Kochany pamiętniczku,
Dziś kończę już zbierać fundusze na moją wyprawę. Muszę też poprosić kilka osób o dołączenie. Nie cierpię wędrować z kimś, ale sponsorzy postawili taki warunek. Moją wycieczkę udokumentuje też podręczna kamera. Powinnam spakować sucharki…
Megi postawiła ostatnią kropkę i odłożyła brązowy zeszyt z norweską flagą do szuflady. Pojutrze znajdzie się w raju, włoży stopy w śnieg, zobaczy fiordy i posmakuje prawdziwego łososia. Podróże rządzą!
Norwegia była jej największym marzeniem od kiedy w piątej klasie nie poszła do szkoły z powodu choroby. Leżąc w łóżku oglądała Animal Planet i wtedy zobaczyła na ekranie cudowną postać. Duży, postawny samiec o ciepłych, kochających oczach i wyrazistych rogach. Zmysłowy i seksowny Renifer.
Od tego czasu na stałe zagościł w jej pokoju i marzeniach. Plakaty na ścianach, obskakiwane co wieczór nosiły co prawda ślady szminki, lecz nadal prezentowały się świetnie. Tęsknota do nieznajomego Renifera uskrzydlała i demotywowała Megi jeszcze przez kilka lat, aż postanowiła, że zobaczy swego ulubieńca na żywo.
Skompletowałam już ekipę na wyjazd. Było trudno, ale myślę że każdy na coś się przyda. Mój pierwszy wybór to Niuta i nie ukrywam, że to pudło stulecia. Nie mogłam jednak postąpić inaczej. Przyniosła pod mój dom dynamit i zagroziła, że wysadzi nas obie, jeśli nie zabiorę jej ze sobą. Trudno. Kolejną osobą jest Czocher. Jako weteranka różnych potyczek w dziczy ma znakomitą orientację w terenie. Podczas wyprawy potrzebna będzie również para silnych rąk – już zatelefonowałam do Igas. Przygotowałam też jedno miejsce sponsorskie dla Duśki, bez której ta wyprawa nigdy by się nie odbyła. Prawie zapomniałam o So cute. Potrzebujemy przecież kogoś do zmywania.
Za oknem rozległ się ryk starego gruchota. Megi wiedziała już, kto pojawił się przed jej bramą. Obserwując zza firanki dostrzegła podskakującą Niutę i pana Ziemola.
- postawię skrzynkę pod drzwiami. Nie dotykaj tego, kochanie! – zarządził Ziemol i ucałował córkę w czółko, po czym przybił jej piątkę
- dobrze, tatusiu! – zapiszczał Niutacz i pokazał odwróconemu ojcu wywalony język. – MEGIIIIIIIII! JESTEM!
- widzę cię, zarazo. Co jest w tej skrzynce? – spytała zaciekawiona gospodyni wychylając głowę przez okno
- tylko kilka moich drobiazgów – skłamała Niuta bez mrugnięcia okiem – będzie bombowo! – dodała.
Reszta towarzystwa przybyła ze sporym opóźnieniem. Jako ostatnie zjawiły się Dusia i Sołkjutka, które zderzyły się w drzwiach.
- jak śmiesz przychodzić równo ze mną?? Powinnaś grzecznie czekać, aż się zjawię! – krzyknęła oburzona Dusia mierząc dziewczę zabójczym wzrokiem.
- przepraszam, ja myślałam… - odparła zawstydzona dziewuszka ze spuszczoną głową, lecz jej wypowiedź została przerwana:
- nie pochlebiaj sobie! Phi, też mi coś. Pupek, moja torebka! – krzyknęła panna Dusia i w tej samej chwili pojawił się przy niej mały chłopiec z czarną zamszową torebką.
- nie wyczyściłeś jej? – twarz Duśki przyjmowała barwę purpury
- ale mamo… - zaczął Pupek, lecz szybko zamilkł widząc pianę wydobywającą się z ust rodzicielki. Przypominała mu maszynkę do ulubionych baniek mydlanych. Była tylko bardziej czerwona.
- „mamo”? jaka mamo?? Nie ma mamy! ODEJDŹ. – to mówiąc, wskazała malcowi drzwi.
Cała ekipa wpakowała bagaże do prywatnego odrzutowca Dusi (pomimo próśb i gróźb nie udało się odebrać Niucie paczuszki ani stłumić jej krzyków) i usadowiła na wygodnych fotelach. Nieobecną Malinę reprezentował radiomagnetofon Niuty z nagranymi przebojami koleżanki.
Igas, nie zważając na środki bezpieczeństwa, zapaliła papierosa, jednocześnie nonszalancko zarzucając nogę na nogę.
- khe, khe, fuj, to śmierdzi – Niuta z obrzydzeniem zatkała sobie nos
- nikt nie każe ci tu siedzieć. Won do klopa. – warknęła Igas nie ruszając się z miejsca
Niuta ostrożnie położyła swój pakunek na podłodze i udała się do toalety.
- Megi, opowiedz nam więcej o wyprawie. – odezwała się ni stąd ni zowąd Czocher, która dopiero teraz zainteresowała się wycieczką
- lecimy do Oslo, później wsiadamy w pociąg, jedziemy w dzicz. Następnie bierzemy sanie i jedziemy w większą dzicz. Potem opuszczamy sanie i idziemy na nogach w samo serce dziczy. – oznajmiła Megi podniecona wizją.
- jak wygląda sprawa wyżywienia? – Igas od niechcenia strzepnęła popiół z koniuszka papierosa
Usta Megi już otwierały się celem udzielenia informacji, jednak uszy zebranych zarejestrowały dźwięk dobiegający z okolic toalety:
- NNNIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!
Wszystko zwolniło tempo. Krzyk Niuty, powoli opadający żarzący się papieros, pakunek na podłodze.
Nagle rozbłysło światło.
CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz