- jestem dwulicową świnią, ale trudno. Należy jej się – powiedziała na głos Ziemowit smarując kanapkę pastą z żaby i majonezu. – jako naczelny cień pobawię się nią trochę i przeprowadzę zajedestrukcję!
Carolli przeżywała właśnie kryzys wieku młodzieńczego. Od kilku tygodni, zamiast jak zwykle pochłaniać książki pt. „Jak być elokwentną młodą damą”, udawała się na polankę, aby pozbierać kwiatki do nowego kompletu wazoników z podobiznami członków wiatrówki na każdym z nich. Jej znajomość kwiecia ograniczała się jednak tylko do stokrotek i kwiatków, które można znaleźć na drzewku starpunktowym, toteż postanowiła dekorować wazoniki petami, które jako pozostałości imprezy lokalnych dresów czekały na nią każdego poranka na odwiedzanej polance.
Ziemowit, wcześniej znana jako Niuta każdego ranka zaglądała do chatki Carolli w celach bynajmniej nie towarzyskich. Była szpiegiem. Mściwym, krwawym szpiegiem, który każdego dnia obiecywał sobie: „jutro się jej pozbędę…”. Carolli miała bowiem coś, czego Niuta skrycie pożądała: miejsce w etapie wojewódzkim konkursu humanistycznego.
I tak spędzały swe dni we dwie, grając w warcaby, wyszywając kordonkiem, rysując soft-pornosy, pogryzając orzeszki ziemne i oddając się innym, nie mniej zajebistym rozrywkom.
Niuta, przeżywając swego rodzaju twórczy impas, nie wiedziała jak ma przeprowadzić zniszczenie znienawidzonej „przyjaciółki”. Nagle poczuła jak przez jej ciało przepływa dreszcz penetrujący wszystkie możliwe zakamarki jej kiszek o sile większej niż frustracja łysych koksów na widok Michała Szpaka. Mrowienie przechodziło na zmianę z jednej półkuli mózgu na drugą, pobudzając zwoje mózgowe do analizy odbieranych bodźców. W końcu impuls elektryczny dotarł przez zamknięty obwód do żarówki i oświetlił mroki jej umysłu. Doznała olśnienia i na jej usta natychmiast spłynęła piosenka:
- Maalinka, Malinka, Malinka moja!
Malinka była jednak zajęta czymś innym i nawet nie myślała o swej koleżance. Walcząc z rozstrojoną bałałajką usilnie wypatrywała, czy jej pokrzywowe schronienie aby na pewno nie przyciągnie uwagi ochrony. Nadszedł moment idealny. Strażnik pełniący wartę w budce przy balkonie pochrapywał słodko, a rosły goryl na dole czym prędzej udał się w krzaczki nie podejrzewając, że przyczyną nagłego rozwolnienia są ciasteczka podarowane mu przez dziewuszkę z tą śmieszną gitarą.
Dziewczyna nie namyślała się długo. Prędko wyskoczyła z pokrzyw, chwyciła bałałajkę i wydała z siebie dziki kwik:
A wszystko bo Merlina kocham
I nie wiem jak bez niego mogę żyć
AIIJEEEEE
Chodź, pokażę ci…
W tym miejscu drzwi balkonowe rozwarły się na oścież i na balkon wystąpiła blada postać w krwawym szlafroku. Malince nie dane było cieszyć się tym widokiem, gdyż but rzucony przez Merlina wzbił się w powietrze i z impetem uderzył ją w nos.
Raz jestem twa Malinka raz Milenium gerl
Nie będzie nigdy bez Merlinka mnie!
Adoratorka usiłowała zakończyć pieśń, jednak stado komandosów i psów podążających w jej stronę spowodowało nagłe otrzeźwienie i potrzebę ucieczki tam, gdzie spoczywają zapomniane pokemony, zespół O-zone i zarchiwizowane demotywatory.
- Malina, otwieraj, biznes jest! – ryknęła Niuta dobijając się do drzwi pięściami i kolanami. – OPEN DE DOR.
Drzwi uchyliły się ukazując jedynie ogromny, czerwony nochal z plastrem.
- czego? – zakwiliła gospodyni przez nos
- no bo ten. Pomóż mi. – Niuta wyraźnie zbita z tropu nochalem nie wiedziała, jak poukładać słowa.
- nie wyjdę, wolę umrzeć! Merlin pogardził mą pieśnią! Przecież mnie kocha! Chcę go bić po puuupci! – zawyła i otworzyła drzwi pokazując się w pełnej krasie, to jest z podbitym okiem i bąblami po pokrzywach.
- luz, po tym jak mi pomożesz, ja pomogę tobie. Jeszcze będzie chciał żebyś biła go po pupci, przykuwała do kaloryfera, deprawowała i co tylko chcesz! Teraz skupmy się na mojej sprawie. Mam pewien plan…
- czas doglądnąć moich buraczków! – powiedziała do siebie Carolli i uzbroiła się w łopatkę i grabki. Dzięki specjalnej odżywce na bazie fusów makdonaldowskiej kawy zostawianych przez Duśkę, jej panią i dobrodziejkę, buraczki rosły jak na zawołanie. Sekretem owej mieszanki były charki Ronalda McDonalda, wzbogacone o wyciąg z konopi indyjskich. Całość, skrupulatnie mielona przez Ronalda w kamiennym moździerzu doprawiana była jeszcze kilkoma listkami i tak Duśka mogła rozkoszować się pełnią smaku aromatycznej kawy a la Ronald, a co najważniejsze, buraczki miały jedyny w swoim rodzaju nawóz, dzięki czemu rosły piękne i zdrowe.
Carolli nie było jednak dane cieszyć się popołudniem na łonie buraczków. Miała gości. Wychodząc z ogródka zauważyła charyzmatyczny duet w postaci Niuty i Maliny, zaopatrzonych w talerze i ogromny bęben.
- cześć Carolli, rozwalamy ci dom, żebyś nie poczuła się zbyt fajna – rzekła Niuta ukazując zęby, które z wyjątkiem brakującej jedynki były kompletne i śnieżnobiałe.
- no, a potem porywamy Merlina na gwałt! – zapiała z zachwytu Malina dzierżąc bęben tak mocno, jak gdyby był on co najmniej pewną częścią ciała jej oblubieńca.
- zaraz! Jak co? – zdziwiła się Carolli – Niuta! A nasze poranki z wyszywaniem? Myślałam, że jesteś moją przyjaciółką!
- to źle myślałaś, jesteś zryta. Malina! Zaczynamy! – to mówiąc przepuściła Malinę przed siebie i obie zaczęły maszerować wokół chatki niczym Izraelici wokół miasta Jerycho, krzycząc „make some noise!” i waląc w przyniesione ze sobą instrumenty.
- Malina! Śpiewaj! – wrzasnęła Niuta usiłując przekrzyczeć hałas wyprawiany przez koleżankę przygrywającą na bębnie
Meer-lin najlepszym naszym przyjacielem jest!
Meer-lin najlepszym naszym przyjacielem jest!
Meer-lin najlepszym naszym przyjacielem jest!
Jemu chwała, jemu cześć!
Oprócz jazgotu Maliny i wrzasków Carolli w okolicy nie działo się nic.
- coś innego, dupo!
Merlinku, Merlinku, co tam niesiesz w koszyku,
Merlinku, Merlinku, co w koszyku masz?
Mam wibrator stalowy, hej stalowy,
Na Malinę gotowy, hej, hej, gotowy!
Pod wpływem umiejętności wokalno-instrumentalnych dziewuszki co prawda zatrzęsła się ziemia, jednak chatka jak stała, tak stała. Malina jednak nie poddawała się:
Poszła dziś Malinka gwałcić Merlina!
Poszła dziś Malinka gwałcić Merlina!
A Merlinek zapił, a Merlinek zapił
Spermą szatana!
Ten rodzaj twórczości musiał zadziałać. Chatka Carolli rozpadła się na dwie części niczym Kinder niespodzianka, jednak nie uwolniła żadnej ładnej zabawki.
- dlaczego?! To była moja tajna skrytka! – wrzasnęła wściekła właścicielka i pobiegła do ogródka
Malina i Niuta, leżąc przed resztkami chatki popijały tanią colę myśląc, że tego dnia już nic ich nie zaskoczy, jednak widok Carolli lecącej w stronę słońca na buraku wielkości hipopotama szybko rozwiał ich wątpliwości. W przypadku Maliny wywołał nawet atak czkawki.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz