niedziela, 14 sierpnia 2011

Siema pamiętniku (cz.3)

Siema pamiętniku. Megi przyprawia mnie o nerwicę. Gdyby nie to, że jesteśmy na jakimś zadupiu, już dawno odjechałabym pierwszą lepszą bryką. Nie uznaję terroru i niesprawiedliwych kar. Niech żyje anarchia. Kilka dni temu przywlokła skądś pięć butelek Szata. Suszyło mnie jak diabli, a ta przywódczyni od siedmiu boleści roztrzaskała je o ziemię i oskarżyła mnie o rozpijanie grupy. Nie zamierzam jej wybaczyć.

Igas odrzuciła swe długie włosy do tyłu i zaczęła beznamiętnie wpatrywać się w ognisko. Nie po to wygrywała międzynarodowe zawody pogo, żeby teraz klęczeć na grochu jakiejś pożal się boże uczennicy Cejrowskiego.
Mogła jednak skutecznie zmienić swoją pozycję w grupie ostrzegając towarzyszki przed wielką stopą. Oczami wyobraźni zobaczyła siebie organizującą system obronny, zachwycone koleżanki i czerwoną z wściekłości Megi. Fantazja ta ustąpiła jednak miejsca innej, w której przejęta informuje obóz o swym odkryciu. Zza krzaków wychodzi jednak chudy dziadek o nienaturalnie dużych stopach i mocno wybrakowanym uzębieniu.
Wstrząsnął nią dreszcz. Kalkulacje i wytężanie mózgu sprawiły, że zrobiła się głodna. Nie mogąc już patrzeć na groch, po prostu zasnęła.

Groch nie był przyjacielem również innej bohaterki.
Obudził ją chłodny wiatr drażniący oczy i wszystkie wystające spod koca części ciała. Wczorajsza kolacja wyjątkowo jej się udała. Co prawda groch był dla nich już zbyt monotonny, jednak tajemna wiedza służki sprawiała, że z każdym kęsem potrawa stawała się jeszcze smaczniejsza. Niestety, nasza kucharka, z racji delikatnych kiszek, cierpiała na poważne powikłania.
Wychodząc spod koca, So cutka ostrożnie złapała się za brzuch i porwała jedną z ostatnich rolek papieru toaletowego. Poprzedniej nocy, przeczuwając katastrofę, obeszła teren dookoła obozu i starannie wybrała krzaczki mogące stworzyć nieco intymne warunki.
Tym razem szła dzielnie szybkim krokiem, analizując każdy swój oddech. Czuła przyspieszone tętno i każde bicie swojego serca. Nie mogła przyspieszyć, znała przecież możliwości swoich mięśni, z kolei zbyt wolny chód marnował cenny czas, jaki jej pozostał, aby dotrzeć do celu.
- nie poddam się – syknęła i zacisnęła zęby.
Do celu pozostało jej dwadzieścia metrów. Walczyła z czasem, wiatrem i nieznośnym parciem. Wiedziała już, że przegra.
Ratując resztki godności, zadarła koszulę nocną do góry.
Była piąta trzydzieści. Wszyscy jeszcze spali.

Niecałą godzinę później Megi kąpała się już w jeziorze. Nie przeszkadzała jej lodowata woda ani brak ubrania. Nie licząc obserwujących ją ptaków, była całkiem sama. Śpiewając i zanurzając się raz po raz w chłodnym zbiorniku świetnie się bawiła, jednocześnie czujnie obserwując wzniesienie i znajdujący się na nim obóz.
- Niuta? Tak wcześnie? – wymamrotała na widok głowy wyglądającej z namiotu.

Niuta nie lubiła wczesnego wstawania. Nie lubiła też zimna, wiatru i grochu. Lubiła za to wybuchy, więc czadowy początek wycieczki pozytywnie naładował ją do tego stopnia, że pozostałe czynniki wcale jej nie przeszkadzały.
Stojąc na wzniesieniu mogła obserwować znajdujące się poniżej jezioro. Widok nagiej Megi wzbudził w niej podziw, lecz także pewną rozterkę. Jej serce stało się ciężkie.
- Megi to ładna kobieta. Gdy znajdzie Renifera, zakochają się w sobie i będą mieć ładne dzieci… - powiedziała do siebie i pomachała koleżance, po czym rozpoczęła poranną przebieżkę.

Biegła środkiem polany, co jakiś czas przyspieszając i zwalniając. To dobre na łydki. Czując pot na skroniach, rozpędziła się do maksymalnej prędkości.
Wtedy usłyszała krzyk.
- ACHTUNG, FRAULEIN!! ACHTUNG!
- że co, kurde? – zanim zdążyła to powiedzieć, coś porwało ją z miejsca, w którym stała i rzuciło kilka metrów dalej.
- scheisse – dodało, pokazując zagrożenie.
Zagrożenie było nie do końca świeżą kupą czyhającą na środku polany. Coś było niesamowite.
Niuta zobaczyła światło. Wizja przesuwała się od palców u stóp, poprzez umięśnione łydki, wyrzeźbiony brzuszek, wypiętą pierś i silne ramiona. Towarzyszyły temu dodatkowe efekty w postaci skurczu w różnych częściach ciała dziewczyny. Końcowym etapem wizji była twarz młodego boga.
- okeej? – spytał młodzieniec pomagając jej wstać
- o. o…okkej – wydusiła z siebie Niuta czując się, jakby ktoś uderzył ją w głowę.
- fraulein… wy… deine name?? – spytał, rumieniąc się lekko
- Niu… Niuu – jąkała się zawstydzona, usiłując ukryć skrępowanie
- Niu? – spytał ucieszony nieznajomy
- Nie! Niuta. – przedstawiła się w końcu dziewczyna, oczekując w zamian tego samego. I czegoś jeszcze.
- ich bin… Manuel! – odparł Manuel i odsłonił cały garnitur śnieżnobiałych zębów.
- ich… mdleję. – wyszeptała Niuta i pozwoliła umięśnionym ramionom złapać swe bezwładne ciało.

Siema pamiętniku. Jest z nami jakiś men. Niuta ślini się na jego widok, a Megi słucha Niuty, więc nowy traktowany jest jak książę. Chociaż tak jak my je groch, panicz dostał osobną łyżkę. Myślałam, że krew mnie zaleje, gdy ją oblizywał, a ja musiałam wydłubywać groch spod paznokci. Na szczęście jednogłośnie (ja sama) i anarchistycznie (obalając zdanie Megi) kazałam mu narąbać drewna. Na szczęście biedactwo zaczyna uczyć się polskiego, więc mogło zakomunikować dziewczętom, że ma „dziazge”.

Faktycznie, chłopak łatwo przyswajał język, choć nie potrafił pozbyć się komicznego akcentu. Kilka dni z dziewczynami sprawiło jednak, że komunikował się niemal bez problemu. „Niuty w ogóle to nie obchodzi” pomyślała Igas zamykając pamiętnik. „Mogłaby się tylko do niego wdzięczyć i uśmiechać”.
Tej nocy dziewczyna spisywała swoje smutki nad jeziorem, obserwując światło księżyca.

Niuta faktycznie rozmyślała tylko i wyłącznie o Manuelu. Miała nadzieję, że ten w końcu odwzajemni jej uczucia. Mają tak mało czasu. Przecież cel wyprawy już blisko…
Wchodząc do swojego namiotu usłyszała chrapanie. Żadna z dziewczyn nie wydawała z siebie takiego warczenia. Nawet Megi.
W ciemnościach zobaczyła kontur dużej postaci leżącej pod jej kocem. Postanowiła dotknąć gościa. Ciepły… zarośnięty…
- Manuel! Przyszedłeś! – szepnęła Niuta, starając się nie obudzić ukochanego.
Kusząca obecność mężczyzny wyzwalała w niej pierwotne instynkty. Bała się, że go spłoszy, jednak chciała zachęcić chłopaka do wspólnej zabawy, skoro już przyszedł. Po chwili namysłu położyła się blisko i ostrożnie wdrapała na chrapiącą postać.

- dobrze, że mam latarkę. Co jeśli So cute zostawiła nam kolejną niespodziankę? – zastanawiała się głośno Igas, wracając do obozu
- Igas! Pociekaj! Nie mam latarka! – głos z ciemności, czyli Manuel dogonił dziewczynę w połowie drogi – boje sie ciema – dodał
- taak, ja też nie lubię ciema. – prychnęła Igas i pozwoliła mężczyźnie iść za sobą.
Namioty tych dwojga znajdowały się tuż obok namiotu Niuty. Przechodząc obok, usłyszeli donośne chrapanie i chichot lokatorki. Z sąsiednich namiotów wyszły pozostałe towarzyszki wyprawy.
- co ona robi? – spytała Czocher ziewając przeciągle.
- nie mogę spać! Jak można tak chrapać? Żądam natychmiastowego zaklejenia jej ust! – Dusia tupnęła nogą i zmarszczyła czoło.
- przecież to nie ona. Nie słyszeliście jej śmiechu? – Megi uniosła jedną brew i porwała latarkę Igas.
Ostrożnie rozpięła zamek namiotu i nacisnęła przełącznik latarki.

To, co ukazało się oczom zebranych, przerosło ich najśmielsze oczekiwania.
CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz