- już, już, niosę! – zawołał Pupek biegnąc z tacą zawierającą dusine latte i masę innych jadalnych przyjemności. Niestety, na trasie Pupek-stolik nagle pojawiła się Molka bawiąca się jedną ze swych piłeczek. Noga nieszczęsnego chłopca napotkała przeszkodę w postaci brzuszyska Molki, a taca, którą trzymał, poszybowała niczym Adam Małysz w czasach swojej świetności. Sławetne latte wzbiło się w powietrze i z gracją wylądowało na jedwabnej sukience Dusi, zaś pierniczki, ku wielkiej uciesze Molki, rozsypały się na podłogę.
Duśka, w przeciwieństwie do swej ulubienicy wcale nie była ucieszona. Jej twarz nabrała barwy głębokiego burgundu, zęby zgrzytały, a włosy zjeżyły się na jej szlachetnym czerepie.
- Pppp… - wycedziła pierwszą spółgłoskę, co zaalarmowało biednego Pupka. Do chłopca dotarł komunikat: „wiej, chłopie, zanim jej służba wbije ci widły w odwłok!”.
- Uuuu… - dźwięk przeszywał przestrzeń niczym strzała pokonująca drogę do tarczy. Pupek zdążył podnieść się z ziemi.
- Pppp… - dlaczego nogi odmawiały mu posłuszeństwa? Kątem oka widział rodzicielkę i wałek w jej zacnej dłoni.
- Eeeeek! – chłopiec zwiał przez okno.
- &^^$#I*^& - klęła pod nosem Dusia, obserwując służącą sprzątającą na kolanach powstały bałagan – niewdzięczny bękart. Zmęczyłam się i mam migrenę. – to mówiąc, opadła szlachetnie na kanapę.
Tak naprawdę Dusia była zaniepokojona postawą Pupka. Zazwyczaj syn posłusznie przyjmował karę. Raz nawet sam zszedł do piwnicy i zakuł się w dyby! Tym razem jednak zbiegł z miejsca zdarzenia. Czy jej ukochany potomek wszedł w okres buntu? Czyżby stracił do niej zaufanie? Dusia patrzyła smutno w przestrzeń, gdy Molka wyksztusiła wyschnięty pierniczek.
Świat stał otworem przed naszym małym bohaterem. Wędrował on ścieżkami, dróżkami, miastami, mając w kieszeni tylko kilka groszy (reszta z zakupów dla Matki), wyschnięty pierniczek z tacy i karteczkę z numerem telefonu. Chłopiec wszedł do przydrożnej budki telefonicznej i wystukał numer z karteczki.
- ciocia Czocher? Mówi Pupek.
- Pupeczku, moje maleństwo! Co znowu zrobiła niedobra mamusia? – spytała ciocia Czocher z troską w głosie
- w zasadzie nic… zleciła mi tajną misję! Czy mógłbym posiedzieć u cioci kilka godzin?
Najedzony i napojony przez ciocię Czocher Pupek uznał, że nie może dłużej pasożytować na tej szlachetnej istocie. Chciał skorzystać z wolności. Przechadzając się po parku, dostrzegł ogłoszenie:
CHCESZ BYĆ WOLNY NICZYM PTAK I NIE PODLEGAĆ NAWET PRAWOM GRAWITACJI? MARZYSZ O PODĄŻANIU ŚLADAMI GAGARINA? ZADZWOŃ!
Do kartki dołączony był numer telefonu. Przygnębiony Pupek wysupłał z kieszeni ostatnie grosiki.
- ech. Znowu nie zjem obiadu…
Zrezygnowany wrzucił drobne do automatu i połączył się z numerem z ogłoszenia.
*tuuuuuuuut*
- PiechotąDoGwiazd Sp.z.o.o, przy telefonie Basia!
- Dzień dobry, chciałem się zapisać na wycieczkę. – zaczął nieśmiało Pupek, lecz ciepły głos pani Basi szybko go uspokoił.
- proszę podać cel wyprawy. – szepnęła uwodzicielsko pani Basia
- no nie wiem… jakaś inna galaktyka chyba.
- wszystko da się ustalić w naszym biurze. Imię i nazwisko?
- Pupek Fukuszima.
- gratuluję, Pupku! Już niedługo zostaniesz panem przestworzy!
Kilka dni później, Pupek zdenerwowany czekał na parkingu przed stacją kosmiczną. Gdyby miał pieniądze, kupiłby papierosy. Mama nie pozwalała mu jednak próbować swoich papierosów. Mały Pupek bawił się więc skrętami z papieru toaletowego z wkładem z kapusty. Mama bardzo się wtedy denerwowała, ponieważ zabawka jej pierworodnego powodowała niewyobrażalny smród, zidentyfikowany najpierw jako atak biologiczny ze strony Czochera. Dusia prędko zorganizowała kosztowną obronę swej twierdzy, a wiadomość o fałszywym alarmie skończyła się atakiem histerii Dusi i bolesnym laniem w przypadku Pupka.
Obecny Pupek szykował się do wejścia. Nacisnął klamkę drzwi, przeszedł długi, biały korytarz i wszedł do pomieszczenia przypominającego laboratorium. W środku czekała na niego jednoosobowa, kosmiczna maszyna.
- panie Pupku, jest pan gotowy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz