Dusia nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Codziennie budziła się obok najprzystojniejszego samca na świecie, doświadczała jego miłości i troski. Winicjusz, bo tak miał na imię, spełniał każdą prośbę swej młodej kochanki, która była pod wrażeniem jego muskulatury, kwadratowej szczęki i blond czupryny igrającej z wiatrem. Tak, Winicjusz był jedyną rozrywką w jej niezbyt ciekawym życiu. Do czasu…
- Winiuuu! Kupmy truskaffkii! – pisnęła Dusia na widok owocowego straganiku położonego nieopodal ich posiadłości.
- jak sobie życzysz, moja miła! – rzekł Winiu posłusznie niosąc torebkę za osobą swojej królowej seksu.
- poproszę dziesięć kilogramów truskawek! – zażyczyła sobie Dusia, jednocześnie przesyłając najsłodszy uśmiech właścicielce straganu, Malinowej Królewnie.
- proszę bardzo, truskaweczki dla panieneczki, maliniusie tak słodziusie, zaraz zwalą z nóg i Dusię! Jednorazóweczkę podać?
Dusia oczywiście zażądała jednorazóweczki. Podając pakunek, Malinowa Królewna o niezwykłych zdolnościach dotknęła ręki klientki, po czym wyszeptała jej do ucha:
- maliniusie są słodziusie, Dusia będzie mieć dzidziusie!
Bohaterka po powrocie do domu usiadła na swym ogromnym łóżku wodnym i zaczęła snuć fantazje na temat przyszłości swej rodziny. Oczami wyobraźni widziała Winicjusza kąpiącego małego, różowego blond aniołka. Pstryknięcie palców i kolejny obrazek. Winicjusz i Winicjusz Junior grający w piłkę za domem. Pstryk. Winicjusz senior, siwiejący już, poprawia krawat dorosłego Winicjusza Juniora.
- Dusiu, kochanie, nakryłem już do stołu! – dźwięczny głos mężczyzny rozległ się na pokojach i już po chwili kobieta wtargnęła do jadalni celem obwieszczenia partnerowi dobrej nowiny.
Winiu przyjął wiadomość o spodziewanym potomku bardzo entuzjastycznie. Szykując się do wyjazdu w zagraniczną delegację, zadbał o to, by matka jego potomka miała wszystko, czego zapragnie. Postawił jej jednak jeden warunek. Do końca ciąży nie może odwiedzić lekarza.
- czy on oszalał? Przecież musisz zbadać siebie i dziecko! – krzyknęła Megi sącząc przez słomkę nektar ze sfermentowanej norweskiej jagody.
- no tak, muszę, ale słowo Winia jest dla mnie ważne! – tłumaczyła się dziewczyna, unikając wzroku koleżanek
- Dusiu, posłuchaj. Nie jesteś już najmłodsza. Ciąże kobiet w twoim wieku mogą skutkować powikłaniami i różnymi zaburzeniami natury genetycznej. Weź to pod uwagę! – zagrzmiała oburzona ignorancją przyjaciółki Marchewka.
- marchew ma rację. Idealny facet swoją drogą, a zdrowe dziecko też ważne! Jeszcze dziś zapiszę cię na wizytę do doktor Gaby – poinformowała Czocher.
Gabinet doktor Gaby lśnił czystością i połyskiem rozmaitych przyrządów wkładanych do macic. Ze ścian pokoju spoglądało oblicze Billa Kaulitza pod rozmaitymi postaciami.
- to pomaga pacjentkom odstresować się – oznajmiła doktor Gaba widząc zdziwienie Dusi – proszę się położyć, zrobimy USG.
W pomieszczeniu było słychać tylko mruczenie pani doktor i chichot łaskotanej żelem Dusi. Lekarka ze skupieniem obserwowała ekran monitora. Nagle rozległ się krzyk:
- NA CZŁONKA KAULITZA! – doktor Gaba aż wstała z krzesła, rozsypując na podłogę plik kartek.
- co się stało, pani doktor? – spytała skonsternowana Duśka.
- nnic takiego. To przepiękne dziecko! Syn! – wymamrotała Gaba zbierając pospiesznie papier z podłogi.
Wizyta szybko dobiegła końca i gdy tylko zatrzasnęły się drzwi, doktor Gaba ochłonęła.
- jak mogłabym jej powiedzieć, że syn nie spełni jej oczekiwań??
Po powrocie Wincia z delegacji Duśka ponownie zajęła stanowisko dobrej narzeczonej i ani słowem nie wspomniała o złamanej obietnicy. Tymczasem termin porodu zbliżał się coraz większymi krokami. Zewsząd zaczęto znosić podarki dla nienarodzonego dziecka panny Duśki. Malinowa Królewna podarowała przyszłemu chrześniakowi nowego laptopa i quada, a także zestaw do wyhodowania małego krzaczka malin, Czocher kupiła książkę pt. „jak skutecznie i trwale przefarbować dziecko na rudo”, natomiast Niuta sprowadziła do posiadłości skrzynkę dynamitu na wypadek, gdyby mały wolał niszczyć, niż tworzyć.
W końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień. Dusia już w nocy zaczęła odczuwać bolesne skurcze, poleciała więc helikopterem do prywatnej kliniki Winicjusza, by tam odbyła się akcja porodowa. Kobieta męczyła się kilkanaście godzin, nim potomek raczył wypełznąć na świat.
- przyj! Jeszcze trochę! Widzę główkę!
Uszy zebranych uchwyciły głośny płacz noworodka. Lekarz pogratulował parze i położył chłopca na piersi matki.
Wtem krzyk dziecka zagłuszył wrzask samej Dusi:
- COO? DLACZEGOOO?
- pani Duśko, coś nie tak?
- SAM PAN ZOBACZ! – krzyknęła, odwracając dziecko przodem do lekarza, który mógł teraz podziwiać żółtawe zabarwienie skóry, małe, skośne oczka i szatański uśmieszek, żywcem zdjęty z ojca stojącego w rogu sali.
Winicjusz opierał się o ścianę i głośno chichotał. Nagle jego postać zaczęła zmieniać swój kształt i teraz przed Dusią stał niski, czarnowłosy Azjata, naturalnie skośnooki.
- eliksir wielosokowy. Przydatna rzecz, kochanie
- niee! Winicjusz! W tej chwili masz to wyjaśnić!
- nie nazywam się Winicjusz. Mówią na mnie… FUKUSZIMA! – wyjaśnił ojciec dziecka zanosząc się śmiechem rodem z piekła.
Rzeczywistość po porodzie była dla Duśki istną traumą. Oszustwo i odejście Winicjusza, kpiny sąsiadów, wstyd rodziców i litość ze strony znajomych każdego dnia przypominały jej o wstydliwym epizodzie z jej życia. Pojawił się też problem imienia.
- a może… Honda, jak motor? – zaproponowała Niuta, od razu zdzielona w głowę przez gospodynię
- lepiej coś, co nie będzie jej się kojarzyć. – doradziła doktor Gaba, specjalnie zaproszona na kawę.
- mimo wszystko ma ładną pupę – powiedziała Carolli i obserwowała zmieniający się kolor twarzy Dusi
- JA CI DAM PUPĘ! TEŻ MI PUPKA! NORMALNY PUPEK! – wrzeszczała tak, że słyszało ją całe sąsiedztwo
- Pupek. Niegłupi pomysł – skomentowała Czocher. – dobra ta kawa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz