piątek, 23 września 2011

You are next, cz.1


Był to słoneczny, spokojny dzień. Foczka, korzystając z ostatnich promieni wrześniowego słońca, postanowiła wybrać się na stragan i dokonać zakupów. Biegnąc od jednego stoiska do drugiego, podziwiała błyszczące w słońcu owoce, pachnące pieczywo i ryby, które wyławiane prosto z morza, nie traciły nic ze swej świeżości. Z drugiego końca straganu na dróżkę padał delikatny snop światła. Dziewczyna spakowała pomidory, jabłka i bagietkę do papierowej torby. Zagryzła wargę, zastanawiając się. Z drugiej części nie dobiegał żaden hałas. Złotawy snop światła ukazywał drobinki pyłu unoszące się w oświetlonym powietrzu. Przypominał jej barwy piasku i już po chwili w głowie zabrzmiała jej bliskowschodnia melodia, na dźwięk której wąż zacząłby radośnie pląsać w koszyku.
Kierując się w stronę słodkawego zapachu i intrygujących stoisk, przy których sprzedawcy zachęcali klientów przyjaznymi gestami, odważnie stawiała kolejne kroki. Foka, jako dzielne stworzenie, nie bała się ryzyka i zawsze wypowiadała swoje zdanie, nawet, jeśli nie wszystkim się to podobało. Idąc dalej w kierunku przyjaznego otoczenia, uchwyciła w swej głowie pewną myśl. „Już.” – przemknęło jej przez głowę na ułamek sekundy przed tym, jak zobaczyła strużkę krwi na swej kremowej, bawełnianej sukience. Kropelki tańczyły na jej dłoni walca angielskiego na trzy czwarte, zbliżając się do smukłych palców. W końcu, ulegając nieznośnej grawitacji, kapnęły na ziemię, wyprzedzając bezwładną dziewczynę o milisekundy.
Drugi portret z hukiem spadł ze ściany.

Przez dwa tygodnie bukiet róż zdążył już wyschnąć. Wymieniając kwiaty na świeże, rozmyślała o ostatnich chwilach spędzonych z przyjaciółką. „Zadzwoń” – te słowa i porozumiewawcze mrugnięcie Niuty kaleczyły ją jak odłamki szkła. Jeden w oku, drugi w sercu? Nie pamiętała już, o czym mówiła bajka z dzieciństwa. Dźwięk telefonu zaskoczył ją podczas zapalania lampki. Parząc dłonie zapalniczką, przestała przeklinać dopiero, gdy nacisnęła zielony guzik.
- Megi, słucham? – przywitała się, lecz po chwili telefon wypadł jej z ręki i rozbił się o twardy marmur nagrobka.

- Sytuacja się powtórzyła? – spytała siebie Megi. Fala rozpaczy, która zalała ją na cmentarzu, powoli ustępowała. Nie minął jednak strach o najbliższe jej osoby. Ktoś, kto zamordował najpierw Niutę, a później Foczkę, mógł odebrać życie dowolnej osobie, która kiedykolwiek pojawiła się w jej życiu.

Pierwszy portret spadł dwa i pół tygodnia temu.
Dziewczęta cieszyły się ciepłym popołudniem. Moczenie kostek w wodzie, tanie wino i kanapki – radości nie było końca. Babskie pogaduchy, pierwsze od dłuższego czasu, dały Megi i Niucie poczucie bezpieczeństwa, którego tak brakowało im w szarej codzienności.
- wiesz, Megi?
- mmm? – mruknęła dziewczyna między jednym kęsem, a drugim.
- chciałabym spędzić z nim przyszłość. Chciałabym spełnić moje marzenia. – Niuta zamknęła oczy w nadziei, że obudzi się w innej rzeczywistości.
Lubiła marzyć. Codziennie budziła się z nową fantazją i nowym celem. Prawie każdy cel realizowała do skutku, zapewniając sobie świetlaną przyszłość. Przyszłość, którą bezczelnie jej odebrano.
Dziewczęta, żegnając się, nie czuły zbliżającego się zagrożenia.
- zadzwoń – Niuta mrugnęła do przyjaciółki i każda z nich poszła w swoją stronę.
Wioska Niuty, spokojna, jak co wieczór, pachniała świeżo skoszoną trawą i niosła muzykę pasikoników. Dziewczyna szła znajomą ścieżką, nucąc ulubioną piosenkę. Rytm jej śpiewu zmącił trzask łamanej gałązki.
Odwróciła się, wypatrując źródła hałasu, lecz ciemność uśpiła jej zmysł wzroku.
- tutaj… - wyszeptał głos za nią
Niemal automatycznie posłuchała instrukcji nieznajomego. W tym samym momencie usłyszała strzał, szybko zlewający się z ciszą wioski. A może już nie mogła słyszeć?

Obie te zbrodnie wstrząsnęły nie tylko Megi. W nowocześnie urządzonym salonie siedziała śmietanka towarzyska.
- skoro zabił już dwie osoby, może wziąć się za trzecią. – zauważyła pobladła Czocher.
- nie zostawił żadnych wskazówek? – spytała zmartwiona Marchewka, z roztargnienia słodząc kawę czterema łyżeczkami cukru.
- w tym sęk, że nie. Nie wiemy kogo chronić, z kim się pożegnać – załkała Megi w objęciach Malinki – Izabellinko, co cię trapi?
Izabellinka, bledsza niż Czocher, stała w kącie i nerwowo obgryzała paznokcie
- spójrzcie na to – wyjąkała, wyciągając karteczkę – dostałam to dziś rano.
Karta zapisana była koślawymi literami. Układały się one w słowa „YOU ARE NEXT”.

CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz