, gdy Malinka była jeszcze niedojrzałą jarzembiną, miewała napady płaczu, kiedy dzieci na podwórku wyśmiewały jej niecodzienne relacje z ojczymo-idolem.
- ułaaaaaaaułaaaaaaaaaaaaa! – łkała dziewczynka, rozmazując nieudolnie wykonany makijaż
- nie płacz, kochanie! Merlinek da ci cukierka! – mężczyzna wyjął z kieszeni karmelka i wcisnął małej do ust
- tfu! Zabiez swoje cukierki! Nie chcem ich!
- a może gumę? Chrupkę? Wafelka? Gąbkę? – Merlin niestrudzenie wpychał małej wszystkie wymienione produkty, usiłując uciszyć atak histerii. Zrezygnowany niepowodzeniem, spojrzał na swą lewą dłoń.
Szósty palec, a raczej kciuk, wyglądał nader okazale.
- am am am. – Malinka zasnęła energicznie ssąc dodatkowy palec mężczyzny.
- w zasadzie do niczego mi się nie przyda… - pomyślał Merlin i wziął mini siekierkę.
Od tego dnia minęło kilka ładnych lat. Kciuk był najwierniejszym przyjacielem dziewczyny i nigdy jej nie zawiódł.


- zabijęę…  zniszczę…  jeszcze pożałujecie bycia elitą! – postać zaśmiała się. W pokoju panował półmrok, a stojąca w rogu lampka oświetlała jedynie dłoń kurczowo trzymającą poręcz fotela oraz ścianę na wprost tajemniczej osoby. Na podłodze leżały już dwa portrety. Odłamki szkła ukazywały uśmiechnięte oblicza Niuty i Foki. Trzeci portret niebezpiecznie chybotał na gwoździu.
- dla ciebie mam coś specjalnego…

Tego dnia sytuacja była wyjątkowo napięta.
- „Strzeżcie się. Koniec jest blisko. Macie 24 godziny żeby zapobiec tragedii.” – Czocher kucnęła pod ścianą i zaczęła płakać. Było źle. Musiały zmobilizować wszystkie siły, by chronić dziewczęta z listy. Zerknęła jeszcze raz na kawałek papieru w nadziei, że raz zapisana kartka zmieni swoją treść, lecz niestety wciąż była druga, zaraz po Marchewce.
- nie rycz. Coś wymyślimy – to mówiąc, Igas naładowała pistolet. – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Każda z dziewczyn na liście miała obstawę w postaci osoby niezagrożonej. Wszystkie nasze bohaterki zakupiły też miotacze ognia i pistolety. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Najbardziej zestresowana była Marchewka, numer jeden na liście.
- nie łaź tak, dekoncentrujesz mnie. Muszę być skupiona, żeby dostrzec najmniejszy ruch! – ofuknęła chroniąca ją Gaba, polerując nowiutki pistolet
- kiedy ja tak… tak bardzo chcę żyć! Nie spisałam testamentu! Komu zapiszę mój las?? – rozgorączkowana rusałka rwała swe zielone włosy z głowy, zanosząc się płaczem.
- Mikropiksel? Czy Mikropiksel mnie słyszy? – wrzasnęła Gaba do krótkofalówki
- chrrrr…. Zzzz…
- Piksel?
- Nie, Jared, dzisiaj nie mogę…
- WSTAWAJ Z TYŁKIEM W TEJ CHWILI!
- chrr… Tak jest, Mikropiksel melduje gotowość do działania! – powiedziała przeciągle, szybko budząc się ze snu.
- z Duśką wszystko w porządku? – warknęła Gaba
Piksel szybko spojrzała na Duśkę, która z pasją dorysowywała penisy na twarzach aktorek w kolorowej gazecie
- tak, znalazła sobie ambitne zajęcie.
- ej, ty tam, z krótkofalówką! Przenieś mnie pod tamto drzewo. To daje zbyt mało cienia.
- bez odbioru… - zrezygnowana Mikropiksel zakończyła rozmowę i zabrała się za przenoszenie. – ja ci dam „ej ty tam”…
- ZWARIOWAŁAŚ? WIESZ KIM JESTEM? NATYCHMIAST PRZESTAŃ! BO CIĘ WYDZIEDZICZĘ! WSZYSTKICH WYDZIEDZICZĘ!!
Duśce stanowczo nie podobała się koncepcja przeciągnięcia za nogi.

Tymczasem Ktoś w zupełnej ciszy obserwował swoją następną ofiarę beztrosko strugającą laleczkę z kawałka drewna.

Igas usłyszała tylko szelest liści i tupot stóp. Instynkt mówił jej, że zdarzyło się coś, na co nikt nie był do końca przygotowany. Chwyciła broń i wyszła ze schronienia. To co zobaczyła sprawiło, że żołądek wyrzucił z siebie niedawno zjedzony obiad.
Kilka chwil później telefon Megi znów zadzwonił.
- chyba mamy problem. Tym razem moja ochrona.

C.D.N.

piątek, 23 września 2011

You are next, cz.1


Był to słoneczny, spokojny dzień. Foczka, korzystając z ostatnich promieni wrześniowego słońca, postanowiła wybrać się na stragan i dokonać zakupów. Biegnąc od jednego stoiska do drugiego, podziwiała błyszczące w słońcu owoce, pachnące pieczywo i ryby, które wyławiane prosto z morza, nie traciły nic ze swej świeżości. Z drugiego końca straganu na dróżkę padał delikatny snop światła. Dziewczyna spakowała pomidory, jabłka i bagietkę do papierowej torby. Zagryzła wargę, zastanawiając się. Z drugiej części nie dobiegał żaden hałas. Złotawy snop światła ukazywał drobinki pyłu unoszące się w oświetlonym powietrzu. Przypominał jej barwy piasku i już po chwili w głowie zabrzmiała jej bliskowschodnia melodia, na dźwięk której wąż zacząłby radośnie pląsać w koszyku.
Kierując się w stronę słodkawego zapachu i intrygujących stoisk, przy których sprzedawcy zachęcali klientów przyjaznymi gestami, odważnie stawiała kolejne kroki. Foka, jako dzielne stworzenie, nie bała się ryzyka i zawsze wypowiadała swoje zdanie, nawet, jeśli nie wszystkim się to podobało. Idąc dalej w kierunku przyjaznego otoczenia, uchwyciła w swej głowie pewną myśl. „Już.” – przemknęło jej przez głowę na ułamek sekundy przed tym, jak zobaczyła strużkę krwi na swej kremowej, bawełnianej sukience. Kropelki tańczyły na jej dłoni walca angielskiego na trzy czwarte, zbliżając się do smukłych palców. W końcu, ulegając nieznośnej grawitacji, kapnęły na ziemię, wyprzedzając bezwładną dziewczynę o milisekundy.
Drugi portret z hukiem spadł ze ściany.

Przez dwa tygodnie bukiet róż zdążył już wyschnąć. Wymieniając kwiaty na świeże, rozmyślała o ostatnich chwilach spędzonych z przyjaciółką. „Zadzwoń” – te słowa i porozumiewawcze mrugnięcie Niuty kaleczyły ją jak odłamki szkła. Jeden w oku, drugi w sercu? Nie pamiętała już, o czym mówiła bajka z dzieciństwa. Dźwięk telefonu zaskoczył ją podczas zapalania lampki. Parząc dłonie zapalniczką, przestała przeklinać dopiero, gdy nacisnęła zielony guzik.
- Megi, słucham? – przywitała się, lecz po chwili telefon wypadł jej z ręki i rozbił się o twardy marmur nagrobka.

- Sytuacja się powtórzyła? – spytała siebie Megi. Fala rozpaczy, która zalała ją na cmentarzu, powoli ustępowała. Nie minął jednak strach o najbliższe jej osoby. Ktoś, kto zamordował najpierw Niutę, a później Foczkę, mógł odebrać życie dowolnej osobie, która kiedykolwiek pojawiła się w jej życiu.

Pierwszy portret spadł dwa i pół tygodnia temu.
Dziewczęta cieszyły się ciepłym popołudniem. Moczenie kostek w wodzie, tanie wino i kanapki – radości nie było końca. Babskie pogaduchy, pierwsze od dłuższego czasu, dały Megi i Niucie poczucie bezpieczeństwa, którego tak brakowało im w szarej codzienności.
- wiesz, Megi?
- mmm? – mruknęła dziewczyna między jednym kęsem, a drugim.
- chciałabym spędzić z nim przyszłość. Chciałabym spełnić moje marzenia. – Niuta zamknęła oczy w nadziei, że obudzi się w innej rzeczywistości.
Lubiła marzyć. Codziennie budziła się z nową fantazją i nowym celem. Prawie każdy cel realizowała do skutku, zapewniając sobie świetlaną przyszłość. Przyszłość, którą bezczelnie jej odebrano.
Dziewczęta, żegnając się, nie czuły zbliżającego się zagrożenia.
- zadzwoń – Niuta mrugnęła do przyjaciółki i każda z nich poszła w swoją stronę.
Wioska Niuty, spokojna, jak co wieczór, pachniała świeżo skoszoną trawą i niosła muzykę pasikoników. Dziewczyna szła znajomą ścieżką, nucąc ulubioną piosenkę. Rytm jej śpiewu zmącił trzask łamanej gałązki.
Odwróciła się, wypatrując źródła hałasu, lecz ciemność uśpiła jej zmysł wzroku.
- tutaj… - wyszeptał głos za nią
Niemal automatycznie posłuchała instrukcji nieznajomego. W tym samym momencie usłyszała strzał, szybko zlewający się z ciszą wioski. A może już nie mogła słyszeć?

Obie te zbrodnie wstrząsnęły nie tylko Megi. W nowocześnie urządzonym salonie siedziała śmietanka towarzyska.
- skoro zabił już dwie osoby, może wziąć się za trzecią. – zauważyła pobladła Czocher.
- nie zostawił żadnych wskazówek? – spytała zmartwiona Marchewka, z roztargnienia słodząc kawę czterema łyżeczkami cukru.
- w tym sęk, że nie. Nie wiemy kogo chronić, z kim się pożegnać – załkała Megi w objęciach Malinki – Izabellinko, co cię trapi?
Izabellinka, bledsza niż Czocher, stała w kącie i nerwowo obgryzała paznokcie
- spójrzcie na to – wyjąkała, wyciągając karteczkę – dostałam to dziś rano.
Karta zapisana była koślawymi literami. Układały się one w słowa „YOU ARE NEXT”.

CDN

piątek, 26 sierpnia 2011

Pamiętniku (cz.4 - ostatnia)


Pamiętniku,
Rusza mnie sumienie. Przez moje wybryki i milczenie Igas musiała klęczeć na grochu. Chciałabym wyznać jej prawdę, ale boję się. Boję się, że zrobi mi krzywdę. Pamiętniku, och, pamiętniku. Pomógłbyś, gdybyś nie był kupą kartek spiętych pośrodku? Pamiętnik, czemu ty jesteś pamiętnik?

Dziewczyna przestała pisać i opadła na swój śpiwór. Tak bardzo bolało ją serce, a do oczu napłynęły łzy. Nie chciała, żeby koleżanka została niesłusznie ukarana. Nie mogła jednak poddać się karze. Nie przeżyłaby jej.
Odwróciła się na bok, zaciskając zęby. Uwolniła pierwszą łzę, lecz jej wzrok padł na leżący obok plecak. Ból i smutek zniknął, gdy dostrzegła wystającą z kieszonki paczkę papierosów. „zapalę” pomyślała podniecona. „Muszę ją głębiej schować…”
Poczuła lekkie drżenie już w chwili, gdy filtr dotknął skóry jej warg. Zanim zaczęła szukać zapalniczki, chciała nacieszyć się jeszcze dotykiem suchej bibułki na miękkich, jędrnych wargach. Nie było to jednak możliwe. Z któregoś z sąsiednich namiotów dochodził dziki kwik.

Przed namiotem Niuty zgromadzili się niemal wszyscy mieszkańcy obozu.
- co ona robi? – spytała Czocher ziewając przeciągle.
- nie mogę spać! Jak można tak chrapać? Żądam natychmiastowego zaklejenia jej ust! – Dusia tupnęła nogą i zmarszczyła czoło.
- przecież to nie ona. Nie słyszeliście jej śmiechu? – Megi uniosła jedną brew i porwała latarkę Igas.
Ostrożnie rozpięła zamek namiotu i nacisnęła przełącznik latarki.
To, co ukazało się oczom zebranych, przerosło ich najśmielsze oczekiwania.

Na pierwszym planie znajdowała się uchwycona w radosnym szale Niuta, oślepiona światłem latarki. Teraz jej mina wyrażała ogromne zdziwienie. Niuta siedziała. Na kimś. Podczas gdy Megi zajęta była przeliczaniem składu osobowego zebranych, Niuta zakwiliła:
- Megi! To nie tak jak myślisz! Ja go tylko łaskotałam! Nie chciałam stracić cnoty przed tobą!! Manuel, powiedz jej!
- ale tu ja jest – szepnął zdziwiony Manuel zza ramienia Megi
Tego było zbyt wiele. Słysząc głos ukochanego z innego miejsca, usiłowała dojrzeć, kto nawiedził jej namiot. Kto postanowił niecnie ją wykorzystać? Komu była gotowa oddać swój długo trzymany wieniec kwiatowy? Kto ją, do jasnej cholery, oszukał??
Słysząc gardłowe charczenie, złapała gościa za ramiona. Poczuła zbyt gęste owłosienie. Nie mogła już wytrzymać.
- ich… mdleję. – wydusiła z siebie i padła na śpiwór jak worek ziemniaków.

Zaopatrzeni w dodatkowe latarki i podręczną apteczkę, towarzysze postanowili przeprowadzić rozpoznanie namiotu i ewentualną reanimację Niuty.
- co to za włochaty potwóóór? – spytała Dusia z obrzydzeniem w głosie – wilkołak? Fuj! Czocher, ty sprawdź! – dodała, chowając się za Manuelem, który sprawdzał właśnie czynności życiowe swej adoratorki.
- serce bijeś, żyjeś! Niuta, dmuchaj! – powiedział przejęty chłopak głaszcząc rękę Niuty.
- „oddychaj” – poprawiła go Dusia.
- dychać? – zdziwił się Manuel i aż wytrzeszczył oczy. Stwierdził jednak, że spełni polecenie Dusi. Tak bardzo chciał być potrzebny. Wziął głęboki oddech i przywarł ustami do warg Niuty niczym glonojad do szyby akwarium. Powoli wpuszczał powietrze i kątem oka obserwował, jak jej policzki nadymają się, a oczy otwierają szeroko w przerażeniu.
Podduszana Niuta piszczała, jednak to nie wystarczyło, by oswobodzić się z rąk postaci, która właśnie gwałciła jej usta. Zbierając wewnętrzne siły, dziewczyna odepchnęła natręta uważając, by nie zwrócić obiadu.
- Niuta żyć! – Manuel aż podskoczył i klasnął w ręce.
- Manuelu! To ty? – krzyknęła niedowierzająca Niuta i znów padła na ziemię jak nieżywa. „wyssij ze mnie siły życiowe i spenetruj mnie powietrzem!” – pomyślała, oczekując na jego ruch.
Manuel podrapał się po głowie.

Tymczasem Megi i Czocher po omacku badały śpiącego przybysza. Bały się włączyć latarki. Co jeśli gość się obudzi?
Dłoń Megi spoczęła na twarzy nieznajomego. Nagle poczuła otwierające się oczy i chwilę później ciężar jego ciała spoczywał już na naszej bohaterce, liżąc jej policzek.
- CZOCHER, RATUJ! A TY PUSZCZAJ MNIE ZBOCZEŃCU! ODEJDŹ!
Zdezorientowana Czocher złapała się za głowę czekając na cud.
- NO WEŹ GO ZE MNIE, KROWO!
Tyle wystarczyło, by Czocher poczuła przypływ energii w lędźwiach. Jednym skokiem wzbiła się w powietrze, odbiła od ścianki ciasnego namiotu i wylądowała na plecach mruczącego jegomościa.
- puszzzczaaaj… Meegiii… zboczenissssssstooooooooooo! – wrzasnęła nadając każdemu słowu tyle jadu, ile tylko mogła.
Z pomocą zaalarmowanych krzykiem Igas i So cute, dziewczyny szybko obezwładniły nieproszonego gościa. Nadeszła chwila prawdy. Rozbłysło światło czterech latarek.
Manuel otworzył szeroko oczy. Niuta znów zakwiczała żałośnie. Dusia wydała z siebie stłumiony dźwięk, Czocher rozdziawiła buzię, So cute usiadła na pupie, Igas wypuściła z rąk latarkę, a Megi szepnęła cicho:
- Jeg… mdleję.
I zemdlała.
Wystraszony Renifer zakwilił cichutko.

Cel podróży nadszedł zbyt niespodziewanie. Nagłe spotkanie Renifera wywarło na Megi ogromne wrażenie. Renifer zaś, zaatakowany przez zgraję wrzeszczących nastolatek, doznał szoku i otarł się o nerwicę. Według zarządzenia Megi, każda z dziewcząt miała brać czynny udział w rekonwalescencji jej idola. Spisała nawet grafik.

Pamiętniku,
Siedzę właśnie w namiocie, który jedna z nas musiała poświęcić na kwaterę dla Renifera. Śpi tak słodko i mocno, że nikt nawet nie zorientowałby się, gdybym mocno pogłaskała jego pyszczek poduszką. Darmozjad zapłaci mi za wybite zęby. Co do sprawy Igasa, dalej się nie ujawniłam. Zamierzam zrobić to za chwilę. Na szczęście rano skosztowałam czegoś dobrego, co doda mi odwagi.

- hej, twój dyżur się kończy. Możesz iść, zastąpię cię – na ustach Megi pojawił się uśmiech zakochanej fanki.
- dzięki, już wychodzę. Potrzebujesz czegoś? – dziewczyna była pomocna jak zwykle
- możesz przynieść herbaty dla gościa, właśnie nastawiłam wodę.

Krzątając się po obozowej kuchni, dziewczyna zauważyła Igas siedzącą samotnie na kamieniu.
- cześć Igas! – zawołała wesoło
- cześć. Chcesz coś? Warknęła jak zwykle obrażona na wszystko Igas
„zje mnie, poczwara jedna.”
- nnic szczególnego, tak się witam… - wymamrotała i zrobiła krok do tyłu.
Igas nadal wpatrywała się w nią ponurym wzrokiem
- wchodzę do Renifera po Megi. – powiedziała oschle – lepiej, żeby nie było tam twoich gratów.
- ddobrze. – wyjąkała nadal cofając się.
- i zalej wreszcie tę herbatę. Czajnik mnie wkurza.

Chwilę później niosła już napar do namiotu Renifera.
- dzięki! – krzyknęła nieco za głośno rumiana Megi
- nie ma za co. Coś się stało?
- aa, nic. Trochę poprawiłam poduszkę, takie tam – powiedziała zawstydzona
- Megi… ty coś zrobiłaś.
- nie wiem o czym mówisz! – Megi odwróciła się, chichocząc.
Intensywne myślenie przerwał jej głos dobiegający ze śpiwora:
- podaj mi piwo, kobieto.
Na posłaniu spoczywał idol nastolatek, bożyszcze w ciemnych okularach, Pan Renifer.

- Reniferze! Uzdrowiłam cię! – wrzasnęła podekscytowana Megi – kochana! Biegnij po piwo!
- ale… zabroniłaś nam przywozić alkohol…
- a czy wszystkie mnie posłuchały? Nie. Idź do Igas, biegiem! Reniferkuu… podobało się?

Dziewczyna wolała nie wyobrażać sobie procesu uzdrawiania Renifera. Megi nie wie, że alkohol na wycieczce nie jest sprawką Igas. Jak przynieść piwo ze swojego namiotu, nie będąc zauważoną przez resztę?

- aaah, orzeźwienie! – sapnął szczęśliwy Renifer zakładając nogę na nogę – teraz mogę wypić tę herbatkę, bejbe.
- proszę, proszę! Koleżanka zaparzyła! Panie Reniferze… mam prośbę – Megi przebierała nogami niczym suczka w rui.
- słucham, bejbe?
- bo ja bym chciała… zdjęcie i autograf…
- proszę bardzo  - Renifer odgryzł końcówkę mazaka i wypluł ją na drugi koniec namiotu – kochanej Pegi…
- Megi – poprawiła nieśmiało dziewczyna.
- dobra, Pegi, Megi, nieważne. Możesz podać następne piwo

Zamek namiotu otworzył się i w środku pojawiła się głowa Igas.
- moja kolej. – poinformowała
- juuuż? – jęknęła Megi. – spytam Manuela, czy mogę go zastąpić po tobie. Dzięki za piwo!
- piwo? – spytała zdziwiona Igas, lecz Megi nie mogła już jej odpowiedzieć.
- twoja ładniutka koleżanka przyniosła mi piwko. – poinformował Renifer.
Tok myślenia Igas został przerwany widokiem zeszytu pod składanym krzesełkiem. Kucając, wyciągnęła go i otworzyła pośrodku.

Pamiętniku,
Rusza mnie sumienie. Przez moje wybryki i milczenie Igas musiała klęczeć na grochu. Chciałabym wyznać jej prawdę, ale boję się. Boję się, że zrobi mi krzywdę. Pamiętniku, och, pamiętniku. Pomógłbyś, gdybyś nie był kupą kartek spiętych pośrodku? Pamiętnik, czemu ty jesteś pamiętnik?

Poczuła, jak krew zbiera się w jej głowie.

Pamiętniku,
Doszłam do wniosku, że należało jej się. Ja jestem sprytna, a Igas głupia.

- tyyyy…

Pamiętniku,
Jednak zmieniłam zdanie. Żal mi Igas. Chciałabym jej to wynagrodzić. Może podaruję jej pozostałe butelki spermy szatana?

- JA CI DAM SPERMĘ SZATANAA!

Pamiętniku,
Siedzę właśnie w namiocie, który jedna z nas musiała poświęcić na kwaterę dla Renifera. Śpi tak słodko i mocno, że nikt nawet nie zorientowałby się, gdybym mocno pogłaskała jego pyszczek poduszką. Darmozjad zapłaci mi za wybite zęby. Co do sprawy Igasa, dalej się nie ujawniłam. Zamierzam zrobić to za chwilę. Na szczęście rano skosztowałam czegoś dobrego, co doda mi odwagi.
Moje czocherowe serduszko nie jest już tak ciężkie.

- CZOOOOOOCHEEEEEEERRRRRRRRR!

Łaskawe echo rozniosło krzyk w promieniu mili.
Czocher poczuła ciepło w dołku.

Wtargnięcie Igas do obozowej kuchni oznaczało tylko jedno. Śmierć. To coś, o co mogła błagać Czocher w obliczu gniewu koleżanki. Obierająca ziemniaki So cute i pilnująca jej Dusia czym prędzej cofnęły się z miejsca.
- tyy… gnido…
- Igas! Ale ja ci wyjaśnię!
- gówno mi wyjaśnisz! Dorwę cię!
Czocher, rekordzistka świata na 8000 metrów z przeszkodami ruszyła do biegu. Igas, posiadaczka drugiego na świecie wyniku jeszcze nigdy nie dogoniła rywalki.
Dudnienie ziemi spowodowało, że Niuta i Manuel zaciekawieni wystawili głowy z namiotu, w którym najwyraźniej dobrze się bawili. Ku swemu zdziwieniu, zobaczyli przerażonego Czochera okrążającego namiot i Igas wymachującą maczetą.
Kolejnym odcinkiem ucieczki była otwarta polana. Tutaj szanse Czochera wzrosły. Otwarta przestrzeń sprawiała, że jej nogi dostawały nowej porcji mocy niczym króliczki duracell.
Wtedy zdarzyła się katastrofa.
Stopa biegnącej winowajczyni wylądowała na śliskiej masie zakamuflowanej w trawie.
Uciekinierka zaliczyła wślizg godny Messiego. Siedząc na pośladkach wiedziała już, co się stało. Nie wiedziała, co jest gorsze: łydka i udo wysmarowane kupą, czy wrzeszcząca Igas, zbliżająca się z zawrotną szybkością.
- SOOOO CUUUTE! ZABIJĘ CIĘ! POWRÓCĘ Z ZAŚWIATÓW I CIĘ UKATRUPIĘ, SMRODZIE!
Dalsze obelgi przyszłej ofiary niknęły w gęstej atmosferze. Igas przeniosła wroga do obozu, łapiąc za ubrania.
- zemsta będzie słodka. Klęczałam na grochu, więc i ty go zakosztujesz! NIUTA! Dawaj dwa worki!
- tak jest! – odparła przerażona Niuta i dostarczyła wściekłej oprawczyni przysmak, o który prosiła.
- so cute! Gotuj! – krzyknęła, rzucając dziewczynie jeden z worków.
- ale dzisiaj ziemniaki…
- GOTUJ, MÓWIĘ!
- tak jest!
- na drugim sobie poklęczy.

Gdy groch się rozgotował, Igas przeniosła garnek przed oblicze zakutego w dyby i klęczącego na grochu Czochera. Widząc strach na jej twarzy, szepnęła:
- nie bój się, to jeszcze nic…
Po czym wepchnęła jej do ust łyżkę śmierdzącej papki i wyciągnęła z kieszeni paczkę orzechów włoskich.
- rozłupuj – rozkazała
- ale Igas! Jedną ręką?
- jaką ręką? Stopami! – zaśmiała się perfidnie i włożyła orzech między pięty skazanej.
- a niech cię… głupia… choćbym się miała zesrać… rozłupię… mhhmm… - stękała Czocher i wyraźnie ucieszyła się, gdy usłyszała trzask pękanej łupiny.
- nie ciesz się tak. Zawsze mogłam ci dać kokosy.

Ostatnie popołudnie wyprawy minęło w grobowej ciszy przerywanej jedynie stękaniem Czochera i dźwiękiem pękających orzechów. Aby uniknąć gniewu Igas, dziewczęta zachowywały się jak zwykle.
So cute gotowała ziemniaki pod stałym nadzorem Dusi, a Igas czytała gazetę. Jedynie Niuta szczebiotała do ucha Mańkowi, a Megi, rozczarowana spotkaniem z do tej pory uwielbianym artystą, smutno patrzyła w dal. Czocher bekał grochem.